|
KULTURA NEDZY 1998. INTERVIEW BY BOCIAN
|
|
Zespół ten pojawił się dość dawno temu, ale nie jest zespołem znanym,
bo to co robi jest zupełnie inne od typowego działania określanego jako punk.
Sposób grania, metalowe dodatki, przekaz wizualny i charyzmatyczny wokalista
– to wszystko robi mocne wrażenie. JUDE na koncertach nie pozostawia nikogo obojętnym,
powoduje reakcje wkurwienia albo fascynacji.
Czy możecie się przedstawić na początek?
|
|
JUDE to grupa jednostek operująca w kontekście zespołu muzycznego.
Działamy dziś w składzie: Jacek, Konrad, Maciek, Łukasz, Wiktor plus Marcin jako videohead.
|
|
Jesteście dość oryginalną kapelą, ze względu na specyficzne dodatki do instrumentarium…
|
|
Używamy różnego sprzętu ale podstawą składu są gitary, perkusje i wokal.
Wykorzystujemy wszelkie możliwe źródła dźwięku I eksperymentujemy z nimi.
Graliśmy używając szlifierek, wiertarek etc, przetwarzaliśmy ich brzmienie elektronicznie.
Jako instrumentów używamy również mikrofonów. Równolegle do konstruowania naszych kawałków
dodajemy pętle preparowane z równych źródeł. Te wszystkie próby są tylko w części do odtworzenia na scenie.
W większości kawałków wykorzystujemy te doświadczenia, jednak podstawą naszej muzyki jest normalny klasyczny skład.
|
|
Ale gracie niekonwencjonalnie, czy chcieliście przełamać tym takie typowe brzmienie punk?
|
|
Prawdę mówiąc, gdy zaczynaliśmy nie myśleliśmy o żadnych schematach ani przełamywaniu jakichkolwiek.
Gdy uczyliśmy się grac (prawie wszyscy zaczynaliśmy w tym zespole) wzięliśmy pod uwagę tylko te,
które ułatwiły nam opanowanie instrumentów. To, że zaczęliśmy grać taka muzykę nie było jakimś wykalkulowanym wyborem.
Myślę, że to normalna konsekwencja kim byliśmy, co robiliśmy i robimy dotąd.
Jeszcze przed powstaniem JUDE przez długi czas próbowałem działać z różnymi brzmieniami
i robiłem hałas na odpadach metalowych. Także pierwszy okres naszej działalności był próbą stworzenia muzyki
generowanej na metalowym, złomowym instrumentarium i prymitywnym automacie perkusyjnym.
Dopiero później zaczęliśmy używać gitar, urządzeń pogłosowych etc. Zawsze było to żywe
i bardzo fizyczne granie. Dzisiaj w składzie z gitarami i perkusjami wciąż to kontynuujemy.
Równolegle z tym, co pokazujemy na scenie, pracujemy także nad innymi rzeczami,
być może te projekty doczekają się jakiejś realizacji w przyszłości.
|
|
Czy nigdy nie kusiło was klasyczne granie punk, bardziej proste a nie takie eksperymentalne?
|
|
Spójrz, my w sumie gramy harmonicznie uporządkowaną muzykę, brzmi to może bardzo surowo
i mechanicznie ale nie jest to typowo „eksperymentalne” (nawet coś takiego ma swoje klisze) granie.
Nasze utwory powstają w naturalny sposób, tak jak mówiłem jest to bardzo żywe i organiczne.
Na scenie nie stosujemy za dużo elektroniki i większość rzeczy oprócz loops, taśm i video jest grane live.
Prawdopodobnie nie brzmimy jak większość punk kapel ale czy ktokolwiek jest
w stanie powiedzieć jak wygląda typowa punk grupa? Gdy patrzy się przez pryzmat schematów pojęć punk,
industrial, hardcore etc. mając jedyną wizję jak ma to wyglądać to staje się bardzo ograniczające i nieprawdziwe.
Zawsze najbardziej cenne i najbardziej ciekawe były dla mnie zespoły, które rozbijały ten umowny przepis
i robiły punk po swojemu. W tym jest jego istota, od początku był wielobiegunowy i niejedno wymiarowy.
Tylko ślepi i ograniczeni ludzie nie zauważali tej różnorodności i widzieli w tym zamknięty styl muzyczny.
Weźmy dzisiejsze zespoły np. RORSCHACH, DYSTOPIA, 13, ACME, NEUROSIS, EYE HATE GOD, ABC DIABOLO etc. etc.
czy jest to punk jaki słyszeliśmy, dajmy na to, w 1983 roku? To wszystko ewoluuje, jest jak najbardziej bogate.
Dlatego nadal w tym jesteśmy, dlatego się z tym identyfikujemy. Nie zwracam uwagi na rzesze nudnych
i banalnych grup nie różniących się od siebie niczym, śpiewających wciąż te same bezpieczne rzeczy.
Punk nie jest bezpiecznym retro trendem, zjadającym swój ogon i nie mającym nic nowego do zaoferowania.
|
|
Czyli na granie takiej muzyki miał wpływ fakt, że słuchacie takiej muzyki i pochodzicie z przemysłowego miasta…
|
|
Tak, wydaje mi się że miejsce, z którego pochodzimy miało wpływ na oblicze naszej grupy.
To oddziałuje nie tylko na naszą muzykę ale ma także odbicie w naszej nazwie, tym co pokazujemy,
jacy jesteśmy. W sumie możemy spojrzeć na siebie, jako wytwór tej zmutowanej aglomeracji.
Jako zespół przetwarzamy impulsy dochodzące do nas z tego wielkomiejskiego środowiska.
Wszystko co do nas dociera ma nas wpływ. Inspiracją mogą być media (interesujemy się nimi),
książki, filmy; zarówno bezpośrednie, fizyczne doświadczenia z tramwaju, jak i nowa informacja
z ostatnich wiadomości – wszystko. Bliskość wielkich zakładów jest odpowiednim otoczeniem –
wszyscy mieszkamy niedaleko stref przemysłowych. Często zapuszczamy się w te okolice,
potrafimy całe dni spędzać na bocznicach kolejowych albo zwiedzać jakieś stare fabryki.
Przeobrażeni ekonomiczne ostatnich lat doprowadziły do bankructwa wiele wielkich przedsiębiorstw,
ich budynki opustoszały – to dla nas naturalne środowisko.
|
|
Jaka istnieje wzajemna zależność między tym co pokazujecie na ekranie podczas show a przekazem zawartym w twoich tekstach?
|
|
Jesteśmy w 1997 roku, patrzymy na rzeczywistość oczami ludzi znających historię tego wieku,
sięgających również dalej w przeszłość. Cała ta wiedz połączona z doświadczeniem skłania do innego spojrzenia
na dzisiejsze otoczenie.Innego rozumienia istoty wojen, konfliktów i innych relacji między ludźmi.
Ona przekształca również moje postrzeganie człowieka i jednostek. Gramy muzykę, która jest naszym wyrazem.
Między innymi celami stawiamy sobie również świadectwo, znaki czasu w jakim żyjemy.
Czuję się w zupełnej opozycji do wciąż pokutującej tezy, głoszącej, że za zło tego świata ponoszą winę wyłącznie instytucje,
państwo, polityka etc., twierdzącej że człowiek jest z natury istotą szlachetną, czystą,
tabula rasa przekształcona przez zwyrodniałe otoczenie. Tradycja chrześcijańska wywodzi ten stan z grzechu pierworodnego,
libertarianie głoszą że system wyrządza to zło istocie ludzkiej, że przez system człowiek staje się negatywny,
egoistyczny i samolubny. Dla mnie zupełna ułudą jest wciąż wyznawana wiara w postęp człowieka, myśl że postęp kulturowy,
społeczny czy religia zmienia i wywyższa jego naturę. Człowiek jest siłą sprawczą na tym świecie
i mimo całego wielowiekowego dorobku wciąż władają nim zakamuflowane cywilizacją odruchy, jak choćby instynkt przetrwania,
instynkt reprodukcji, instynkt dominacji – każdy z nich łatwo przełożyć na znane wszystkim tradycje, prawa, regulacje etc.
|
|
No dobrze, ale istnieją przecież różni kontestatorzy, którzy negują stan świata w jakim istnieją np. punks.
Oni zdecydowanie odrzucają schemat zachowań według instynktów, stadnych emocji takich jak np. patriotyzm…
|
|
Tak ale właśnie punk był i jest postawą absolutnie pozbawioną iluzji i otwarcie spoglądającą na świat.
Być szczerym aż do bólu, odkrywać i demaskować te pokłady hipokryzji. Mówić wprost – istnieje nienawiść,
istnieje agresja – są naturalnym składnikiem życia. Nie chować się przed tym, odrzucać wszelki kwietyzm.
Świat, w którym żyjemy nie jest spokojnym, harmonijnym miejscem. Stykasz się z tym co dzień, stawiasz czoło życiu,
otoczeniu, nie mając złudzeń co do tego jak jest naprawdę. Dopiero zdając sobie sprawę z tego kim się jest,
można świadomie istnieć w tym wszystkim, nie włączając się w ten status quo. Nie obawiasz się tej perspektywy,
odrzucasz strach przed samym sobą. Don’t be afraid to show your hate (KILLING JOKE). To jest według mnie punkt wyjścia.
|
|
Skoro większość poglądów z reguły upraszcza rzeczywistość, to jak twoim zdaniem jest naprawdę?
|
|
To, że kwestionuję poglądy innych nie znaczy wcale, że sam dysponuję odpowiedziami na te pytania.
Na bardzo wiele pytań nie istnieje jedna, jedyna odpowiedź. Mimo tego, uważam że mocny kręgosłup jest warunkiem
pewnego stąpania po gruncie. Rewiduje wciąż swoje poglądy, ale to co pokazuję z moimi przyjaciółmi
w JUDE jest wyraziste a nie chwiejne i nijakie.
|
|
Czy mógłbyś rozszerzyć tę kwestię, która twierdzi że jesteśmy determinowani przez instynkty.
|
|
Jestem naprawdę zainteresowany tym tzw. mrocznym pierwiastkiem rasy ludzkiej. W końcu XX wieku cała rzeczywistość, ideologie,
kultury, style etc. dochodzą do skrajności. Te zjawiska ujawniają bez reszty tę dotąd przemilczaną stronę. Zewsząd dochodzą
coraz gwałtowniejsze dowody na to że tak właśnie jest. Ale to nie idee moich ulubionych myślicieli, filmy ani to co przeczytałem
miały decydujący wpływ na moje poglądy. To codzienność, moje własne, indywidualne doświadczenia,
sytuacje z życia ukształtowały takie widzenie. Tak widzę rzeczy za oknem, w autobusie, wśród ludzi wokół. Stoję blisko tego
i nie uznaję żadnego eskapizmu. Wszystko co mówię nie jest przeciwstawieniem się innym wizjom czy walką z nimi…
Nie roszczę sobie monopolu na jakiekolwiek racje czy prawdy. To co słyszysz i widzisz to nasz akces do tego ogólnego chaosu.
|
|
Widziałem gdzieś plakat zapraszający na wasz koncert, na którym umieszczone zostało zdjęcie z Niemiec z lat 30.
tłum ludzi z uniesionymi rękami w faszystowskim symbolu pozdrowienia, a poniżej wasza nazwa wypisana gotykiem.
Czy nie obawiacie się niepożądanych gości na waszych koncertach?
|
|
Czerpiemy z ikonosfery nazi Kunst jak i socrealistycznej. Interesujemy się sztuką totalitarną, systemami
i tłem w jakim powstawała zdaję sobie sprawę, że wykorzystanie takich elementów może być atrakcyjne i przyciągać tego typu ludzi.
Nie obawiam się jednak ich obecności, do większości miejsc gdzie gramy nie maja oni po prostu wstępu.
Gdyby jednak coś takiego nastąpiło zagralibyśmy swój set i pokazalibyśmy naszą rzecz także im.
Gdy jestem pytany – do kogo kierujemy to wszystko nie jestem w stanie dać żadnej konkretnej odpowiedzi.
Wszyscy pochodzimy z punkowych źródeł i stad wyrasta nasza muzyka i przekaz. To co wytwarzamy przeznaczamy dla wszystkich,
którzy zdobywają się na odbiór. Myślę, że mamy nieco inne spojrzenie niż większość grup. Nie szeregujemy rzeczywistości
w imię jednoznacznych idei i jednoznacznych ocen. Staramy się analizować mechanizmy, które dają się zauważyć we współczesnym życiu.
Próbujemy być dalecy od dawania uproszczonych odpowiedzi, według od lat powielanego schematu – zwyczajnie wydaje mi się,
że te slogany nie do końca oddają prawdę i prawdziwy sens rzeczy.
|
|
Czy nie macie kłopotów z przekazem… Ludzie po 10-ciu minutach koncertu mają często dość i nie zwracają uwagi na to co robicie?
|
|
Jeżeli ktoś uważa, to co robimy za ekstremalne… ok., ale czy naprawdę tak jest? Chcemy dalej iść tą drogą,
choć zdaję sobie sprawę jak wiele mamy jescze do zrobienia. To oczywiste, że potęgujemy pewne afekty
i dość mocno stawiamy nasz punkt widzenia. Performance ma być nadzwyczajną sytuacją a nie rozrywką, odpoczynkiem
i ucieczką od rzeczywistości. Reakcje na JUDE są naprawdę bardzo różne, zagraliśmy dotąd niewiele koncertów ale stykaliśmy się
z bardzo różnymi typami publiczności. Występowaliśmy w galeriach, klubach punk oraz w innych miejscach.
Nie brakowało tam różnych skrajnych odzewów. Bywaliśmy oskarżani o faszyzm, pornografię, nihilizm, przerywano nam granie itd.
Spotykaliśmy się również bardzo pozytywnym i otwartym przyjęciem. Reakcje są niejednokrotnie radykalne, także w negatywnym sensie.
Myślę, że ludzie i tak widzą tylko tyle ile chcą zobaczyć, a wielu z nich jest zupełnie zamkniętych na inne typy interpretacji.
My oferujemy nasz typ percepcji i wrażliwości, pokazujemy nasz obraz rzeczy i wygląda on właśnie tak.
|
|
Chyba nieczęsto gracie koncerty? Materiał z gigu w Lublinie znacznie się różnił od tego co pokazaliście w Warszawie…
|
|
Aktualnie bardzo rzadko koncertujemy (mam nadzieję, że niedługo się to zmieni), więc każdy gig znacznie różni się od poprzedniego.
Wiele kawałków się powtarza, wciąż dochodzą nowe rzeczy, powstają nowe video spoty etc…Mimo,
że nie jest to za każdym razem coś zupełnie innego, to postępuje i zmienia się cały czas.
|
|
Jakiego rodzaju filmów używacie do efektów wizualnych?
|
|
Pokazujemy montaże naszego autorstwa. Są one w większości wykonane w domowych warunkach. Najwięcej obrazów pochodzi z mediów,
są to zarówno stare jak i najnowsze materiały. Wykorzystujemy dokumenty z całego XX wieku,
praktycznie od czasu wynalezienia taśmy filmowej. Pokazujemy rzeczywistość, te rzeczy zdarzyły się naprawdę,
można spierać się o nasz wybór ale nie można nam zarzucić jakiejś wyimaginowanej kreacji – to jest real, to są fakty,
zero fabuły, zero fikcji. Video ma bardzo duży udział w tym co próbujemy przekazywać.
Obrazy trafiają najsilniej do większości widzów. Biorąc pod uwagę charakter tekstów i ich słabą czytelność podczas koncertów,
największy nacisk kładziemy na te visuals – one są naszą komunikacją. Powiedziano już wcześniej: „jesteś tym co widzisz”.
My pokazujemy naszą własną wizję i stawiamy się w konfrontacji z tym wszystkim.
|
|
Co mógłbyś powiedzieć o tekstach, jak są sformułowane, jak powstają?
|
|
Teksty to moje impulsy, najprościej mówiąc są moją reakcją, odpowiedzią. Drążę to co widzę i to co mnie otacza.
Czasami jest to zbiór zwerbalizowanych odruchów i trudno dosłownie wyrazić sens tych wszystkich wykrzykników.
Powołuję się na swoje własne obserwacje, doświadczenia, emocje, kompleksy etc.
Mimo że każdy tekst wiąże się z tym co pokazujemy na video, nie próbuję niczego opisywać czy tłumaczyć.
Te lyrics są czymś w rodzaju gwałtownej retorsji. Nawet gdy zawierają dużo słów, często mogłyby sprowadzić się do prostego:
nienawidzę cię ty kupo gówna.
|
|
Spotkałem się ze stwierdzeniem, że przekaz JUDE jest mimo wszystko jakąś formą gloryfikacji przemocy…
|
|
Zbyt wiele razy sam byłem ofiarą przemocy aby gloryfikować ją w jakikolwiek sposób.
Trudno odnieść się poważnie do takich interpretacji – przypomina mi to dylematy różnych ignorantów nad okładkami płyt DISCHARGE:
„czy oni to popierają, ale dlaczego?!”, „a może to martyrologia?” – żałosne. Pokazujemy przemoc, nie odwracamy się.
Chyba nie ilustrujemy jej jako atrakcyjnego widowiska. Cała dyskusja na temat przemocy szerzącej się w pop-kulturze jest bezcelowa.
Truth hurts. Rzeczywistość – prawdziwa i namacalna jest znacznie okrutniejsza a obrazki „odważnych reżyserów” to przy tym bajki.
Nasz przekaz to demonstracja i usuwanie niedomówień. Przemoc jest obecna – pokazywanie i uświadamianie jej realności jest właściwe.
Ona jest nie tylko w krwawych reportażach z dziennika czy gazetowych opisach morderstw.
Strach, gwałt jest głęboko zakorzeniony w wielu sferach życia – zamaskowany w codzienności i relacjach między ludźmi, obyczajach,
leży u podstaw działania każdego systemu, państwa i instytucji, tak więc widzę sens w analizie i prezentacji tych rzeczy.
Destrukcja jest fascynująca, nigdy jej nie unikniesz. Jedyną rzeczą, którą afirmuję jest siła.
|
|
Jaki jest twój stosunek do oficjalnych i niezależnych mediów np. do zinów?
|
|
Mam jak najlepszy stosunek do zines, cały czas śledzę je i czytam, zresztą sam też się tym zajmuję.
Najlepsza rzeczą jest prasa tworzona przez pasjonatów, ludzi stąd, autentycznie temu poświęconych,
jak ty czy ja, a nie jakichś zrutyniałych, powierzchownych dziennikarzy. Jeśli chodzi o oficjalne media
– uważam, że należy je wykorzystywać (nie dać się przez nie wykorzystywać), by sfery które mają je w rękach
i sprawiają kontrolę były wytrącane z tej kontroli i aby zabierać głos i prawo do głosu różnym jawnym
i krypto faszystom i innym kreaturom, które nigdy nie będą miały obiekcji by sprzedać telewizji swój szajs.
Konieczne jest używanie najróżniejszych środków medialnego terroryzmu. Odpowiednio wchodząc w te struktury,
świadomie włączając się w ten obieg, sam poznajesz ich działanie, chronisz się przed manipulacją.
|
|
Jakie macie metody wchodzenia w oficjalne media i rozbijanie ich form manipulacji?
|
|
Nasze metody to dywersja, analiza, przetwarzanie, mutowanie, reinterpretacja, wgniatanie, drążenie i obróbka skrawaniem.
|
BACK TO TOP
|
BRUM 1998. INTERVIEW BY TOMMY MANIAC
|
|
publiczne wystąpienia JUDE, to mały teatr okrucieństwa i nienawiści. Z ekranów telebimów atakują sceny tortur,
egzekucji i militarnych defilad. Z twojej twarzy zionie nienawiść. Czy przemoc jest osią,
wokół której skupiają się artystyczne poszukiwania Twojego zespołu?
|
|
To jest jednak z najważniejszych rzeczy. Ona jest obecna wszędzie, w każdej dziedzinie życia,
w każdej najprostszej czynności, począwszy od narodzin. Samo zapłodnienie opiera się na przemocy.
Przemoc jest wszechobecna i trzeba ją badać, pokazywać różne jej oblicza.
Nienawiść którą żywi się przemoc jest naturalnym uczuciem. JUDE interesuje się tą stroną życia,
ale nie jest to jedyna rzecz, którą się zajmujemy.
|
|
Czy nazywając siebie samego JUDE czyli Żydem, stawiasz się w pozycji ofiary prześladowań, obiektu nienawiści?
A może pojęcie JUDE odnosi się do całego społeczeństwa, gnębionego przez własnoręcznie stworzony system?
|
|
Przystaję na twoje interpretacje. Ludzie odczytują naszą nazwę bardzo różnie.
W samym słowie mieści się tak wiele. Mnie przyciągnął element obcości odrzucenia.
Fakt, że ludzie byli piętnowani tym określeniem. – zamknięcie, izolacja, gettoizacja i zagłada...
to jak wciąż określa się spiskujących i wrogów; to jak kojarzy się to słowo w tym języku,
w miejscu gdzie mieszkamy, gdzie się wychowywaliśmy. To miało wielkie znaczenie.
|
|
Czy robotnicza Łódź jest nadal antysemicka? Czy to jest widoczne na co dzień?
|
|
Czy inteligencja warszawska jest nadal antysemicka? Te jest wszędzie. Nie ma różnic.
Jeśli nawet to odrzucasz, dotyka cię to z wielu stron, wszyscy są skażeni. Klasa robotnicza,
inteligencja to bardzo mgliste pojęcia. Nie interesuje mnie klasowa interpretacja rzeczywistości.
Widzę ludzi a nie klasy.
|
|
Czy w takim razie, sięgając trochę dalej, demokracja nie jest równie zła jak totalitaryzm?
|
|
Walka różnych punktów widzenia, kultur, ideologii, religii interesowała mnie zawsze.
W konfrontacji z systemami totalitarnymi, demokracja/liberalizm zawsze stoją na przegranej.
Klęska realnego socjalizmu wcale nie oznacza triumfu świata zachodniego. On nie rozwija się,
lecz chyli ku upadkowi. Zauważamy zmierzch. Europa jest u schyłku.
Wszyscy jesteśmy tego świadomi-to tragiczne i pasjonujące zarazem.
|
|
Sprowadzasz człowieka do istoty rządzonej emocjami i instynktem?
|
|
Człowiek współczesny jest mutantem stworzonym przez cywilizację i kulturę, żyjącym w ciągłym napięciu między niezatartymi instynktami,
a tym wszystkim co wpaja mu się od kolebki. Wszystkie jednostki są targane i powodowane zwalczającymi się czynnikami.
Stawiając nacisk na emocje i instynkty zwracam uwagę na najbardziej żywotną, prymarną stronę – pewną i nieodzowną u każdego człowieka.
Chciałbym uniknąć jakichkolwiek pozorów stawiając się w perspektywie przeciwnika jakiejś ideologii, jakiejś formacji politycznej.
Czynniki kulturowe, tradycje, systemy polityczne, filozofie, to wszystko moduluje się przez wieki.
Przez tysiąclecia człowiek i jego otoczenie zmieniły się tak, że wszyscy są skłonni mówić, że dzisiejszy człowiek jest kimś innym,
niż człowiek z jaskiń. Tymczasem jest to ten sam homo sapiens.
|
|
Wydaje mi się, że pomijasz bardzo ważną sferę, mianowicie sferę sacrum.
|
|
Homo religiosus est. Człowiek jest z natury religijny. To jedna z jego podstawowych życiowych potrzeb.
Naturalnie duchowość musi znajdować i znajduje swój wyraz w różnych formach. Od zorganizowanych uniwersalnych systemów religijnych
aż do kultu jednostki. We współczesnym zachodnim świecie, w dobie uwiądu wiekowych kultów i tradycji,
człowiek usilnie stara się znaleźć coś, co zastąpi mu tę brakującą sferę – kultura masowa,
new age mają być remedium i namiastką starych form.
|
|
Czy nie postrzegasz rzeczywistości w jakikolwiek duchowy sposób? Czy istnieje dla ciebie tylko materialny świat tu i teraz?
|
|
Rzeczywistość to tu i teraz – ale jest poza tym wiele innych rzeczy. Nie jestem duchowym człowiekiem,
jestem antyduchowym człowiekiem. Duchowość jest dana każdemu, tylko w różnych proporcjach.
|
|
Przyznałeś, że chcesz manipulować mediami. Jak powiedziałeś w innym wywiadzie „Wchodząc w ich struktury,
włączając się w ich bieg, bronie się przed byciem manipulowanym przez media.”
|
|
Inherencja w środki przekazu daje możliwość burzenia porządku rządzącego tym przemysłem informacji.
Wprowadzanie dysharmonii to jeden z naszych celów, szczególnie gdy chodzi o środki, które manipulują szerokimi masami.
Mass media manipulują, bez względu czy jest to ich sens a priori, czy nie.
|
|
Powiedz mi w takim razie czy wzmianka w prasie na temat dajmy na to grupy JUDE, jest już manipulacją, czy jeszcze nie?
|
|
Nie zastanawiałem się nad tym. Używanie tych środków jest koniecznością.
My świadomie włączamy się w ten obieg – media są dużą siłą i należy je wykorzystywać.
Ich działanie jest wszechobecne. Media są pod koniec XX wieku normalnym otoczeniem człowieka,
są tak samo naturalne jak drzewa czy trawa. Trzeba być świadomym wpływu tego otoczenia
i świadomym konsekwencji egzystowania w takim świecie.
|
|
Jaka jest przyszłość JUDE?
|
|
Będziemy iść dalej tą drogą. Wytyczamy sobie cele estetyczne, polityczne, materialne. Chcemy spróbować wszystkiego.
|
BACK TO TOP
|
ANXIOUS E.X.E 1998. INTERVIEW BY ARTHUR
|
|
Cześć. Co nowego w industrialnej Łodzi?
|
|
To w sumie drugorzędna kwestia, nie odżegnujemy się od żadnych wpływów ale identyfikacja to za duże słowo.
Jest bardzo wiele zespołów, które miały na nas ogromny wpływ,ale akurat nie są to te.
Dość dogłębnie poznałem twórczość LAIBACH i NEUROSIS, sądzę że to co robimy tylko na pozór może być im bliskie.
Oczywiście cenię LAIBACH za idee, konceptualnie są bezkonkurencyjni, ich image, visuals, okładki, wydawnictwa,
cała działalność NSK, grupa IRWIN to super ciekawe rzeczy. Ale LAIBACH jako przedsięwzięcie muzyczne to miniona sprawa,
są skończeni, od dawna nie robią nic ciekawego. Jeżeli pytasz o NEUROSIS - brzmienie Souls At Zero czy Enemy Of The Sun
robiły duże wrażenie ale ich ostatnie projekty rozczarowują. Za dużo patetyzmu w stylu KING CRIMSON,
nie pociąga mnie coś takiego. Muzyka to tylko część influencji, słowa, stosunek do materiału muzycznego,
instrumentarium, tradycji, całe postrzeganie rzeczy to też wielkie pole do badania. Sądzę,
że wpływ ulubionych grup nie jest u nas większy niż oddziaływanie innych mediów, filmy, książki, gazety, obrazy,
reprodukcje - wszystko co nas otacza i co postrzegamy wokół ma udział w tej twórczości. Life/Death in general.
Miasto, Masa, Maszyna. Naszą rolą jest mutacja, klonowanie, bastardyzowanie tych wszystkich czynników.
Przerabiamy je na własne coraz twardsze tworzywo.
|
|
Genesis P. Orridge uczestnik m.in. osławionego PSYCHIC TV, podobnie jak i Wy, próbuje wykorzystać środki masowego przekazu
celem korzyści płynących z tejże "machiny". Wy pojawiliście się np. w TVP1 - z jakim skutkiem? Czy takie "wizyty"
mogą mieć jakikolwiek wpływ na masę zapatrzoną chociażby w MTV?
|
|
Pojawiliśmy się parę razy w różnych kanałach, w każdym z tych wypadków udawało się nam włączyć rzeczy,
których nie ogląda się zwykle w TV. Zawsze będziemy wykorzystywać te możliwości. Trudno mówić tu o jakichś bezpośrednio namacalnych,
wymiernych skutkach. Wpływ na masę nie leżał w kręgu naszych zamierzeń, zresztą właściwie jak wyglądać ma taki wpływ?
Kilkusekundowe migawki w TV, jakiś rodzaj obecności w oficjalnych mediach to tylko część taktyki,
wprowadzania dysharmonii w te skostniałe struktury. Daleki jestem od myśli, że wywieramy jakiś szczególny wpływ na przeciętnego,
masowego odbiorcę. Taki odbiorca to nikt. Tak jak w przypadku innych działań liczę na pojedyncze osoby, bo myślę,
że to wszystko przeznaczone jest do indywidualnej percepcji.
|
|
W jakim celu powstał film "Jesteśmy"? O czym opowiada, co przedstawia? Jak daleko będziecie w stanie posunąć się przy następnej okazji?
|
|
Inicjatywa wyszła od jego głównego twórcy studenta - operatora Piotra Szczepańskiego. Ten ośmiominutowy film jest tylko o nas,
o nas widzianych oczami tego człowieka. To dokument chwili, przedstawiający grupę w określonym czasie i kontekście (powstawał w 96 roku)
. Obecnie pracujemy nad następnym materiałem filmowym. Podstawową różnicą będzie to, że sprawujemy absolutną kontrolę nad końcowym efektem.
Nie wiem jak daleko posuniemy się tym razem - to nie jest kwestia, nie myślę nad tym. Celem, imperatywem jest konieczność postępu,
stagnacja to regres. Praktycznie cały czas rejestrujemy różne materiały, nagrywamy z różnych TV, sami wychodzimy z kamerą.
Z tych godzin różnych materiałów powstają później nasze kilkuminutowe spoty. Nasz nowy dokument powstanie przez taką selekcję,
wyjściowa forma musi być pozbawiona wszelkiej przypadkowości.
|
|
Balansujecie pomiędzy sceną H/C Punk, a awangardową- czy to daje jakieś konkretne efekty? Przekaz zapewne trafia do publiczności punkowej,
aczkolwiek spotkałem się z opiniami, że na owych koncertach Wasza muzyka nie zawsze przyjmowana jest z entuzjazmem.
|
|
Scena/sceny zmieniają się cały czas, nie przypisujemy sobie przynależności. Zawsze byłem punk. Nigdy nie akceptowaliśmy żadnych barier.
Słuchaliśmy jednocześnie CRASS i TG, DISCHARGE i SPK. Nie widzę żadnych sprzeczności, nigdy nie obchodziły mnie żadne frakcje czy podziały.
Interesował mnie ekstremalizm, intensywność, kulturowe wyładowanie a nie przeintelektualizowane lub przeideologizowane brednie.
Scena nie jest niestety wolna od ignorancji i dogmatyzmu, jak widać co dzień myślenie i odbieranie bez uprzedzeń
i schematów sprawia duży problem wielu ludziom. Co z tego. Po co komu jakiś entuzjazm? Pytasz o efekty, otóż najogólniej mówiąc,
chcę by trafiało to do wszystkich, którzy gotowi są spojrzeć w twarz naszej rzeczywistości bez oglądania się na estetyczne niuanse
czy jakieś nieistotne rzeczy, jak to z jakiej sceny przychodzimy. Przychodzimy z Łodzi.
|
|
Jak, Twoim zdaniem ma się kondycja sceny awangardowej w naszym kraju? Parę małych wytwórni,
sporo kapel bez specjalnej promocji, no i kilka zaledwie pism... to niezbyt wiele.
|
|
: Wydaje mi się, że streściłeś już to w swoim pytaniu. Twierdzę jednak że największym problemem nie jest skromność środków czy promocji,
jest nim inercja, lenistwo czy swoiste nadęcie i brak chęci kooperacji wielu uczestników sprawy. Niewielu ludzi zwraca uwagę na fakt,
że wciąż brak jest tutaj dostatecznej publiczności dla tego rodzaju muzyki. Mimo wielu przeszkód to wszystko będzie coraz mocniejsze,
nie mam żadnych wątpliwości.
|
|
Performance - występowaliście m.in. na festiwalu " Pobocza Teatru " - jak to wygląda w Waszym przypadku?
|
|
Staramy się zawsze ingerować w miejsce, w którym się prezentujemy. Kładziemy duży nacisk na miejsce,
jego charakter, wystrój. Właśnie dlatego niechętnie występujemy w pubach itp., lepsze są miejsca nietypowe,
opuszczone hale, puste piwnice etc. Ideałem jest surowe pomieszczenie bez jakichkolwiek dekoracji czy reklam.
Performance-koncert to to samo w naszym przypadku. Spektakl jest z nas, z informacji, całego przekazu płynącego z monitorów.
To zmienia się cały czas, chcę wciąż to rozwijać i zmagać z nowymi miejscami, nowymi wyzwaniami.
Daleki jestem od jakiejkolwiek satysfakcji, to wciąż za mało.
|
|
Przemoc - JUDE stara się " zbadać " to zjawisko, pokazać, ale nie jest to jedyna rzecz, którą się zajmujecie. Co jeszcze?
|
|
Są ludzie, mówiący że my uprawiamy przemoc naszymi przedstawieniami. Raz odwołujemy się bezpośrednio do zmysłów i instynktów,
działamy na emocje nie oglądając się na nic innego, kiedy indziej żądamy czegoś więcej. Wszystkie sposoby odbioru i interpretacji są równoprawne.
Terenem naszej penetracji jest życie/śmierć w całości, nie tylko z jednej jedynej strony. Nie ograniczamy spektrum zainteresowań/inspiracji
do jednego kręgu odczuwania i reakcji. Tego negatywnego, chorego - zresztą chcę być jak najdalej takich ocen.
Nie chcę abyśmy zostali opatrzeni jakąś etykietką, nie chcę by myślano JUDE-przemoc. Istnieją obsesje i tematy,
które wciąż powracają. Zarzucane nam pesymizm czy nihilizm, nie są dla nas pejoratywne. Być może przedstawiamy ciemną wizję,
ale to realna strona życia wokół. To nie jest wykalkulowane - to efekt doświadczeń i obserwacji. Jestem przekonany, że takie otwarte,
pozbawione zahamowań i złudzeń widzenie trafniej opisuje świat wokół.
|
|
A miłość? Czy to pojęcie ma sens bytu w dzisiejszym świecie?
|
|
Nienawiść/miłość zawsze mają rację bytu, zawsze i wszędzie. Spróbuj się im przeciwstawić. Ponadczasowe.
|
|
Kultura masowa - to chyba świetne rozwiązanie, mające na celu " trzymanie w garści " tak wielkich tłumów,
które obecnie panoszą się po świecie. Czy bez tego, bez Inkwizycji, monarchy, kultu Boga w zamierzchłych czasach, świat miałby prawo bytu?
|
|
Człowiek jest istotą wierzącą. Żyjemy wciąż w epoce mas, chociaż czasy Gustawa Le Bona czy Ortegi Y Gasseta to przeszłość,
masy nadal tworzą świat. Dla mieszkających w Europie sytuacja jawi się zupełnie inaczej,
lecz spoglądając szerzej na Afrykę i Azję te diagnozy są nadal aktualne. Totalna globalizacja/standaryzacja mass kultury jest faktem.
Styl propagandy totalitarnej skończył się definitywnie. Relikty takiego stylu to państwa jak Chiny czy Korea Północna,
jednak socjotechnika i subtelne techniki oddziaływania na jednostki i grupy społeczne są nadal skuteczne.
Co zastępuje dziś władzę i religię? Dzisiaj za pomocą mass kultury, mediów, rozrywki systemy, które kiedyś władzę opierały na sile
i przemocy utrzymują teraz stabilizację i porządek w zupełnie bezbolesny sposób.
Najniższy wspólny mianownik lowest common denominator jest stosowany wobec wszystkich. Według tych norm wszyscy są wolni
i mają prawo wyboru. Cywilizacja w której żyjemy wyprodukowała człowieka pasywnego, pozbawionego mocy, znieczulonego,
bez skłonności do realnych zmian czy jakiegokolwiek ryzyka - mass niewolnika święcie przekonanego
o swojej indywidualności i swobodzie. Chociaż wydaje się, że świat osiągnął stan będący zaprzeczeniem jego sensu,
dewocja i wiara są dziś takie same - absolutnie niezbędne.
|
|
Polityka - czym jest dla Was? Czy tworzenie coraz to nowszych systemów, nie jest w gruncie rzeczy opieraniem się wciąż na tym samym
- chęć władzy, panowania, manipulowania?
|
|
Nie jesteśmy grupą definitywnie polityczną ale myślę, że uprawianie jakiejkolwiek twórczości jest właśnie działaniem politycznym.
Mimo, że nie jesteśmy bezpośrednio zaangażowani to nigdy nie unikaliśmy opinii i pytań par excellence politycznych.
Całokształt teraźniejszości, życia we wciąż przekształcającym się świecie wymusza dużą świadomość tych rzeczy.
Znajomość przeszłości bardzo temu służy. Those who do not remember the past are condemned to repeat it.
Unikałem zawsze zbytniego teoretyzowania i spekulacji, myślę że problemy należy postrzegać różnobiegunowo bez generalizacji i uproszczeń.
Na wiele pytań nie ma jednej odpowiedzi, za wszelką cenę należy uniknąć przykładania teoretycznych, ideologicznych klisz, szablonów do złożonej,
względnej rzeczywistości. Polityka w tradycyjnym rozumieniu traci znaczenie, jest prawie martwa.
Aktualnie role polityki takie jak władza, manipulacja, ideologia itd. przejmuje ekonomia.
Politycy nie podejmują już największych decyzji, pieniądz i procesy handlowe, interesy i business są teraz największą siłą sprawczą.
Multikorporacje i wielkie koncerny mają kapitał i obroty dorównujące wielkością budżetom średnich państw.
To staje się coraz bardziej widoczne. Dzisiejsze myślenie i reakcja antypolityczna musi być inne niż w latach sześćdziesiątych,
niestety w różnych kręgach zakorzenione są naiwne, pełne schematów czarno białe wizje, które przestają przystawać do rzeczywistości.
Tak to widzę i mimo wcześniejszych deklaracji nie udaje mi się uniknąć takiego dyskursu.
|
|
"Ultimate Obedience" - co dalej?
|
|
" Ultimate Obedience " spotkał się ze stosunkowo dużym zainteresowaniem/powodzeniem. Aktualnie cały nakład jest już praktycznie wyczerpany.
Wszystkie rzeczy, które robimy, w chwili premiery mają już dla nas charakter archiwalny, cały czas chcemy robić coś nowego.
Wkrótce wydamy kolejną kasetę, będzie to materiał semi studio semi live; Równolegle liczą na sfinalizowanie projektu wspólnego split winylu 10"
z warszawskim zespołem DYSMORFOFOBIA, w tym roku (98) światło dzienne ujrzy drugi dokument filmowy, mówiłem o tym wcześniej.
W planach jest więcej przedsięwzięć, niepotrzebne by to zapowiadać. To dopiero początek.
|
|
A tu koniec i słowo ostatnie...
|
|
Czy pamiętasz to zdanie z 1984 pytające jak chcesz wyobrazić sobie przyszłość?
|
BACK TO TOP
|
PASAŻER 1998. INTERVIEW BY JANUSZ REICHEL
|
|
Zacznijmy od pytania o nazwę zespołu. W jednym ze swoich wierszy, dotyczących maja 1968r.
Cortazar napisał - nie pamiętam dokładnie cytatu, że dopóki różne instytucje dzielą ludzi
i stanowią opresję dla pojedynczego człowieka dopóty "wszyscy jesteśmy niemieckimi żydami".
"Niemieckimi żydami" czyli tymi, którzy jako pierwsi odczuli smak nazizmu.
Czy z podobnej inspiracji pochodzi nazwa grupy?
|
|
Nie. Nigdy nie byłem fanem Cortazara, podobnego zdania użył jeden z liderów paryskiego maja 1968 roku.
Na zarzut, że pochodzi z Niemiec i próbuje wzniecać bunt w Paryżu, użył podobnej odpowiedzi.
Nasz wybór nie pochodzi stamtąd. Źródła są o wiele bliższe i dosłowne- tutejsza codzienność.
Miejsce skąd pochodzimy. Łódź dzisiaj. To jakie konotacje ma to czteroliterowe słowo tu i teraz.
To słowo jest naładowane treściami i emocjami, naznaczone nieodwracalnie piętnem historii i dlatego wydaje mi się odpowiednie dla nas.
|
|
...jako rodzaj prowokacji?
|
|
Nie, właśnie nie. Żadna z rzeczy, które pokazujemy, cytujemy nie jest prowokacją. W sumie do czego miała by być to prowokacja?
Do agresji wobec nas? Do agresji wobec innych? Do buntu? Do myślenia? Wyjścia na ulicę? Prowokacja dla samej prowokacji?
|
|
Kilka lat temu nabyłem jeden z numerów ZYGOMY. Wrażenie zrobiła na mnie strona z nalepionymi różnymi odpadkami- nawet zastanawiałem się,
który egzemplarz kupić: każdy był unikalny. Czy ZYGOMA rozwija się nadal i czy ma związek z zespołem?
|
|
Nie nazwałbym tego rozwojem, ale ZYGOMA jeszcze nie umarła. Liczę na to, że pismo ukaże się za jakiś czas.
Pewnie w trochę innej formie niż parę lat temu, pracowałem trochę nad tym. Moje preferencje muzyczne znajdują swoje odbicie
w zawartości ZYGOMY i na pewno wpływają też na JUDE. Zawsze jest tak, że mają one wpływ na to co się robi.
|
|
Czyli to głównie twoja praca?
|
|
Tak, prawie wszystkie artykuły piszę ja. Jest parę osób, które mi pomagają.
|
|
Znana jest pewnie nie tylko w Łodzi seria koncertów WUNDERWAVE. Czy jeszcze będą kontynuowane?
|
|
Nie wiem czy WUNDERWAVE będzie jeszcze kontynuowane. Zdecydowaliśmy, że 50-ty koncert zakończy tę historię.
Osoby zaangażowane w WUNDERWAVE przez te wszystkie lata zajmują się aktualnie innymi rzeczami, ale też pośrednio lub bezpośrednio związanymi z punk.
|
|
Pamiętam, że pod koniec jednego z koncertów parę lat temu, wyszedłeś na scenę przedstawiłeś się i odciąłeś się od organizacji tegoż koncertu.
Czy to był jakiś rozjazd na łódzkiej scenie?
|
|
Tak, rzeczywiście jak wiesz stosunki między ludźmi przynoszą różne sytuacje. Organizacja WUNDERWAVE miała swoje wzloty
i upadki w tym też takie incydenty. Powiem ci, to akurat było upublicznione, ale były jeszcze lepsze rzeczy o których nie warto nawet wspominać.
Z racji tego, że w inicjatywę było zaangażowanych więcej osób, ich relacje nie zawsze układały się pomyślnie. Dochodziło także do nieporozumień,
czasami nawet bardzo ostrych. Dając temu projektowi nazwę WUNDERWAVE, bezpośrednio się angażując, miałem swoje plany i koncepcje,
w zderzeniu z rzeczywistością i działaniem innych moje zaangażowanie ewoluowało. Odwracałem się od paru rzeczy, które niestety dotknęły tę ideę.
To efekt tego, że zmieniały się czasy i warunki, my również się zmienialiśmy. Byłem w tym i mam świadomość, że było to nietuzinkowe przedsięwzięcie.
Miało ono wielki wpływ na to co się działo w Łodzi przez te wszystkie lata. Nie wszystko udawało się tak jak sobie to wymarzyliśmy, ale wydaje mi się,
że Lola i ja, potem także Morbid nie zrobiliśmy chujowej roboty. Na pewno.
|
|
JUDE koncertuje. Jak postrzegasz z tej perspektywy organizatorów niezależnych imprez?
|
|
Nie graliśmy jeszcze tak wielu koncertów, by podsumować lub jednoznacznie oceniać ich organizatorów. Mieliśmy różne doświadczenia.
W większości przypadków organizacja koncertów jest jednak lepsza niż kiedyś. Teraz patrzę z perspektywy interesów mojego zespołu,
ale sam znam też dobrze punkt widzenia niezależnego organizatora. Wszyscy mają swoje racje. Wiele rzeczy rozbija się o inercję środowiska.
Czasami zdarza się, że postawiony jesteś w sytuacji bez wyjścia, słyszysz tłumaczenia, warunki, koszta etc.,
tymczasem dobrze wiesz (zbyt długo robiłem koncerty, aby tego nie wiedzieć) że chodzi o zwykłe lenistwo i brak inicjatywy.
Podstawowym problemem jest to, że ludzie którzy próbują coś robić są wciąż pozostawieni samym sobie, działają bez wsparcia załóg
i nie są wciąż gospodarzami miejsc, gdzie organizują te koncerty.
|
|
Z jakim odbiorem się spotykacie? Nie gracie przecież łatwej muzyki.
|
|
Zakładam, że interpretacja jest wolna- ludzie traktują to jak chcą. Wychodząc na scenę jestem gotowy na wszystko.
Każdy kto wychodzi na scenę powinien być przygotowany na najbardziej negatywne odruchy, reakcje. Mam pełną świadomość,
że dla większości osób, które przychodzą nas oglądać jesteśmy zwykłą rozrywką. My narzucamy swój własny rodzaj rozrywki,
nasz własny sposób przekazu. Konfrontacja między nami a naszymi widzami jest znikoma. Nie narzekam na to,
zauważam dużą bierność jeśłi chodzi o dialog zespoły-publiczność, to nie dotyczy tylko nas. Czasami otrzymuję listy.
Cenię sobie możliwość dyskusji. Zakładając JUDE usankcjonowaliśmy wszystkie sposoby interpretacji naszego przekazu.
Nie chcemy sugerować żadnych sposobów odbioru. My stwarzamy sytuację a ludzie odczytują to w swój sposób. To jest ich wybór,
czy otwierają sie na to, czy mają odwagę by przyjąć jakiś rodzaj relacji z tym co im pokazujemy, czy pozostają pasywni.
To co oferujemy ludziom wciąż dojrzewa. To efekt bardzo dużej selekcji, wielu dyskusji i przemyśleń.
Nie mam skłonności by przyjmować sugestie z innych stron. Nie jesteśmy zespołem tak jak wiele innych,
które uwzględniają uwagi z zewnątrz i nastawiając się na powodzenie u ludzi modyfikują i zmieniają swój przekaz i muzykę.
Nasz rozwój/ewolucja to nasza rzecz.
|
|
Często można spotkać wśród publiczności niezależnej postulat zniesienia barier pomiędzy słuchaczami i zespołami,
tymczasem wydaje mi się, że jest to- przynajmniej w sytuacji koncertowej, w sytuacji zamkniętego spektaklu pewne zafałszowanie rzeczywistości.
Jak na to patrzysz?
|
|
Według mnie w naszej postawie nie ma fałszu. Uważam, że mam kontakt z publicznością, to moje subiektywne odczucie. Zdaję sobie sprawę,
że nasz pokaz nie umożliwia zwyczajowych zachowań nazywanych kontaktem. My zaczynamy rzecz i trwamy w tym.
Nie izolujemy się od ludzi i nie negujemy ich obecności, co niejednokrotnie nam zarzucano. Po prostu jesteśmy absolutnie skoncentrowani na tym,
co robimy. Poza samym występem istnieje cała gama form kontaktu, wymiany. Nie zamykamy się przed niczym.
|
|
Pytam, gdyż wasz sposób prowadzenia spektaklu może rodzić takie komentarze: "oni wychodzą, grają, kończą swoje i schodzą ze sceny".
Może powstać wrażenie, że ten wzajemny kontakt został przez was ograniczony...
|
|
Pamiętam, że podczas twojego koncertu ludzie żywo reagują na twoje teksty. My jeśli chodzi o sferę werbalną nie jesteśmy zbyt komunikatywni,
a przynajmniej nie komunikatywni w powszechnie przyjęty sposób. Czynimy jednak dużo zabiegów by trafiać do celu.
Jeśli ludzie nie rozumieją czy nie słyszą moich słów to odczytują jednak wiele obrazów. Ekrany są główną komunikacją.
Nasze zasoby materialne są bardzo ograniczone ale nadal chcemy to rozszerzać.
|
|
Wątek industrialny w JUDE.
|
|
Nie wiem jak odebrać twoje pytanie. Wątek industrialny... Tak nazywa się naszą muzykę, nie odżegnujemy się od tego, mimo całej dewaluacji tego słowa.
Jako JUDE mamy z tym wiele wspólnego. Twórczość industrialną zwykło się interpretować bardzo różnorodnie.
Istnieją jakieś zbieżności, pewien sposób widzenia rzeczywistości, całego świata wokół. Trudno tak wprost wypunktować te rzeczy. Mówiono,
że ta muzyka to efekt fascynacji technologią, inni zauważali że jest to krzyk przerażenia dzisiejszym stanem życia.
Nie będę oceniał tego typu poglądów, ale dla mnie są to brednie. Technologia jest wszechobecna.
Nikt z nas nie jest przerażony takim obrotem rzeczy. Celem jest demonstracja rzeczywistości taką jaka ona jest.
Przedstawiamy emocje jak: strach, nienawiść, ale patrzymy bez złudzeń na patologiczny charakter dzisiejszego życia;
na chaotyczną, zmutowaną naturę końca drugiego millenium. To spojrzenie nie jest optymistyczne, ale pozbawione jest jakichkolwiek obaw,
przyszłość jest teraz. Nie możesz się bać.
|
|
Jak zauważyłem muzyka industrialna jest od dawna obecna wśród twoich zainteresowań. We wspomnianej ZYGOMIE były materiały
na temat grup industrialnych np. Einsturzende Neubauten.
|
|
Słucham muzyki, z którą się identyfikuję, to nie jest tylko sprawa gustu, to było coś bardziej uniwersalnego, wychowałem się na punk,
ale nigdy nie była to jakaś ograniczona fascynacja, bo punk, hardcore znaczył o wiele więcej.
Niejednokrotnie zespoły wave, noise czy industrial były dla mnie o wiele bardziej hardcore ekstremalne,
niż tuziny tych uśmiechniętych pseudopunkowych rock'n'rollowych fajansów. Zawsze starałem się dotrzeć do źródeł,
wyjść poza to, że kupuję czy nagrywam sobie kasetę i słucham tylko muzyki. Interesowało mnie wszystko: teksty, ludzie,
manifesty, okładki, image, ludzie z grup, ich poglądy, wszystko. Starałem się poznawać ich osobiście, żyłem tym.
To ważne by odbierać to totalnie.
|
|
Jaki jest twój stosunek do techno?
|
|
Techno to kolejne bardzo szerokie, pojemne i bardzo wieloznaczne określenie. Tak samo jak rock czy post rock, które nie znaczą już chyba nic.
|
|
Zostawmy na boku techno-pop.
|
|
W techno interesuje mnie to wszystko, co jest konsekwencją muzyki industrial, elektro, muzyki seryjnej, muzyki minimal.
Rzeczy jak KRAFTWERK, DAF, CLOCK DVA, CHRIS&COSEY itd. Podoba mi się wszystko co polega na repetycyjności, zapętleniach.
Bardzo energiczna i transowa muzyka, mocny beat, mocne technologiczne brzmienie. Nie lubię tego wszystkiego co funkcjonuje jako techno,
a jest niczym innym jak tylko kolejną wersją disco. Nie lubię też happy hardcore (kto wymyślił tę absurdalną nazwę?!),
nie lubię breakbeatu, jungle. Lubię po prostu technologiczną, zmutowaną,
mocną muzykę, która wywodzi się z industrialnych machanicznych źródeł.
|
|
Jak myślisz czy do tych form (mówisz o technologicznym brzmieniu) jest przywiązane jakieś przesłanie
i operują one w pewnej określonej sferze ideologicznej, czy raczej, nie ma takich związków? Np.: w reklamie coca-coli można zobaczyć kolesi
walących w beczki, podobnie jak w waszej kapeli...
|
|
Wszystkie te zewnętrzne rzeczy mają bardzo łatwą przyswajalność. Słyszysz elektro w reklamie opon samochodowych, słyszysz hałas, pętle,
zniekształcone głosy w reklamach innych dóbr- szczególnie tych mających trafiać do "nowej generacji".
Biznes jest dziś w stanie połknąć propozycje, których nie mógłby zupełnie przyjąć pięć lat temu.
Te zmiany są związane z postępem technologii i kulturową ewolucją. Wszystkie przekształcenia zachodzące w stylu, modzie,
estetyce, masowych gustach są też zwyczajnym cyklem i obiegiem nowych form w show business.
To zwykła gra i nie da się uniknąć całej tej pauperyzacji. Kultura masowa otwarcie przyswaja dziś rzeczy skierowane przeciwko niej-
bunt też jest dobrym produktem konsumpcyjnym.
|
|
Porozmawiajmy zatem o sednie. Co jest takim sednem w przypadku JUDE? Czy znajduje to odzwierciedlenie w tekstach JUDE?
|
|
Teksty to nie jest najważniejsza rzecz w JUDE. Zazwyczaj są trudne do odczytania, nastawiam się przede wszystkim na komunikację wizualną.
Czasami wydaje mi się, że to co piszę jest tak subiektywne, że nie powinno trafiać wprost.
Kiedy indziej traktuję swój głos jako kolejne źródło dźwięku (różne elektroniczne urządzenia pozwalają mi zupełnie deformować jego brzmienie);
używam go jako kolejnego instrumentu. Chciałbym zostawić jak największy margines interpretacyjny,
bo uważam, że nasi odbiorcy są w stanie samodzielnie odbierać te rzeczy i zbędne są jakiekolwiek wyjaśnienia.
|
|
W kontekście nagrań studyjnych przekaz wizualny staje się bardzo ograniczony, powiedzmy do okładki...
|
|
Być może. Do naszej kasety dołączyłem fragmenty tekstów. W miarę możliwości przede wszystkim finansowych to będzie na pewno bogatsze.
Dostaliśmy propozycję stworzenia CD ROM, gdzie oprócz naszej muzyki byłyby również obrazy.
Wspólnie z człowiekiem z łódzkiej szkoły filmowej zrobiliśmy film. Przymierzamy się do kolejnego dokumentu.
Nie będziemy poprzestawać na wykorzystywaniu jednego medium. Zawsze będzie to dążenie do jak najmocniejszego najbardziej szerokiego przekazu.
|
|
Co masz na myśli, mówiąc o wykorzystywaniu mediów?
|
|
Wykorzystywanie wszystkich to konieczność. Medium rozszerza twoje pole działania i twoje oddziaływanie.
Nie można odwracać się od możliwości dawanych przez technologie. Dyktafon, który stoi przed nami to też medium wykorzystywane do takich właśnie celów.
Zauważ, parę lat temu było to dość drogie narzędzie, dziś każdy może sobie to kupić.
|
|
Nie byłem pewny czy jest w stwierdzeniu " wykorzystywanie mediów " aspekt wchodzenia do mediów, którymi rządzą duże pieniądze
i wielkie instytucje i wykorzstywania ich do własnych celów. A chodzi ci po prostu o to, żeby używać wszystkiego co jest dostępne
do rozprzestrzeniania swoich pomysłów?
|
|
Traktuję to jak najbardziej szeroko. Używasz wszystkich środków, tych które masz pod ręką i tych które są w rękach innych.
Jeżeli chcesz mieć kontrolę nad swoim przekazem musisz nauczyć się rezolutnie wykorzystywać to wszystko. To wymaga doświadczenia,
nie możesz pozwolić im na nieograniczone trywializowanie twojej rzeczy, ale należy zdać sobie sprawę, że taki charakter mają mass media.
Należy to rozgrywać w odpowiedni sposób. Produkujesz po prostu własną rzecz, w miarę możliwości robisz to w 100% samodzielnie. Opłacasz to.
Potem dajesz im gotowy produkt. Mogą go odrzucić lub przyjąć, ale ty masz większą odpowiedzialność i kontrolę nad swoją twórczością.
|
|
W jednym z wcześniejszych waszych wywiadów zwróciłem uwagę na wypowiedź, że uważnie przyglądacie się mediom.
Zauważyłem też, że przy okazji, gdy była mowa o mediach dużo było mowy o agresji; agresji w świecie, w człowieku. Dlaczego?
Czy dlatego, że jest ona obecna w mediach czy z jakichś szerszych przyczyn?
|
|
Agresja widziana w mediach i ta rzeczywista to nie to samo. Nawet "obiektywne" programy informacyjne kreują jakąś wizję rzeczywistości.
Wszystkie mają stylistykę charakterystyczną dla tych, którzy nimi zawiadują. Przemoc, gwałt, agresja są obecne w mediach w coraz większym stopniu,
jednym z czynników jest wielka efektywność komercyjna i duża efektowność wizualna tego typu obrazów.
To ewidentne fałszerstwo- w rzeczywistości śmierć i gwałt nie są atrakcyjnym widowiskiem.
|
|
Czy nie jest tak, że ludzie bardzo są ciekawi agresji a mniej skorzy są by ją stosować na codzień?
|
|
Ludzie znajdują dużą przyjemność w oglądaniu tego w swoich bezpiecznych fotelach w domu. W rzeczywistości wolą być jak najdalej.
|
|
Dlaczego wasze prezentacje filmowe w czasie koncertu zawierają taki duży ładunek agresji, "negatywnych" obrazów?
|
|
Uważam, że ten ładunek nie jest wcale duży. Podstawową odpowiedzią powinno być zdanie: pokazujemy to co widzimy,
to co dociera do nas najbardziej. Pokazujemy prawdziwe rzeczy, nie odwracamy się od rzeczywistości. Oczywiście nie jest to cała rzeczywistość,
ale ta jej część jest bardzo obecna. Ludzie unikają takiej dosłowności, wolą oglądać widowiska z wystudiowanym elementem przemocy.
|
|
...wiedząc, że nikt nie zginął, że jest to zmyślone...
|
|
Dokładnie. Gdy oglądają dokumentalne zdjęcia też żądają dystansu. Chcą wiedzieć jak daleko są one od ich miejsc zamieszkania,
komentator opisuje je dokładnie, utrzymując w przekonaniu, że jest to bardzo odległe i nie ma bezpośredniego wpływu na codzienną egzystencję.
Ludzie nie chcą być bezpośrednio konfrontowani z przemocą, gdy spotkają się z nią na ulicy odwracają głowy,
odchodzą by oglądać ją z bezpiecznej odległości. My staramy się do języka naszego przekazu dodać właśnie tę realną część,
łączymy ją z innymi obrazami. Nie pokazujemy tylko filmów o mordowaniu. Wszystkie elementy pokazu dopełniają się nawzajem.
|
|
Zatem agresja jako jeden z elementów rzeczywistości, na który zwracacie uwagę..., inni jak powiedziałeś odwracają głowy...
|
|
To jest dotkliwe, naturalną reakcją jest unikanie, przyzwyczajenie (uodpornianie się).
Ludzie w Europie patrzą beznamiętnie na rzezie w Kongo czy w Chinach, ale trudno przyswoić im fakt że w Jugosławii eksterminują się
"tacy sami jak my ludzie, biali i cywilizowani".
|
|
Pamiętam różne komentarze z czasów wybuchu tej wojny. Wielu z dziennikarzy po prostu nie mogło sobie poradzić psychicznie z tym faktem,
że to gdzieś niedaleko, w cywilizowanej Europie ludzie podrzynają sobie gardła.
|
|
Jednak to wszystko szybko spowszedniało. Jugosławia jako temat nie był już extra. Nastąpiła normalna reakcja.
Jak już wspomniałem to jest zwykła kolej rzeczy. Człowiek przywyka do największych okrucieństw. To psychiczny mechanizm.
|
|
Jak sądzisz, czy pokazywanie- także przez wasz zespół- biedy, agresji, wykorzystywanie człowieka przez człowieka...
nie przyczyni się także do spowszednienia tych problemów.
|
|
Nie. Uważam że nie. Nasz kontekst jest zupełnie odmienny. Sytuacja koncertu jest inna niż domowe oglądanie telewizji.
Ludzie przychodzą na gig w poszukiwaniu rozrywki, by odejść od codzienności. My uniemożliwiamy to, tworzymy zupełnie inną sytuację,
przenosimy jedną rzeczywistość do drugiej. Nie zgodzę się na zdanie, abyśmy przyczyniali się do jakiegokolwiek spowszedniania.
Nasz performance jest inny, większość naszych montaży nie mogłaby być już pokazana w TV.
|
|
To jest ciekawe co powiedziałeś. Rzeczywistość, która pojawia się w utworach nie jest spowszedniana, ale właśnie podkreślana...
|
|
Nie łudzę się, że zmieniamy ludzi, którzy przychodzą nas słuchać/oglądać. Chcę odbioru, oczekuję że nasza publiczność nie wychodzi
z naszych koncertów jak ze wszystkich innych- to tylko oczekiwanie. Tworzymy to bo sami chcemy badać nasze reakcje
i chcemy konfrontować się z tą wizją... My dajemy nasz własny obraz i stawiamy się w sytuacji mediów.
My jesteśmy też pewnym medium a muzyka jest też formą informacji, dźwiękowej informacji.
|
BACK TO TOP
|
CHAOS W MOJEJ GLOWIE 1999. INTERVIEW BY PAVEL
|
|
Wasz image kojarzy się często z takimi grupami jak LAIBACH czy KRAFTWERK... Spotkałem się z zarzutami, że kultywujecie przemoc.
Nawiązujecie często do kultury faszystowskiej i chcielibyście pewnie aby cała ziemia była zindustrializowanym molochem
z systemem jak z książki Rok 1984 G. Orwella...
|
|
Wybacz, ale sądzę że powyższe zagajenia brzmią niepoważnie - nawiązujemy do kultury faszystowskiej? Kultywujemy przemoc?!
Zwykle wyśmiałbym to (i byłaby to najbardziej odpowiednia reakcja), tym razem potraktujmy to serio. OK. wiem,
że te kwestie w JUDE intrygują środowisko ale warto byłoby sprecyzować te wątpliwości.
Chodzi ci chyba o domniemaną gloryfikację przemocy - nie, nie mogę się z tym zgodzić, w żadnym naszym przekazie,
nigdy w żadnej wypowiedzi nie pochwalałem przemocy. Stwierdzałem tylko jej beznadziejną i nieuchronną konieczność.
(vide mój głos w waszej ankiecie). Secundo, kultury totalitarne; nazi kunst, socrealizm,
realizm heroiczny itd. to tylko egzemplifikacje pewnego typu społeczeństw, pewnego okresu w dziejach propagandy.
To dobry materiał edukacyjny do współczesności. Trwają właśnie bombardowania w Jugosławii, to co widać w polskiej TV,
CNN etc. to dobitny przykład jak mało zmieniło się w taktyce wojennej propagandy od czasów real soc.
Wystarczy powierzchowna analiza (abstrahująca od wszelkich racji i sensów tej interwencji),
metody tej perswazji są rozpoznawalne gołym okiem. Warto zadać sobie trochę trudu i rozłożyć to na czynniki pierwsze.
Powracając do pytania - czy pokazywanie czegoś, nawiązania (które jak myślę,
w naszym przypadku są zupełnie jasne) są wyrazem poparcia?
|
|
Chcecie przestrzec ludzi przed totalitaryzmem, bezmyślną konsumpcją, przemocą etc... czy tylko pokazać,
że istnieją takie rzeczy i są nierozerwalnie związane z człowiekiem?
|
|
Albo/ albo, ani/ ani, pokazywanie/ przestrzeganie. Nie skłonisz mnie do 100% wyjaśniania, to stoi w sprzeczności
z jakimkolwiek sensem tego wszystkiego. Jak mogę odnieść się do tego jako tworzący? Nemo iudex in re sua.
Interpretacja jest wolna i nie należy do mnie. Myślę że nasze rzeczy mówią same za siebie i nie zostawiają wielkich wątpliwości
u odbierającego. Wszelki komentarz może dotyczyć tylko konkretów. Jestem w stanie i chętnie dyskutowałbym o szczegółach,
bez konieczności tłumaczenia rzeczy oczywistych. Niezręcznie jest odpowiadać na pytania które z góry sugerują odpowiedź.
|
|
Wasza muzyka nie jest łatwa w odbiorze, a wasz koncert to tajemnicze misterium i mroczny performans...
W tym momencie teksty schodzą chyba na dalszy plan? Jeśli ktoś oburza się na to co prezentujecie,
zarzuca wam różne skrajne działania, to mobilizuje was do jeszcze ostrzejszego przekazu?
|
|
Teksty nie są na dalszym planie, są równie ważne chociaż momentami nie mogą przebić się przez hałas,
zwróć zresztą uwagę na czytelność słów na gigach crustpunk. Często próbujemy przybliżać słowa rozprowadzając ulotki z fragmentami tekstów,
pokazujemy również nasze video montaże które są nierozerwalnie związane z treścią kawałków.
Na pewno będziemy robić wszystko dla pełniejszej komunikatywności przekazu. Co możemy wiedzieć o czyimś oburzeniu?
I co nas może to obchodzić? Jakie "skrajne działania" masz na myśli? Jeszcze raz proszę o konkrety.
JUDE jest tym co myślimy/ czujemy i nigdy nie jest tak, że robimy to ostrzej czy łagodniej bo tak ktoś chce lub nie. Kim bylibyśmy wtedy?
|
|
Nie martwicie się, że tak ogromna dawka brutalnej rzeczywistości , którą można zobaczyć na waszych filmach,
może popchnąć kogoś do samobójstwa czy "zorać" mu psychikę ? Przypatrywanie się przez ponad godzinę mrocznej
i brudnej naturze człowieka może mieć bardzo negatywne skutki...
|
|
Takie twierdzenie jest pozbawione podstaw. O jakich skutkach mówisz? Jeżeli uważasz,
że oglądanie nas przez godzinę może mieć takie rezultaty to jak reagujesz na otoczenie,
czy nasze video spoty są gorsze od rzeczywistości? Martwić może jedynie fakt, że większość ludzi zauważa u nas tylko tę "brutalność i mrok"
i nic więcej. Celem ma być wywoływanie niepokoju; uzupełnienie ikonosfery o obrazy dotychczas pomijane, zniekształcane;
zamazywane; życzeniem (tylko życzeniem), jest wyrywanie z otępienia i marazmu. Liczę, że ma to wciąż sens.
W dzisiejszym świecie zbrodnia, gwałt stały się dzięki mediom zupełną codziennością, mass medialny sposób przedstawiania tych tematów
jest przyswajalny i akceptowany. My próbujemy robić coś zupełnie innego, nasze zabiegi nie sprowadzają się do telewizyjnej praktyki.
Nasza muzyka nie jest akompaniamentem, eliminujemy jakąkolwiek anegdotę, rozbijamy te ilustracje, zmieniamy ich kontekst,
łączymy z innymi... Odwołujemy się bezpośrednio do zmysłów i instynktów, jeżeli ludzie otwierają się na nasze dźwięki
i obrazy wtedy one trafiają do nich w zupełnie inny sposób niż te rzeczy w telewizji. Percepcja bez filtrowania, bez uprzedzeń...
|
|
Czy włóczenie się po opuszczonych fabrykach inspiruje was do grania takiej muzyki ? Czy na odwrót? A może jest to wasze środowisko naturalne?
|
|
Naturalne otoczenie nie może pozostać bez wpływu. To jest bardzo bliskie, tak że możesz poczuć się z tym zrośnięty.
Nigdy nie analizowałem kolejności tych wrażeń. Czy gdybym powiedział, że często odwiedzam łódzki Kirkut,
stanowiło by to przyczynek do nowych teorii na temat JUDE?
|
|
Dlaczego wasze miasto - Łódź ma taki duży wpływ na was i waszą twórczość, muzykę, nazwę, działania? Co jest takiego w tym mieście?
Jest ono strasznie brzydkie....
|
|
Przyjedź tu na dłużej, nie będziesz musiał tego odgadywać. Kiedyś, zanim jeszcze powstał JUDE moi koledzy z Warszawy
nazwali mnie chorym pomiotem przemysłowego miasta, każdy jest po części produktem swojego otoczenia.
W innym miejscu bylibyśmy inni jako zespół i jednostki. Niemiecka, żydowska przeszłość początków przemysłowej aglomeracji,
okupacja, getto 1940-1944, holocaust, real soc, klasa robotnicza, marsze głodowe itd. Gwiazdy Dawida, napisy "żyd" na każdym murze,
tego wszystkiego nie trzeba szukać; wypaczona tkanka ludzka, chory organizm miejski o powikłanej historii, jesteśmy tym przesiąknięci.
Potraktuj to jak chcesz ale żyjemy tu zbyt długo by móc mieć jakiś dystans, nie mieliśmy innego wyjścia, urodziliśmy się tutaj...
|
|
Czy jesteś pewien , że ludzkość w końcu zniszczy siebie i naszą planetę ? W historii naszego świata było wiele sytuacji,
gdy ludzie byli przekonani , że koniec jest bliski...
|
|
Nie, nie jestem pewien. Czy odczytałeś to z tego co mówimy czy pokazujemy? Taka interpretacja to zbyt duże uproszczenie.
Na pewno żyjemy w czasie kiedy wiele systemów, struktur traci swoją moc i sens, nowe jest jeszcze nierozpoznawalne, taki stan wywołuje lęk.
Tak jak jedni potrzebują boga by w coś wierzyć, tak inni potrzebują światowego spisku żydo - masońskiego by wytłumaczyć sobie
mechanizmy rządzące światem. To zawieszenie, dezorientacja mogą trwać bardzo długo. Ludzie próbujący udowadniać,
że to czego jesteśmy świadkami to zwykłe niepokoje końca wieku sami nie wierzą w swoje słowa. Znajdujemy się
w sytuacji którą można nazwać wirem (vortex), monstrualnym tyglem nie mającym precedensu w dziejach ludzkiego gatunku.
Permanentny kryzys, maskowany złudzeniem stabilności, trwa od dawna. To jest przeciążenie, nadinformacja i nadkonsumpcja.
Nie widzę wielkiej przyszłości dla cywilizacji zachodu...
|
|
Kto wydał waszą kasetę demo Ultimate Obedience i czy można ją jeszcze zdobyć? Czy jesteście zadowoleni z końcowego efektu?
Jakie macie plany wydawnicze? Jakiś winyl? Czy myśleliście o wydaniu kasety video z waszym koncertem lub "videoclipami"?
|
|
Ultimate Obedience wydaliśmy sami, pierwszy nakład jest już dawno wyczerpany ale planujemy go wkrótce wznowić.
Końcowy rezultat uznaliśmy za satysfakcjonujący, materiał jest w porządku lecz sposób nagrania spowodował,
że brzmi za słodko, mimo tego rzecz nadaje się do słuchania.. Właśnie ukazuje się 10' split z warszawskim bandem
DYSMORFOFOBIA zatytułowany Vertebral Treatments, winyl wyda SELF INDUSTRY- ich własne wydawnictwo (Marek Sarba,
Platynowa 10/35, 00-808 Warszawa. Tel. (0 22) 654 35 65. Wkrótce nakładem LAGART FACTORY ukaże się nasza nowa kaseta.
Planujemy zrobienie filmu i innych nowych montażów.
Podstawowym problemem jest brak środków finansowych na kolejne projekty więc wiele rzeczy stoi w miejscu.
|
|
Czym zajmujecie się na co dzień ? Z czego się utrzymujecie (no bo z zespołu chyba nie...)?
Mając industrialne zainteresowania, to praca w fabryce to dla was sama przyjemność?
|
|
Daruj sobie taką ironię. Nienawidzę takich pytań, nie widzę powodu aby o tym opowiadać.
Nie utrzymujemy się z zespołu, uczymy się i pracujemy, to powinno wystarczyć.
|
|
Jakiej muzyki i jakich zespołów słuchają członkowie tak ostro grającej kapeli JUDE?
Czy mógłbyś polecić jakieś nowe , dobre płyty w klimacie industrialno - punkowym?
|
|
Trudno udzielić zadowalającej i wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie. To całe mnóstwo zespołów zewsząd.
Całe spektrum ekstremalnej muzyki, wszelkie objawy industrialnej sceny z całego świata.
Nasze gusta są eklektyczne i lista faworytów byłaby zbyt obszerna, z nowych rzeczy godny polecenia jest ostatni projekt Martina Atkinsa
(ex PIL, KILLING JOKE, MURDER INC, PIGFACE etc) i Nivek Ogre'a, dawnego wokalisty SKINNY PUPPY którzy ostatnio wydali
znakomitą płytę Beside Toxicology pod nazwą RITALIN (R+). Zaraz wychodzę na koncert z wykonaniami Ognistego Ptaka Strawinskiego
i jakiegoś krótkiego utworu Musorgskiego- to także część tych muzycznych pasji.
|
|
Czy istnieje w naszym kraju coś takiego jak "scena industrial"?
Czy znasz inne polskie grupy, które grają w zbliżonym klimacie? A co z zinami o tej tematyce?
|
|
Chociaż pojawia się coraz więcej nowych projektów nie istnieje tu jakaś odrębna scena muzyki industrialnej,
większość jej objawów funkcjonuje w granicach tzw. sceny niezależnej, hardcorepunk etc. Myślę,
że czytelników CHAOS mogą zainteresować grupy DIFFERENT STATE, MULTICIDE, WARTHEGAU, MARCHLEVSKI, PTAH,
GENETIC TRANSMISSION czy NEMESIS, ta lista mogła by być oczywiście dłuższa. Oprócz kilku dystrybucji
np. OBUH czy REQUIEM PRODUCTIONS istnieje parę ciekawych zines np. DARK ZONE; ANXIOUS EXE; FLAUTA.
Wszystko te wartościowe rzeczy będą nadal się rozwijać, warto spojrzeć w tę stronę.
|
|
Czy członkowie JUDE korzystają z narkotyków , by wytworzyć mroczny klimat na koncertach?
Co sądzicie o narkotykach - czy mogą one pomóc w poszerzeniu świadomości, czy tylko szkodzą? A co z legalizacją w naszym kraju?
|
|
Narkotyki nie mają wpływu na nas ani na naszą twórczość, nie korzystamy z nich przy robieniu muzyki ani podczas koncertów.
Ze stuprocentową pewnością można powiedzieć: żaden dobry utwór/ wiersz/ obraz nie powstał pod wpływem narkotyków.
Wszystkie inskrypcje na pracach Witkacego są tylko dodatkiem do jego geniuszu, każdy kto próbował jakiejkolwiek twórczości
z pomocą drugów, zgodzi się że daje to żałosne efekty. Wielu ludzi korzystających ze środków psychoaktywnych opisało ich destrukcyjny wpływ
np. Rimbaud w Sezonie w piekle, Baudelaire w Sztucznych rajach albo właśnie Witkiewicz w Narkotykach.
Szkodzą czy pomagają? Nikt nie odmówi racji tezie, że rozwalają punk od środka, robią z ludzi fajans.
Cała otoczka i kult jakim są darzone w niektórych kręgach, cała ta drug culture to zwykły,
debilny szajs o bardzo zgubnym wpływie na młodych i naiwnych ludzi. Legalizacja/ penalizacja -ignoruję to.
Paragrafy albo przyzwolenie to nieistotny problem, ważniejsza jest edukacja bez tępej nagonki czy niezdrowej i ślepej egzaltacji.
Slogany o miękkich, nie uzależniających narkotykach które są ok. bo nie niszczą tak jak speed są pożałowania godne.
Widzę, że to właśnie te lekkie narkotyki czynią ludzi mięczakami, obojętnymi, niezdolnymi do obrony,
bezkonfliktowymi hedonistami gotowymi do zgody na całe gówno wokół. Kto mi powie że jest inaczej?
|
|
Czy wydaje ci się, że potrafisz wykorzystać mass-media na swoje potrzeby? Przykładowo - telewizja to ogromna potęga,
wpływa bardzo na nasze życie... Gdyby była możliwość prowadzenia przez zespół JUDE programu lub nawet całego kanału telewizyjnego,
co byście w nim puszczali?
|
|
Korzystamy z mediów w miarę swoich możliwości. Bez wielkiego entuzjazmu. Dbamy aby działo się to dla naszej korzyści, bez trywializacji
i "przyprawiania nam gęby" (bardzo ważna sprawa). Punk zawsze miał do czynienia z mediami i od samego początku był medialny.
Sądzę że jest to nieuniknione, powiem więcej - wskazane. Uważam, że praktyka odwracania się od mass mediów i głoszenie,
że nasze własne środki wystarczą nie jest zbyt trafnym rozwiązaniem. Korzysta na tym np. dupne środowisko Fronda,
nadając swój frajerski program bez żadnych zakłóceń, korzystając z ignorancji, indolencji i tolerancji środowisk wolnościowych,
którym trudno stworzyć jakąś atrakcyjną i nośną alternatywę w jakimkolwiek kanale krajowej TV.
Odejdę być może od tematu ale gardzę taką tolerancją, która dopuszcza goszczenie faszystów na łamach pism anarchistycznych.
Zdziwienie? Tak, ma to regularnie miejsce. Ludzie, którzy na to pozwalają nie obudzą się z ręką w nocniku bo już od dawna w nim brodzą.
Cała ich dyskusja na temat i krytyka ruchu anty nazi, źle kryta niechęć do stowarzyszenia NIGDY WIĘCEJ jest tego niesmacznym dowodem.
Powracając do tematu, możliwości, o których mówisz to kolosalne wyzwanie i nie wiem czy byłoby to do pogodzenia z działalnością grupy.
|
|
Nie jecie mięsa ... Jakie stanowisko obiera grupa JUDE w stosunku do ekologii?
Czy warto walczyć o resztki przyrody w tak konsumpcyjnym i zmierzającym do samozagłady świecie?
|
|
Nie wierzę w harmonię świata, zgodę człowieka i przyrody. Oczywiście Europejczyk jedzący mięso
i mówiący o etycznym i humanitarnym zabijaniu jest nikim innym jak tylko hipokrytą,
tak jak intratnym kłamstwem jest cała rzekoma konieczność wiwisekcji i codziennych setek eksperymentów na zwierzętach.
Nie jem mięsa, staram się nie eksploatować zwierząt ale nie podzielam wegetariańskiej ideologii,
głębokiej ekologii itd. Aby być bardziej wymownym zacytuję tu słowa mojego kolegi:
Ziemia jest nieporównywalnie inteligentniejsza. Napuszona ludzkość myśli, że uda się jej dzięki ideologii przechytrzyć ziemię.
Uchronić ziemi przed nią samą nikomu się nie uda. Problem polega na tym, że ludzkość wychodzi poza własne ramy.
Człowiek zapomniał kim jest. Sen był długi, przebudzenie będzie krótkie i totalne. Ekologia wcale nie wynika z poszanowania ziemi.
Jest to bałwochwalcza religia ludzkości, wynikająca z egoizmu, głupoty i strachu. Slogany o matce Gai,
new age i inne tego typu brednie dobrze to obrazują. Ignorancja jest dumna, myśli że śmieci,
zanieczyszczenie powietrza, wody, radioaktywne odpady, znikające gatunki mogą w jakikolwiek sposób zaszkodzić ziemi.
Oczywiste jest to, że są to aniołowie zagłady ignorancji. Ignorancja przemienia strach i głupotę w dumę ludzkości.
A ona sama zamieni się w pył.
|
|
Jak podchodzicie do religii? Czy ona naprawdę tak bardzo wpływa na to co dzieje się na świecie? A new age?
Czy wg ciebie sekta czekająca by zabrał ich pojazd obcych może stworzyć nową masową religię?
|
|
Już dawno zostało powiedziane, że religia to opium dla mas i nawiązując do twojego pytania o narkotyki - religia jest też rodzajem narkotyku.
Tak jak inne substancje zmienia świadomość i czyni z ludzi plastelinę, masę do urabiania.
Zinstytucjonalizowana religia jest jednym z wielu potwornych wynalazków stworzonych przez ludzkość.
No gods No masters. Wydaje się, że tzw. new age to tylko ogólna nazwa na bardzo wiele różnych,
nierzadko zupełnie obcych lub sprzecznych kultów czy sekt, które w dzisiejszym świecie przełamują hegemonię głównych religii,
stosując na mniejszą skalę ich metody: socjotechnikę i eksploatację wrodzonej tendencji do wiary w nadprzyrodzone.
Tak, myślę że niemożliwe jest przecenić wpływ religii. Dechrystianizacja, o której mówią wszyscy krytycy współczesności,
antypostmoderniści apologeci nowego średniowiecza, jest tylko strachem na maluczkich. Każdy człowiek urodzony w Europie lub wychowany w tzw.
kulturze Zachodu, wraz z językiem wytworzonym z rozwojem i rozprzestrzenianiem się monoteistycznych systemów judeochrześcijańskich,
przejmuje pewien model pojmowania świata/ rzeczywistości/ uczuć. Mimo wszystkich przemian na przestrzeni wieków jesteśmy mu podlegli
i nic nie wskazuje by mogło się to zmienić w najbliższym czasie.
|
|
Robiłeś kiedyś świetnego zina ZYGOMA - co z nim? Masz w planach wydanie kolejnego numeru? Jeśli tak,
to czy będzie on dotyczył tylko muzyki i spraw związanych z industrialem?
|
|
Dziękuję. Mam zamiar kontynuować tę pracę.Spreading the disease around the world.
Lubię to robić i nie wystarcza mi pisanie artykułów do innych zinów. Gazeta będzie się nazywała PLUS ULTRA.
Zawartość pisma będzie na pewno zróżnicowana, nie tylko muzyczna, wkrótce ukażą się dwa numery.
|
|
Podczas waszej mini-trasy z grupą DYSTOPIA doszło między wami i Amerykanami do spięć.
Chodziło o kasę... Jak zakończyła się ta sprawa? Dlaczego nie udostępniacie swojego sprzętu innym zespołom?
|
|
Zacznijmy od końca, nie czujemy się zobowiązani do tłumaczenia się z naszych decyzji i wyborów.
Szczerze mówiąc żenuje mnie to. Co do drugiej sprawy - upubliczniasz swoją ciekawość czy tylko żądzę sensacji?
Być może zabrzmi to arogancko, myślę jednak, że niewielu czytelników obchodzą takie rzeczy.
Osobiście brak mi chęci i nie mam zamiaru dementować jakichkolwiek pomówień. Jak zwykle tchórzostwo
i dwulicowość nie pozwalają wyjaśnić sobie wprost tych kwestii. W rezultacie papier kolejnego zina zapełnia się plotkami lub ich dementowaniem,
jakimiś publicznymi donosami, uważam że to infantylne i nie zamierzam w tym uczestniczyć.
Trasa z DYSTOPIA była dwa lata temu i zakończyła się pomyślnie. Znałem się już z nimi wcześniej, nadal kontynuuję tę znajomość,
nasz konflikt był chwilowy i rozstaliśmy się w zgodzie. Czasami kontrowersje wokół JUDE urastają do niebotycznych rozmiarów myślę,
że osobisty kontakt i bezpośrednia konfrontacja z nami jako grupą uzdrowiłby większość chorego niepokoju.
|
|
No to na koniec wasze warunki finansowe...
|
|
Nie mamy żadnych sztywnych warunków finansowych, nie wymagamy żadnych gwarancji.
Do każdego koncertu podchodzimy osobno. Jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje.
Sprawdzamy się na żywo. Kontakt z nami: Wiktor Skok, Obornicka 15/4, 91- 039 Łódź, tel.
(0 42) 640 76 96 albo (0 42) 655 58 14 - Jacek i Maciek.
|
BACK TO TOP
|
TOXOPLASMA / CELLULAR AUTOMATA 2000
|
|
Na początek proszę o przedstawienie kapeli i jej w miarę dokładną biografię.
|
|
JUDE to Jacek, Konrad, Szymon, Ania, Łukasz, Wiktor.
Wszystkie informacje biograficzne znajdziesz na stronie www.republika.pl/judemusic nie warto ich teraz powtarzać.
|
|
Wasz image w pełni oddaje klimat muzyki, która gracie. A wasza nazwa jest dosyć „prowokująca”.
Czy mieliście z tego powodu jakieś problemy, może posądzano was o faszyzm?
|
|
JUDE nie jest prowokacją. Nasza nazwa nie miała takiego celu. Nie mogę zaprzeczyć - nasz szyld wciąż przysparza wiele problemów,
jednak nie nam. Więcej „kłopotu„ mają ci powierzchowni interpretatorzy, którzy boją się bezpośredniej konfrontacji z naszą rzeczą,
oczywiście wciąż obecne są głosy jakichś ignorantów imputujące nam takie czy inne rzeczy. My mówimy swoje nie bojąc się żadnych oskarżeń.
|
|
Jak myślicie, jaką rolę odgrywa image?
|
|
W poprzednim pytaniu sam na to odpowiedziałeś.
|
|
W jaki sposób rozwijała się wasza muzyka. Jakie są wasze inspiracje (również te poza muzyczne)?
|
|
Mam nadzieję, że ten postęp jest zauważalny, jesteśmy konsekwentni w naszym parciu, dążeniu do największej możliwej ekspresji naszych wnętrzności.
Sprecyzowanie jak przebiega nasz rozwój nie jest dla mnie odpowiednim zadaniem, to sprawa obserwujących. Tych którzy próbują nas słuchać.
Myślę że cały czas postępujemy do przodu, próbujemy nie patrzeć wstecz i unikamy powtarzania tego co już zrobiliśmy.
W składzie grupy nie zmieniło się wiele, dołączyła do nas Anna, która obsługuje sampler. Nowy instrument nie zmienił naszego brzmienia,
już wcześniej używaliśmy podkładów i preparowanych taśm, zastosowanie tego instrumentu pomogło osiągnąć nad tym kontrolę,
teraz jest ona prawie całkowita. Sampler wpłynął na zmasowanie naszego blokowego brzmienia,
tak że czasami osiągamy to czego ciągle poszukujemy – rodzaju pełni, dźwiękowego wyładowania,
monumentalizmu. Nie ukrywamy naszych inspiracji w JUDE, mówiłem o tym wielokrotnie i nie warto tego wszystkiego powtarzać.
|
|
Na flyersach rozprowadzanych przez SELF INDUSTRY RECORDS wasza muzyka określona została jako „brutal noise industrial”.
W jakim stopniu zgadzacie się z tą etykietą i czy w ogóle jesteście za jakimkolwiek określaniem waszej twórczości?
|
|
Każdy może określać to jak chce. Słowa które wymieniłeś znaczą bardzo mało w rzeczywistości dzisiejszej muzyki etc.
Spójrz ile najbardziej sobie odległych rodzajów twórczości opisuje się nimi.
|
|
Jak doszło do waszej współpracy z SELF INDUSTRY i zespołem DYSMORFOFOBIA? (swoją drogą Vertebral Treatments ma zajebistą okładkę)
|
|
SELF INDUSTRY / DYSMORFOFOBIA są naszymi przyjaciółmi i wspólne przedsięwzięcie było tego konsekwencją.
Wydanie tej 10’ było korzystne dla obydwu zespołów. Zawsze jesteśmy otwarci na wszelkie formy konstruktywnej współpracy.
|
|
Gracie bardzo intensywną i agresywną muzykę. Chcecie odreagować stresy?
|
|
Tak, kurwa „odreagowujemy stresy”, potem idziemy grzecznie do domu i razem z rodziną oglądamy telewizję.
|
|
Czy jesteście zadowoleni z waszych studyjnych nagrań? (Dawno nie słyszałem tak zajebistego brzmienia)
|
|
Żartujesz. Nie mogę tego potwierdzić. Nigdy jeszcze nie byliśmy usatysfakcjonowani naszym brzmieniem tak studyjnym jak i koncertowym.
Zawsze staramy się przywiązywać do tego wielką wagę lecz nie zawsze osiągamy zamierzony cel.
Wydając każdą kasetę etc, w każdym przypadku mieliśmy świadomość wszystkich niedostatków naszego brzmienia,
niestety nasze możliwości materialne nie pozwoliły dotąd na profesjonalne nagranie studyjne.
Żadne z moich dotychczasowych poczynań nie pozostawiło mnie zupełnie usatysfakcjonowanym.
|
|
Czy moglibyście opowiedzieć o stronie wizualnej waszych koncertów?
|
|
Nie będę cię wyręczał, sam o tym opowiedz czytelnikom TOXOPLASMA. Próbujemy, niejednokrotnie jesteśmy zmuszeni o to walczyć,
mieć pewną kontrolę nad miejscem, w którym się produkujemy. Wizualna strona JUDE jest równie ważna jak muzyczna i nigdy nie będzie inaczej.
|
|
Graliście na CASTLE PARTY 99. Byliście tam chyba najbardziej nietypową kapelą. Jakie są wasze wspomnienia dotyczące tej imprezy?
|
|
To był śmieszny letni dzień. Występowaliśmy na wolnym powietrzu, wczesnym popołudniem, jako przedbieg do dosyć dużej imprezy.
Osobiście nie lubię koncertów open air. Zamek w Bolkowie jest położony na wzgórzu, a my grając mieliśmy przed sobą słońce świecące nam prosto w oczy,
poniżej lasy i pola, dopiero później publiczność, która dopiero zapełniała dziedziniec.
Organizator nie pozwolił nam zagrać całego przygotowanego materiału, wcześniej nie dając nam czasu na próbę.
Nie daliśmy za wygraną i robiliśmy dalej swoje, aż wyłączono nam prąd. Dupki, nie spodziewali się naszej reakcji,
doszło do pewnych konfrontacji, konferansjer uciekał w popłochu ze sceny a akustycy próbowali ratować siebie i sprzęt.
To wszystko działo się przy sporym aplauzie publiki, bo mimo całej naszej odmienności podobaliśmy się tam.
Sam festiwal nie interesował nas zbytnio, niewiele było tam dobrej muzyki. Bardziej przypominało to piwny festyn niż festiwal gotycki.
|
|
Czy jesteście związani z kulturą starosłowiańską, pogaństwem? Zarejestrowaliście i wydaliście koncert z nocy Walpurgii.
|
|
Nie mamy żadnych związków z neopoganizmem. Nazwę Noc Walpurgii wybrał warszawski kolektyw punkowo feministyczny.
Live na kasecie Sickness Bag pochodzi z naszego występu na tym festiwalu. Zamiast uzasadniać tutaj naszą obojętność na sprawy fascynacji słowiańszczyzną,
czy tych wszystkich marnych powrotów do nieskażonych cywilizacją korzeni, zamieszczę tutaj fragment wywiadu
z JUDE przeprowadzonego przez Maćka Kowiego (Boogie Man), który został ocenzurowany przez redakcję pisma DOS DEDOS (tłumaczono to brakiem miejsca,
ha. [Reszta wywiadu ukazała się w 13 numerze tego magazynu]):
Jaki masz stosunek do przeciętnego Polaka-Katolika?
- Ponoć stanowią oni absolutną większość. Nas, być może, też można by tak nazwać. Statystyki- każdego,
kto został ochrzczony wpisują w ten krajowy inwentarz. To jakieś trzeciorzędne sprawy, dla mnie ważniejsze wydaje się to,
że właśnie katolicyzm ma bardzo wielki udział w tym, że życie w Polsce jest tak gówniane. To miejsce jest zmutowane, jest chore. Jesteśmy w kraju,
który przechodzi bardzo poważne transformacje, jeśli chodzi o obyczajowość, religijność, kulturę itd.
Zauważalne jest że stereotyp Polaka- Katolika jest kolosem na glinianych nogach. Tak jak kiedyś system Związku Radzieckiego.
Polski katolicyzm nie potrafił nigdy wykorzystać najlepszych cech dwutysięcznej historii europejskiego chrześcijaństwa.
Tak, uważam, że miało ono również swoje pozytywne znaczenie. Widać jak płytka i powierzchowna jest duchowość przeciętnego Polaka.
System rodziny polskiej, katolicyzmu sprzężonego z narodowością puchnie na naszych oczach, kruszy się.
Przetrwa w pewnych formach jeszcze bardzo długo. Może był to wartościowy model, jednak nie dla mnie.
Jako człowiekowi, który mieszkał całe życie w wielkomiejskim ośrodku ten stereotyp eksponował same negatywne strony,
próbował godzić we mnie. Polski katolicyzm jest aktualnie niemal jednoznaczny z hipokryzją, pielęgnacją krajowego zacofania i ciemnoty.
Tak więc trudno mi jest nie patrzeć z satysfakcją na tę destrukcję.
- Czy również walczycie z religią?
- Nie walczymy z religią ale mogę otwarcie powiedzieć, że żaden z nas nie jest pozytywnie nastawiony do chrześcijańskich ideałów.
Raczej odrzucamy je z punktu, który jest pokrewny dziewiętnastowiecznym nihilistom, lub filozofom, którzy głosili śmierć Boga jak na przykład Nietzsche.
Oni także są inspiracją, ale nie pierwszorzędną.
|
|
Wiktor jest edytorem zina PLUS ULTRA. Przedstawcie ten zine i zareklamujcie czytelnikom TOXOPLASMY.
|
|
PLUS ULTRA jest moim pismem, pierwotną intencją było pokazywać twórczość którą cenię i uważam za godną prezentacji.
Jak widać są to bardzo różne, niejednokrotnie bardzo odległe sobie rzeczy. Zawartość gazety jest wypadkową moich gustów,
lubię pisać i nadal zamierzam ją wydawać, wciąż wiele jest rzeczy które mnie fascynują i nie zamierzam zostawiać tego tylko dla siebie.
Nie będę tutaj forsownie reklamował PLUS ULTRA, myślę że zine jest OK, każdy kto chce może trafić, już szykuje następne numery.
Nadal w sprzedaży są #1, #2, #3 - dostępne pod moim adresem lub w innych krajowych dystrybucjach.
|
|
Jesteście z Łodzi. Czy poza waszą działalnością dzieje się tam coś ciekawego?
|
|
W Łodzi dzieje się wiele ale tylko znikoma część tych rzeczy posiada jakąś wartość, nie lubię zbytnio klubowego życia a jeżeli chodzi o inne rzeczy,
niewiele jest w stanie mnie przyciągnąć. Mam swój własny tryb zabijania czasu. Regularnie jestem bywam jedynie na punkowych koncertach w C4 na Węglowej,
to wygodne miejsce.
|
|
Jakie kapele (wg was) z naszego krajowego podziemia warte są uwagi i polecenia?
(Osobiście interesuje mnie wasza opinia o nieco bardziej znanych: KOBONG, KINSKY.
|
|
Nie mam wielkiego kontaktu z krajową muzyką, niestety jej jakości zbyt często odstają od moich preferencji. Nie wiem nawet jak wygląda JUDE
w tym kontekście. Jestem pewien, że istnieje wiele godnych zainteresowania projektów, na nieszczęście nie słychać ich wokół.
Potrzebny wszystkim jest dogłębny drenaż krajowych gustów muzycznych i kultury jako takiej.
To na jak dennym poziomie znajduje się to wszystko widać nawet na scenie punk.
Zespoły które wymieniłeś nie istnieją już od dawna, sytuacja o której wspominam powyżej,
powodowała że ich twórczość trafiała w krajową gównianą próżnię, Zero odbioru, zero propagandy,
zero promotorów, zero rzeczy które artyści mają w normalnym świecie itd. kto chce kontynuować w takiej rzeczywistości?
|
|
Pytanie zadawane w każdym wywiadzie dla tego zina. Jakie jest wasze zdanie o postępującej industrializacji?
|
|
Industrializacja? O jaką industrializację chodzi? Według naukowców żyję już w świecie post industrialnym,
według moich obserwacji poruszam się wśród ruin epoki industrialnej i w info - dezinformacyjnym nadinformacyjnym tyglu,
w stanie permanentnej mutacji, która czeka na ostateczną zagładę lub wieczne długotrwałe gnicie.
Obserwacja i bezpośredniość tej choroby jest inspirująca.
|
|
Jakie są wasze plany na przyszłość do tyczące zespołu? (prywatne też mogą być...)
|
|
Determinacja. Konsekwencja. Dalej podążać w kierunku który już dawno obraliśmy. Nasza postawa wywołuje kontrowersje,
bywamy bojkotowani, odrzucani- to jedynie potwierdza naszą determinację. Nie zrealizowaliśmy dotąd wielu postanowionych przedsięwzięć,
wciąż celujemy i drążymy. Nie chcę ograniczać się planując, lecz w zderzeniu z naszym ubóstwem wiele pomysłów pada. Ten brak powodzenia
i negatywny odbiór naszych rzeczy jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym wszystkim. Skupiamy się w sobie i nie przestajemy drążyć dalej.
W strategii zespołu nic nie uległo zmianie nadal pozostajemy tam gdzie byliśmy i nie mamy zamiaru przyłączać się do jakichś nowych gówno-trendów,
jednak wciąż próbujemy pozostawać otwarci i nie skazujemy się na zamknięcie, w sztuce nie ma tabu.
W niedługim czasie JUDE zarejestruje nowe utwory w jednym z krajowych studiów. Czekam na ten moment!
|
|
Co sądzicie o obecnej scenie gotyckiej?
|
|
Jest nam nieco odległa, nie mamy wielkiej łączności. To co dzisiaj zwykło nazywać się gotykiem, zwłaszcza w Polsce,
to jakieś zawodzenia żałosnych długowłosych metalowców w żabotach, nie mające wiele wspólnego z prawdziwym goth.
W innych krajach ta scena bywa interesująca, bogata, tego nie da się powiedzieć o tym co widzę tutaj.
Zawsze lubiłem rzeczy jak VIRGIN PRUNES, SEX GANG CHILDREN czy CHRISTIAN DEATH, to był prawdziwy post punkowy gotyk,
teraz też słychać trochę dobrych rzeczy ale nie lubię tych wszystkich pogrobowców SISTERS OF MERCY.
|
|
Na koniec kilka słów od siebie. Mam nadzieję że nie zanudziliście się odpowiadając na powyższe pytania?
|
|
Dziękuję za wywiad. Wszystkie słowa tutaj były „od siebie”. Wszyscy interesujący się JUDE albo PLUS ULTRA mogą kontaktować się bez ograniczeń:
Wiktor Skok. Obornicka 15/4, 91-039 Łódź. judemusic@poczta.onet.pl, albo wiktor@plusultra.org.pl
|
BACK TO TOP
|
SYNDROM 2000. INTERVIEW BY PIOTR I PRZEMEK
|
|
Czy industrialny charakter Łodzi ma wpływ na działalność zespołu? Czy widzisz wpływ tego nastroju na estetykę zespołu?
|
|
Tak. ten charakter ma wpływ, chociaż jak widzicie przez okno, nie całe miasto jest industrialne.
To aktualnie parę rejonów tego miasta, tzw. stref przemysłowych, które znajdują się również w centrum,
ale tutaj są w zaniku. Fabryki w centrum są likwidowane, zamieniane na kluby, jakieś sale do tańca, są burzone,
na ich miejscu zakłada się stacje benzynowe. Bardziej nowoczesne fabryki wokół miasta również się rozpadają
i przemysłowy charakter miasta jest w zaniku. Łódź staje się miastem handlowym, miastem supermarketów, targowisk,
miastem klubów, pubów – zresztą z tego słynie w całym kraju. Trudno mi się do tego ustosunkować. Na nas najbardziej
wpływa ta industrialna strona miasta, także jego etniczna przeszłość, wszystko co miało tutaj miejsce przez cały wiek dwudziesty,
okupacja, getto, Warthegau itd... Wielokulturowy, wieloetniczny charakter Łodzi przez cały dziewiętnasty wiek
i całe dwudziestolecie międzywojenne itd. do wybuchu drugiej wojny. Oprócz tego istotne są czasy realnego socjalizmu,
o które zahaczyli wszyscy z nas. Poza tym te wszystkie przeobrażenia, które miały tutaj miejsce i dzieją się cały czas tutaj.
W wielu wywiadach wspominałem, że przestrzenią, w której się najlepiej czujemy, w której lubimy się poruszać nie jest samo centrum miasta,
w którym teraz jesteśmy lecz właśnie te obrzeża, na których znajdują się te fabryki, opuszczone, rozparcelowane zakłady itd.
Bywam tam raz na jakiś czas. To dobre otoczenie. O wiele bardziej mi sprzyjające niż to tutaj. Dużo czasu spędzam w domu.
Industrialny charakter Łodzi jest mi bardzo bliski, kiedy miasto zasypia wciąż słychać dźwięki fabryk, słychać szum elektrowni,
przejeżdżających pociągów, sztuczne światło, reflektory- bardzo dobrze czuję tę aurę. Małe farbiarnie, praca jakichś zakładów tkackich
- to cały czas istnieje. Mimo, że większe fabryki już dawno splajtowały to jest dużo mniejszych zakładów,
które są równie hałaśliwe i równie śmierdzące jak te stare. To otoczenie ma wymierny wpływ na JUDE,
w naszej muzyce zawieramy wiele z tej atmosfery, nie tylko w warstwie wykorzystanych dźwięków…
|
|
Na czym polega w Twoim przekonaniu fenomen kontrkultury punkowej?
|
|
To zbyt trudne pytanie, abym odpowiedział na w jednym zdaniu. Wydaje mi się, że polega on w jakiś szczególny sposób na globaliźmie
- termin, który jest tak bardzo teraz potępiany oznacza tutaj uniwersalizm, zasięg i siłę.
Ten fenomen wypływa z tego, że punk w latach siedemdziesiątych był na tyle dojrzały aby zaistnieć bez stawiania postulatu poprawy świata
na pierwszym miejscu. Zmiany świata w sposób, jak to czynili hipisi czy ruchy typu flower power, które starały się zmieniać świat,
ratować go itd. Punk głosił przede wszystkim destrukcję- nie zmieniać społeczeństwa ale je niszczyć.
W dzisiejszym politycznym punk stawia się duży nacisk aby zmieniać swoje najbliższe otoczenie robić w sposób lokalny,
na poziomie pewnej wspólnoty załogi, klubu, ulicy, squattu. Wydaje mi się to najbardziej wskazane
i dojrzałe niż próba walczenia z rzeczywistością wokół. Ta rzeczywistość, jak zauważamy, wcale nie chce być zmieniana.
Ci ludzie wokół nie chcą być zmian. Zresztą nie sądzę aby miało to jakąkolwiek szansę powodzenia. Fenomen punk polega także na tym,
że muzyka, estetyka punk, obyczajowość nie była ograniczona, była cały czas aktywna, zmieniała się i ewoluowała, nie była tak zamknięta
i dogmatyczna. Hipisi mają teraz muzykę goa ale i tak większa część hipisów, czy też tego co z nich zostało,
uważa, że nie jest to muzyka lecz jakieś elektryczne wynaturzenie… W punk rocku nigdy nie było żadnych ograniczeń,
jakichś cech zamkniętego gatunku muzycznego. Na tym właśnie polegała siła punk, punk ewoluuje, zmienia się i nie jest jednowymiarowy.
Przynajmniej ten najlepszy, bo oczywiście, aktualnie punk rock w Polsce cierpi na brak indywidualności, jest generalnie bardzo wsteczny,
smutno to mówić... Ale często zdarzają się sytuacje że to właśnie punkowcy są najbardziej skretyniałymi ludźmi wokół.
Niemniej jednak widząc to wszystko nie godzę się na to i nie macham na to ręką, nie stawiam się w pozycji obserwatora, człowieka,
który przeszedł nad tym do porządku dziennego. Wydaje mi się, że ten widoczny imbecylizm to rzecz,
która odrzuciła od punk rocka wyjątkowo wielu ludzi. Myślę że Polsce punk rock nie rozwinął się dobrze, że jest aktualnie bardzo mierny,
jeśli chodzi o jakieś artystyczne propozycje, to że jest wtórny, czasami wręcz kołtuński...Robi mi się źle na widok tego szajsu,
jest go coraz więcej. Mimo tego, na szczęście jest w nim jeszcze trochę dobrych rzeczy i istnieją szanse aby były one lepsze,
że nie zamierzam tego porzucić.
|
|
Twoim zdaniem Punk w tym momencie jest w stanie generować nowe jakości, czy też jest skazany na przetwarzanie
i powielanie wątków, które wcześniej istniały?
|
|
Obydwa kierunki są obecne. Istnieje punk rock, który ostro stawia pewne kwestie, stawia pytania, drąży i naprawdę walczy,
jest naprawdę pewnym novum i wyzwaniem dla współczesnej estetyki i oczywiście bardzo szeroko obecny jest ten wtórny, wsteczny nurt.
W Polsce nastąpiło pewne zachwianie. Kiedy widzę, że punk rock w Polsce powszechnie kojarzy się z piwem, kojarzy się z plebejskimi,
wieśniackimi zespołami punko polo i całą rzeszą innych pierdołowatych rzeczy. Szlag mnie trafia kiedy widzę niemoc
i lenistwo całej sceny punkowej, która przez szereg lat nie zrobiła niczego żeby rozszerzyć swoja działalność,
żeby wyjść poza pewne kręgi, które od dawna wiedzą co jest grane. Amerykanie mówią o tym: “converting the converted”.
To zamknięcie nie wpłynęło dobrze na aktualny wizerunek punk rocka, który według mnie jest sprawą ważną. Kiedy mówię,
że jestem punk to nie chcę być kojarzony z dupkami, którzy pokazują środkowy palec do kamery kiedy ich się filmuje i mówią,
że piwo to jest dobra zabawa a według nich punk rock to jest właśnie piwo. Jebać…
|
|
Czerń tak bardzo kojarząca się z wizerunkiem JUDE, z szatą graficzną z ZYGOMA, z PLUS ULTRA niesie dla Ciebie jakieś ukryte znaczenie?
|
|
Tak. Nie mogę pozostać głuchy na to, że ta czerń wiąże się z różnymi rzeczami, z pewną symboliką, klimatem.
W kulturze europejskiej, w kulturze zachodu; czerń jest bardzo naładowana znaczeniami, jest bardzo pełna emocjonalnie,
symbolicznie. Nie jest neutralna. To oczywiście ma znaczenie lecz generalnie gdy zaczynałem się ubierać na czarno,
ubieram się tak od kilkunastu lat, nie miało to znaczenia. Jednak nie pozostaję obojętny na ten cały kontekst.
Po prostu on istnieje ale nie odgrywa tak wielkiej roli. Nie ma to dużego znaczenia.
Gdy rozejrzycie się po Łodzi- czerń jest bardzo tutaj popularna i to nie tylko na scenie punk.
Techno kids chodzą na czarno, dzieci chodzą ubrane na czarno, młodzież dbająca o swój wygląd również.
Wraca to falami w modzie i w stylistyce, nie zawężając tego tylko do tego miasta.
Widać to w modzie na całym świecie. Nie to jest jednak najbardziej istotne. W moim zespole, moich wydawnictwach,
całej szacie graficznej czerń jest po prostu najbardziej silna, najbardziej mocna, najbardziej nośna. Czerń nie jest bezpieczna.
Zawsze miałem przed oczami coś takiego: Postaw się w sytuacji kiedy widzisz ubranego na czarno człowieka i masę pstrokatych,
kolorowych ludzi. Kto jest wizualnie silniejszy? Ten kto jest ubrany na czarno. To oczywiste. Czerń jest silniejsza.
Nie brzmi to zbyt racjonalnie lub jakoś wybitnie rezolutnie ale tak to właśnie czuję.
|
|
Kiedyś powiedziałeś, że nie uważasz się za człowieka duchowego. To jest równoznaczne z ateizmem?
|
|
Powiedzmy, że nie jest to ateizm. Jest to bardziej antyteizm. Wydaje mi się, że stwierdzenie,
że jestem człowiekiem antyduchowym było dla mnie rodzajem schlag wort. Ale to niedokładnie się pokrywa z moim odczuwaniem.
Istnienie osoby boskiej, tej sfery w życiu ludzi wokół, jest faktem. Abstrahując od tego czy bóg istnieje czy nie,
istnieje w zbiorowej duchowości, w kulturze, w świadomości ludzi, w miejscach, nazywanych podświadomością.
Nie jest kwestią czy bóg istnieje czy nie. Ja ze swoją ideą jestem przeciw. Jestem antyteistą,
przez moje poczucie jednostkowości, moje poczucie indywidualności... Tak jak Max Stirner powiedział „moja prawda to jedyna prawda”,
ten przeciwny klin jest skierowany przeciwko boskości, która miałaby mieć nacisk, miałaby być sprawczym impulsem w moim życiu,
w dziejach, w rzeczywistości, w tym wszystkim co widzę. Moja butna natura każe mi niszczyć boga.
|
|
Twoja działalność twórcza wynika z intelektu czy też z emocji? Czy uważasz, że ten podział jest sztuczny?
|
|
Tak ten podział jest sztuczny. Ten podział jest przede wszystkim nieprawdziwy. Nie mogę oszukać mówiąc,
że jest to tylko instynktowne. Przeczytałem w życiu kilka książek, obejrzałem kilka filmów. Nie byłem głuchy. Widziałem wiele rzeczy.
Nie mogę nikogo zwodzić mówiąc, że jest to absolutne wyplucie mojej naturalności. Wszystko to jest konglomeratem tego co czuję,
tego co przeżyłem. Oddziałuje na mnie wszystko. To co przeczytałem, to co widzę, to co dotyka mnie na co dzień.
Nie widzę tu szczególnych podziałów, szczególnych rozgraniczeń. Staram się ich nie widzieć i nie odczuwać bo byłoby
to bezsensowne analizować co wynikło z mojego jestestwa a co wziąłem od tego czy innego twórcy, myśliciela, autora itd.
Te rzeczy się wiążą się ze sobą. A na takim poziomie na jakim się znajduję, nie mogę zdobyć się na to aby powiedzieć,
że tu jestem tylko instynktem natomiast tam działa tylko mój intelekt. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym podziałem.
Nie ma to znaczenia. Znaczenie ma efekt, jak to na mnie działa, jak to działa i czy naprawdę jest to, to czego ja chcę.
Staram się unikać tego świadomego ograniczania się. Znaczenie ma wyraz. Sukcesem jest to, że my osiągamy takie brzmienie,
które ma w sobie to czego chcemy: dzikość, łącznie z totalnością, którą nam przypisują niektórzy. Chcę aby to dawało to satysfakcję mnie,
mojemu zespołowi. Abyśmy mogli się wyrazić w jak najlepszy sposób. Chcę aby to co mój zespół wyraża, nie ograniczało się do tego,
że ma to być jakaś intelektualna propozycja dla jakiejś określonej grupy ludzi, ani by miało to być skierowane tylko do tych,
którzy chcą trząść głową na koncercie. Ma to być mocne, treściwe. Ma to mieć mięso, mózg, krew. Ma to mieć i myśl i pięść.
|
|
Konfrontowanie ludzi z ich ciemną stroną natury może doprowadzić człowieka do bardziej świadomego patrzenia na samego siebie
czy też zupełnie coś innego się dzieje?
|
|
Dobrze dzieje się gdy wygląda to tak jak w twoim pytaniu. Ale nie mam złudzeń, taki odbiór jest dany pewnej niewielkiej grupie odbiorców,
grupie ludzi, którzy są już a priori świadomi pewnych rzeczy. Gdy dzieje się tak jak mówisz,
jest to już pewnego rodzaju sukces i cieszę się gdy tak jest. Uważam, że ludzie powinni być konfrontowani
z tym widokiem po to aby nie byli spokojni, po to aby zakłócać ich samozadowolenie, poddawać pewnej dystorsji ich osiadłość.
My stworzyliśmy coś zupełnie przeciwnego temu co postulował Henri Matisse, który chciał aby sztuka była jak wygodny fotel dla odbiorcy.
My chcemy go dotykać, chcemy godzić w niego, chcemy działać w taki sposób aby człowiek, który spotyka JUDE był niepokojony.
Gdy widzę jak oddziałuje scena punk, jak oddziałują treści śpiewane przez setki zespołów widzę,
że tylko niektórym jest dany realny wpływ na ludzi, i aby ten wpływ był trwały. Widzimy te przemijające pokolenia punk kids,
te przychodzące i odchodzące fale ludzi, którzy wydają się być neofitami tego nowego widzenia a potem o tym natychmiast zapominają.
Nie widać ich. To jest powszechne wszędzie, nie tylko w Polsce. Zjadłem zęby na punk rocku.
Jestem punkiem prawie dwadzieścia lat i nie wydaje mi się żebym to zmienił. Miałem do czynienia z wielką różnością postaw,
form oddziaływania u szeregu zespołów, - jakimiś absolutnymi konwersjami, ideologicznymi zwrotami,
zdradami ideałów przez samych rzeczników tych ideałów, najróżniejszymi mutacjami, najróżniejszymi ewolucjami…Dosyć trudno mi jest
w tym momencie jasno stwierdzić czy punk rock jest w stanie zmieniać ludzi. Bardzo wiele rzeczy mówi mi, że nie, bardzo wiele rzeczy mówi mi,
że tak- punk jest czymś wspaniałym. Dla mnie jest.
|
|
Gdzie odnajdujesz granicę między dobrem i złem, jeśli w ogóle istnieje? Czy w dzisiejszej rzeczywistości ta granica nie rozmyła się,
czy może jak sądził Nietzsche odnalezienie jej równa się wyjściu poza dobro i zło?
|
|
Jestem przeciwko dualizmowi dobra i zła. W pewien sposób zgadzam się z postulatem Nietzschego i jego myślą,
a z drugiej strony w dzisiejszej rzeczywistości, przede wszystkim w niezliczonej ilości jej interpretacjach dosyć trudno określić same granice
czym jest ta rzeczywistość, a czym jest już interpretacja. Czasami widać także celową manipulację tymi pojęciami.
Według mnie ten najbardziej podstawowy mianownik odbioru tej rzeczywistości istnieje, ale jest obecnie wyjątkowo trudny do uchwycenia.
Poza tym kategorie dobra i zła to pojęcia, które służą tej manipulacji rzeczywistością. Setki różnych ideologii,
setki różnych haseł mają ułatwić odbiór tego wszystkiego co widzisz.
A właśnie one utrudniają ten odbiór zacierając wolną wizję która ma szanse być bliżej prawdziwej rzeczywistości.
|
|
Uważasz, że istnieje coś głębiej w człowieku i to jest kwestia indywidualnego całkowicie wyboru?
|
|
Ten całkowicie wolny wybór nie istnieje. Nikt nie jest w stanie go mieć do końca. Ludzie są w pewien sposób zaprogramowani.
Istnieje cała genetyka która kieruje tobą bez twojego udziału. Kultura, która jest wokół wyraźnie nadaje tor twojemu życiu.
Absolutną koniecznością jest świadomy udział w stosunku tych dwu podstawowych czynników. To obowiązek każdego.
Gdyby tak nie było to nie bylibyśmy teraz tutaj. Nawiązując do kategorii stworzonych przez Nietzschego i wielu innych myślicieli,
istnieją jednostki i istnieją masy. Istnieją miliony ludzi, którym nie jest znana ta przestrzeń.
Strach przed tymi wyzwaniami popycha ludzi ku ideologiom, religiom. Bez tego nie potrafią żyć.
|
|
Człowiek pozostaje takim samym od dziesiątków tysięcy lat, dobrze znanym troglodytą i „jaskiniowcem epoki elektroniki łupanej”,
czy dostrzegasz różnicę między zwierzęciem a człowiekiem, czy te określenia są tożsame?
|
|
Wulgarność rzeczywistości, która jest wokół, jej pospolitość i wszystkie negatywne rzeczy starają mi się udowodnić,
że tej różnicy nie ma, że mieści się ona w paru błahostkach, które urastają w ustach niektórych do rangi wielkich rzeczy
- mowa jest o duszy, o intelekcie, o pamięci itd. Patrząc na wszystko wokół, widzę że jest to dane bardzo niewielkiej liczbie ludzi.
Są różne szkoły interpretacji tych faktów, chyba różne sposoby tej interpretacji mają swoją rację bytu.
Dla mnie najważniejsze jest to co widzę sam. Dla mnie człowiek jest bardzo bliski temu jakim był setki czy tysiące lat temu.
Kształt ciała homo erectus uległ jakimś modyfikacjom ale instynkty pozostały te same. Maskują się trochę w inny sposób.
Człowiek to po prostu „nieowłosione zwierzę”, permanentnie starające się to zamaskować. Czy widzę samochody, czy samoloty,
czy inne wytwory cywilizacji nie jest to w stanie zaprzeczyć temu, że człowiek jest zwierzęciem. Mimo tego animalizmu jest intruzem
w rzeczywistości natury i ekosferze, jestem z tego gatunku, więc trudno mi odejść od tej prawdy.
Jednak całym moim światem są wytwory tego człowieka a nie natury. Jest to być może zupełnie wypaczone spojrzenie ale dla mnie właśnie tak to wygląda.
|
|
Z czego wynika ujawniająca się w Twoich projektach graficznych i muzycznych obsesja człowieka podporządkowanego strukturom totalitarnym?
|
|
Nie tylko problem podporządkowania strukturom, instytucjom czy systemom. Najważniejszy jest sam motyw podporządkowania jednego człowieka drugiemu.
Nawet podstawowych związkach między dwiema osobami, nie mówię już o większych związkach zrzeszających ludzi, organizacjach
- istnieje fakt podporządkowania, dominacji i uległości. Utopią jest uniknięcie tego. Eliminacja.
Oszustwem jest kiedy niektórzy próbują dać ludziom jakieś złudzenie, że istnieje szansa że może być inaczej.
Kiedy widzę tych w cudzysłowie, wyzwolonych ludzi, to zastanawiam się co jest lepsze: czy próba oszukiwania siebie,
że można żyć w ten sposób, czy zdanie sobie sprawy, że nie jest do uniknięcia tego typu forma współistnienia z innymi ludźmi.
Świadomość i próba relacji z tą prawdą jest lepsza niż samo-oszukiwanie się tych wszystkich, którzy próbują udowodnić,
że jest do stworzenia wspólnota ludzi równych. Nie chcę się podpierać naturą mówiąc, że wśród zwierząt także nie ma równości.
Nie wiem czy jest to ciemna prawda, czy jest to smutne, czy jest to beznadziejne, ale jest to fakt. Można go drążyć,
można go analizować, można go opisywać lecz trudno go oceniać. Powracając do sedna twojego pytania,
nie jestem w stanie odpowiedzieć skąd bierze się ta obsesja. Żyję w miejscu w którym wciąż widać skutki takiej realności. Polska,
nawet jeśli nie była krajem totalitarnym, to bardzo chciała nim być, a powszechna mentalność jest w tym głęboko zakorzeniona.
Od kiedy sięgam pamięcią, od wczesnego dzieciństwa fascynowała i dotykała mnie wojna, czy to w postaci filmów czy wiadomości z dziennika.
Mimo wszystko lata 70/80 to wciąż czas zimnej wojny. Pamiętam propagandę pokazującą pociski Pershing i Cruise.
Wciąż bawiłem się z kolegami w wojnę, tak że zaczęli nazywać mnie „dzieckiem wojny”…
|
|
Jakie w Twoim mniemaniu istnieją dopuszczalne granice przemocy? Czy przemoc jest nieodłącznym zjawiskiem życia ludzkiego?
Czy przemoc będzie zawsze istniała w człowieku?
|
|
Niejednokrotnie żałowałem, że nie użyłem przemocy w wielu sytuacjach. Próbując odpowiedzieć na pytanie o jej granice,
zdaję sobie sprawę z tego, że granice przemocy nie są do uchwycenia. Każdego dnia stajesz przed wieloma sytuacjami które rzucają takie wyzwania.
Bardzo trudno określić jest granice i kryteria przemocy, w jakim miejscu zaczyna się coś co jednoznacznie można określić tym mianem.
Trudno ci jest powiedzieć czy potrafiłbyś zabić w obronie swojego ja, swojego ciała, życia.
Żyjemy w rzeczywistości, która codziennie każe to reinterpretować, codziennie każe ci wciąż myśleć na ten temat. Jak byś się zachował,
czy zrobiłbyś to w sposób bardziej ekstremalny, jakie konsekwencje byś poniósł. Stawianie sobie granic,
pewnych dogmatów ogranicza cię w różnych sprawach. Nawiązując do tego co powiedziałem wcześniej, często żałowałem, że nie uderzyłem pierwszy.
Nie jestem jednak zwolennikiem przemocy. Przemoc jest bardzo pyszna, deprawuje ludzi. Ludzie silni stają się narcyzami swojej przemocy,
swojej siły, to nieuniknione. Kiedyś bycie punk w Polsce wiązało się bardzo z przemocą, jej używaniem. Musiałeś po prostu walczyć o jebany byt,
aby nie zgnoili cię do końca ci wszyscy rodacy. Żyjemy w bardzo chorym kraju, wręcz patologicznym jeśli chodzi o przemoc.
Porównawszy to ze wszystkimi miejscami w bliskim sąsiedztwie, jest to wyjątkowa sytuacja. Pojedź do Czech czy Niemiec i porównaj to.
Moglibyśmy rozmawiać o tym bardzo długo.
Odniesienie się do własnych przeżyć i własnej historii byłoby o wiele lepsze niż teoretyzowanie na ten temat.
Nie chciałbym powracać do tak wielu bolesnych doświadczeń i pozostańmy przy tym co powiedziałem.
To jest fakt i musisz sam sobie stworzyć jakąś odpowiedź i własny modus. Każdy z osobna musi odpowiedzieć sobie na to czy jest zdolny do przemocy
i czy jest mu to potrzebne. To jest przeklęte -myśląc o przemocy, myślę przede wszystkim o Polsce, o ulicach mojego miasta,
bardziej niż o tej całej grozie, która jest mi dana w telewizji.
|
|
W twoim przekonaniu brak kontroli nad internetem za zjawisko pozytywne?
|
|
Sama teza o braku kontroli nad internetem nie jest sprawdzona. Nie jest powiedziane i nie jest możliwe powiedzieć,
że nie ma kontroli nad internetem. Istnieją bardzo duże znaki i bardzo duże obawy, że internet właśnie służy do kontroli.
Komunikacja jest na pewno lepsza niż dawniej. Na pewno jest to narzędzie, które powinno być używane.
|
|
Uważasz, że zagrożenie ze strony hackerstwa jest rzeczywiste i czy popierasz tę ideę?
|
|
Trzeba sobie zdać sprawę na ile zagrożenie hackingiem jest skuteczne i na ile można naprawdę dotknąć ten system.
Czy ten system jest strukturą wyglądającą jak Pentagon, otoczoną ze wszystkich stron murem, pewną zgeometryzowaną figurą,
która nie znosi żadnego nieporządku? Czy jest on wielkim ściśle uporządkowanym, ustrukturyzowanym mechanizmem, z biednymi jednostkami,
kółkami w tej mega strukturze? Nie, ten system nie jest wcale jakimś monolitem. System jest takim samym chaosem jak wszystko wokół.
Tylko wyobrażenia tworzą wizję systemu jako jakiegoś monstrum. To tylko ludzie. W tym mega systemie istnieje walka kompetencji,
walka o wpływy, rywalizacja, chaos, dezinformacja. Tak jak w filmie Cube. Przedstawiona sytuacja to jakby wielka metafora.
W pewnym momencie współtwórca systemu kubów, który pochłonął już wiele istnień mówi: „gdzieś na górze nie ma porządku,
nikt nie wie o co chodzi”. Ludzie, którzy chcą rządzić, zdaje im się, że czymś rządzą, jednak nikt z nich nie może powiedzieć jednoznacznie,
że ma jakiś realny wpływ na szerszą skalę, że rządzi. A co z całą odpowiedzialnością?
Czy jest tak jak w obserwacjach nazizmu autorstwa Hannah Arendt: przemoc systemu staje się bezimienna, dryfuje na jego powierzchni,
jego okrucieństwo pochłania setki ofiar ale nigdy nie znajdziemy odpowiedzialnych?
Nikt nie rozwikła teraz tego jak to wygląda w dzisiejszym świecie. Nie ma systemu, który jest jakimś kwadratem, piramidą:
szczytem z podporządkowanymi sobie coraz większymi rzeszami przedmiotów i ludzi. Nie ma już wzoru robotnika i żołnierza walczącego
i pracującego dla kraju ojczyzny partii sojuszu etc. Nawet nie wnikając w to zbyt głęboko, jasno widzisz że aktualnie następuje
przemodelowanie odbioru i kształtowania całej kultury, całej rzeczywistości wręcz. Otaczają nas obrazy, przedstawienia,
słowa, hasła całe struktury z którymi trzeba się ścierać i próbować układać sobie to widzenie i interpretacje.
W sposób aby ta gówniana struktura, która sama jest chaosem, która sama jest ułomna nie podporządkowała sobie ciebie.
W takim kraju jak Polska jest to bardzo łatwe. Żyjemy w burdelu. I tym bardziej konieczne jest uniezależnienie się od niego.
|
|
Na ile system kreuje człowieka a na ile człowiek system? Może się to sprzęga?
|
|
Oczywiście. Każdy system tworzą ludzie, system tworzą również jednostki, nie tylko bezimienne masy.
Nie jest to jakaś nadprzyrodzona struktura, jakieś monstrum, moloch, który programuje ludzi.
Oni mają na niego wpływ i on ma na nich wpływ. Dwoisty lub zupełnie wieloistny mechanizm albo symbioza.
Totalne, perpetualne sprzężenie.
|
|
Znasz teorię Chomskego? Czy zetknąłeś się z tym, z penetrowaniem amerykańskich realiów przez niego? Jaki jest Twój stosunek do jego teorii?
|
|
Noam Chomsky jest tak jak wielu innych intelektualistów, ewoluuje, jest żywy i zmienny.
Ma na swoim koncie bardzo dużo dobrych idei, pomysłów, artykułów, które były szpilkami wbijanymi w system
i jego struktury, w manipulację, w funkcjonowanie mediów etc, w całe wielkie oszustwo. Ma też wiele nieudanych rzeczy jak,
według mnie, obrona systemu Czerwonych Khmerów w Kambodży czy opowiadanie się za wolnością dla działań negacjonistów holocaustu.
Jego działalność jest godna zainteresowania, jest w porządku, ale niektóre jej fazy każą mi myśleć o nim tak jak o wielu intelektualistach
z Francji z okresu lat trzydziestych, czterdziestych, nawet pięćdziesiątych, którzy kwestionując rzeczywistość systemu zachodniego,
jednocześnie gloryfikowali to co działo się na wschodzie. Byli ślepi na wszystkie zbrodnie komunistów. Weźmy casus Jeana Paula Sartre’a.
Niemniej jednak ludzie tacy jak Noam Chomsky są potrzebni i są godni poparcia w swojej krytyce, w swoim demaskatorskim oddziaływaniu.
Problemem jest tylko to aby ludzie tacy jak on mieli prawo do życia i do istnienia w wielu innych systemach, a tam tego nie mają.
Świat Zachodu daje im to prawo i powinni oni dążyć do tego aby nie tylko demaskować cienie demokracji,
demaskować złą stronę „żandarma USA”. Powinni pozwolić sobie na analizę sytuacji w Chinach, w krajach Ameryki Południowej
w „postępowym trzecim świecie”. Zresztą trudno stwierdzić czy ta krytyka i te działania mają naprawdę skutek. Zauważam,
że dzisiaj większe niż jakakolwiek krytyka oddziaływanie mają mechanizmy ekonomiczne. Polityka stała się taką dziedziną życia,
która w przyszłości nie będzie miała już żadnego realnego wpływu. Będzie jak jakaś kolejna dziedzina kultury,
jakaś dziedzina obyczajowości cywilizacji, która być może oddziałuje jakoś pośrednio na rzeczywistość ale można istnieć
i funkcjonować bez jej udziału. W kulturze Polski, w świadomości społeczeństwa istnieje jednak jeszcze bardzo duży bagaż przekonania,
że polityka naprawdę wpływa na rzeczywistość, że politycy w całym tym szajsie mają wpływ na to jak działają miasta, kraj,
telewizja i cały ten bullshit. Coraz bardziej daje się zauważyć, że to nie tak.
|
|
Nie wiem czy słyszałeś taką wypowiedź Throbing Gristle na temat klonowania. Tam istnieje poparcie tej działalności w uznaniu,
że badania nad atmosferą przyniosą coś takiego, że człowiek będzie w stanie wyzwolić samego siebie. Spotkałeś się?
|
|
Od samego początku TG mówili o sobie: genetyczni terroryści, kiedy nawet nikomu nie śniło się o klonowaniu zwierząt.
Trudno mi się do tego odnieść, ponieważ te badania nie są jeszcze na takim poziomie aby możliwa była realna ocena ich właściwych skutków.
W przyszłości być może, nie mogę tu jednak przezwyciężyć swojego sceptycyzmu. Mowa o wyzwoleniu człowieka od samego siebie,
odradzaniu siebie to żałosne mrzonki. Czasami mogę się z nich śmiać. Nie uda się człowiekowi odejść od samego siebie.
|
|
Na okładce waszej kasety widnieje postać człowieka z kamienia. Czy ona symbolizuje człowieka jako istotę bezduszną,
pozbawiona uczuć, bezwzględną a jednocześnie monumentalną, wielką?
|
|
Podoba mi się, że to wzbudza takie pytania. Nie jestem w stanie ci jednoznacznie odpowiedzieć,
która z tych interpretacji jest lepsza. Motywy kamienia, motywy twardych ludzi o silnych rysach,
rzeźbionych w granicie są mi bardzo bliskie, podobają mi się jako wizualna forma pewnej totalności.
Człowiek jest istotą plugawą i wszystkie nowoczesne próby wyniesienia go na piedestał skończyły się ludobójstwem na szeroką skalę.
Hitleryzm chciał stworzyć nowego człowieka czystej rasy, komunizm chciał stworzyć kolektywnego człowieka radzieckiego.
Kolejne ideologie obiecywały, że stworzą człowieka naprawdę doskonałego. Cały szereg ideologii,
które w rezultacie doprowadzały do obozów koncentracyjnych, do eugeniki, selekcji na rampie… Żałosna próba wyniesienia człowieka na wyżyny.
Człowiek zawsze pozostanie tą pospolitą, śmierdzącą, małą kreaturą. Cokolwiek by nie mówiło, że jest wielki, wysoki,
wzniosły, wszystkie te patetyczne hasła, człowiek pozostanie tym małym stworzeniem.
Jedyne co ważne, to akcentować to oszustwo i demaskować postulaty wielkości i wyzwolenia, które w konsekwencji doprowadzają do czyszczenia.
Nie ma czystych ludzi, czystej rzeczywistości, czystej rasy. Rzeczywistość sama oceniła efekty i idee wszystkich,
którzy mówili o jakości człowieka i doskonaleniu się tego człowieka, o rewolucji, zmienieniu świata wokół.
Po prostu godne pożałowania jest to, że człowiek cały czas wierzy w mrzonki, że może stać się doskonalszy,
najgorsze jest to, że stara się udoskonalać także innych. Cały wiek dwudziesty, cała tzw. era nowoczesna była pełna ideologii,
które mówiły człowiekowi, że jest w stanie naprawdę wznieść się na wyżyny, poprawić los swój i los innych.
To jest cały czas jest celem mojego ataku. Nienawidzę tej idei. Gdy w naszych drukach pojawiają się pomniki,
monumentalne przedstawienia... nie wiem czy jest to tylko naszą ironią. Przede wszystkim są to plastyczne zabiegi wypełniania wolnej przestrzeni,
zwalczania pustki. Opracowuję grafikę i nie zawsze czynię to w sposób absolutnie świadomy…
|
|
Jesteś w stanie stwierdzić, że niektóre systemy bardziej pustoszą społeczeństwa a niektóre mniej.
|
|
Jedni mówią, że kultura masowa jest zwyradnia ludzi, czyni ich pustymi. Inni mówią, że system totalitarny czyni z ludzi automaty
i podporządkowuje ich, robi z nich plastelinę. Nie jestem relatywistą. Miałem okazję poznać coś w rodzaju systemu totalitarnego,
tak zwany „realny socjalizm”. Miałem okazję poznać też „dobrodziejstwa” tego tak zwanego systemu demokratycznego. Nie będę ukrywał,
że kultura europejska ze swoim liberalizmem i demokratyzmem jest mi bliższa niż to co dotykało mnie przez lata,
kiedy żyłem w tym kraju przed 89. Wolę jednak bezpieczeństwo. Poczucie rzeczywistości, w której moje „ja” ma jakieś znaczenie,
nawet gdy jest to zupełnie względne. Zwłaszcza, że w tamtym systemie ludzie ulegali o wiele większemu zdeprawowaniu.
Marne jednostki ludzkie, miernoty urastały wręcz do rangi panów życia i śmierci. Mechanizmy demokratyczne, mechanizmy tego gównianego systemu,
w którym aktualnie żyjemy, uniemożliwiają lub czynią o wiele bardziej trudnymi tego typu aberracje. Wszystkie instytucje, prawa,
postulaty deklaracji praw człowieka i obywatela, to wszystko co powstało po oświeceniu, rewolucji francuskiej, amerykańskiej...
jesteś w stanie żyć tu we względnym bezpieczeństwie. Kiedy znajdujesz, że ulegam złudzeniom jedź, kurwa, do Chin albo zupełnie blisko,
na przykład na Białoruś. Tam czujesz, że po prostu jakieś ludzkie gówno, jakiś urzędnik czy niski funkcjonariusz jest w stanie cię udupić.
Lepiej jest mieć świadomość, że tutaj w Europie jesteś w stanie przeciwstawić się temu w jakiś sposób.
Może jest to takie partykularne, bardzo, ograniczone spojrzenie, niemniej jednak wolę móc żyć w otoczeniu, w rzeczywistości,
która nie zagraża bezpośrednio mnie ani mojej powierzchowności. Jednoznacznie mogę stwierdzić,
że dla punks i innych ludzi o zawyżonej wrażliwości na przymus i kontrolę, życie w tej kulturze jest lepsze.
Mdli mnie gdy ostatnio czytam w różnych pismach artykuły o dobrodziejstwach islamu dla kobiety,
dla społeczeństwa i moralności, artykuły różnych żałosnych indywiduów z prawej strony sceny politycznej w Polsce.
Chodzi mi o środowiska tej tzw. nowej prawicy, przepojonych swoją ewangelizacyjną misją neofitów Chrześcijaństwa.
Nie wiem czy trafiają do was pisma związane z tymi ugrupowaniami, pierdoły typu Fronda, pisma typu Stańczyk i inne gówna.
Obok jakichś wielce oświeconych artykułów na temat zła nowej post modernistycznej rzeczywistości, która gwałci tradycję i
chrześcijański świat i doprowadza do zupełnego zwyrodnienia, mamy artykuły na temat jak dobry jest islam, jak pięknie jest w Iranie.
Nigdy tam nie byłem. Oni też tam nie byli. Są dla mnie dupkami pisząc takie pierdoły. To instrumentalne.
To są argumenty by lepiej móc krytykować to rzekome zwyrodnienie, które następuje tutaj, utratę dawnych wartości,
laicyzację, relatywizm itd. Oni nie piszą tego nawet w imię obrony tych wartości, chcą jedynie atakować
i krytykować swoich politycznych konkurentów. Nie mówię, że to co się dzieje wokół podoba mi się i że cała ta ponowoczesność jest mi bliska.
Po prostu żyjemy w takich czasach, myślę, że zachodni świat tkwi już od dawna w upadku.
Nie wiem co mogłoby nastąpić, ale rzeczywistość będzie szła w tym kierunku, wszelkie działania,
idee, wielkie powroty, reewangelizacja, odnowy, próby oporu, ratowania tradycji nie mają szans.
To od czego zaczęliśmy naszą rozmowę- słowo globalizm, które aktualnie jest na celowniku wszystkich ekstremalnych ugrupowań,
wszystko to jest fakt. Nie widzę możliwości odwrotu. Przynajmniej dla tych ludzi, którzy używają dobrodziejstw cywilizacji.
My mieszkający wśród ekranów komputerowych będziemy z pewnością na to skazani. Najważniejszą jest świadomość, rdzeń. Jebany hardcore.
Jakaś własna interpretacja tej rzeczywistości, próba uchwycenia elementarnych jej składników
w swoje ręce tak aby one naprawdę były pod naszą kontrolą. To my mamy być mistrzami kontroli naszego życia,
naszej aktywności, naszej działalności. Nie należy ulegać złudzeniom co do walki z tym monstrum, wydaje się wciąż silne.
W istocie gołym okiem widać jak samo gnije. Z kolei ludzie, którzy myślą o sobie jako zagrożeniu dla systemu,
kiedy byliby prawdziwym zagrożeniem już by ich nie było. System natychmiast dałby sobie z nimi radę…
|
|
A może ma inteligentniejsze sposoby?
|
|
Kto powie mi, że Hollywood czy internet, czy masowa kultura, media nie są po prostu bezosobowym, nie mającym autorów,
spiskiem przeciwko ludziom, który ma ich kontrolować, trzymać w ryzach, kształtując, ukierunkowując ich świadomość?
To perpetum mobile napędza się w jakiś cudowny sposób. Gdy chcesz się ratować, jedną z najważniejszych rzeczy jest wiedza i podział.
Do or die. Brzmi to może jak bełkot ale wszystkie te postulaty, o których już wspominałem są moimi własnymi
i nie oczekuję na żaden odzew ani oddziaływanie. Tworzysz je każdego dnia na własną potrzebę i korzyść.
Kiedy obserwuję antyglobalizacyjne demonstracje, niszczenie McDonalds i inne rytuały wszystkich antykapitalistycznych protestów
nie mogę oprzeć się wrażeniu że ci wszyscy uliczni fighters to tylko inny McDonald, po prostu McProtest. Jebany świat.
Nie pozostaje wiele miejsca. Nie widzę prawdziwego ratunku, można go szukać w tworzeniu własnych struktur,
w tworzeniu czegoś absolutnie własnego- nasz „system” przeciwko ich systemowi, to ważniejsze niż podkładanie bomb…
|
|
Występujecie pod nazwą jude - czyli żyd, ma jakieś szczególne znaczenie?
|
|
I tak i nie. Tak samo jak punk. To jest jedno z wielu czteroliterowych słów, które czasami znaczą bardzo wiele,
czasami są tylko napisem, hasłem, znakiem. Oczywiście, że ma znaczenie i wręcz nawet fakt, że o to pytasz,
jest już pewnym znaczeniem, nadaniem temu słowu jakiegoś znaczenia. Ma to bardzo silne znaczenie,
zwłaszcza w tej rzeczywistości, niejednokrotnie już o tym mówiłem, po co się powtarzać?
|
|
Jesteś w stanie tolerować jakąkolwiek postawę religijną, ale w sensie jakiegoś przeżycia duchowego?
Czy uznajesz, że jest to aberracja umysłu ludzkiego?
|
|
Nie uważam, że byłaby to dokładnie aberracja, to sprawa wyboru. Ten wybór czasami jest trafny. Z drugiej strony,
jak w całej naszej rozmowie, jawię się tutaj jako osoba pełna sprzeczności, pełna pewnych za, pewnych przeciw.
Uważam, że tego typu postawa z pełną świadomością jest o wiele bardziej trafna,
o wiele bardziej bliska życiu niż niewzruszony monolit prawd, postawa wiary w nadprzyrodzone, postawa jakiejś uległości.
Jestem w stanie to tolerować, w pewnych przypadkach jestem w stanie nawet uznawać wiarę i religijność za fakt pozytywny.
Jednak staram się być od tego jak najdalej. Nie ma jednej odpowiedzi. To co widzę wokół, te sposoby duchowości są w większości,
jak najbardziej godne pogardy… Większość z nich to masowe systemy dla słabych ludzi, które utwierdzają ich wręcz w ich słabości.
To fakty ale trudno jednoznacznie to ocenić określić te destruktywne dla ludzkiej woli i umysłu kulty.
Wyrosłem w tej judeochrześcijańskiej kulturze i nawet gdybym bardzo bym się starał od niej odejść, przeciwstawić się,
to począwszy od kalendarza, systemu dziesiętnego którego używam, mojego imienia... jestem z tym splątany.
|
|
Czy Twoim zdaniem ta wersja katolicyzmu, którą tutaj widzimy jest konsekwencją pierwotnej wersji chrześcijaństwa?
|
|
Chrześcijaństwo jest nazywane sektą, której się powiodło. Jakiś cykl doprowadził do tego co jest dzisiaj.
Ale kiedy narodził się Chrystus, jak mówi historia, ludzi którzy byli potencjalnymi Chrystusami było wielu.
Nie będę wielkim historiozofem mówiąc że zwycięstwo chrystianizmu to, być może, splot kilku przypadków, sprzężonych
z większymi procesami na przestrzeni wieków. W dzisiejszej Polsce, kraju który mieni się bardzo chrześcijańskim
- tutejszy katolicyzm nie jest w żaden sposób godny swojej dwutysięcznej wielkości. To co się widzi tutaj to bullshit.
To po prostu płytka obyczajowość, pewien błahy obrządek. Kult, który jest pełen hipokryzji i głupoty,
który nie ma w sobie nic z tej uniwersalności zachodniego Chrześcijaństwa. Lecz gdy spojrzymy na resztę świata
- zdajemy sobie sprawę, to jest system, który ma ponad dwa tysiące lat. On gnije od środka, on upada.
|
BACK TO TOP
|
DOS DEDOS 2000. INTERVIEW BY MACIEK KOWI
|
|
Skąd nazwa?
|
|
To proste- wzięła się niejako z ulicy. Znasz to miasto i jego mury. Myślę,
że była jak najbardziej odpowiednia w miejscu naszego pochodzenia, w klimacie w którym powstaliśmy.
To jest Łódź. W tym słowie mieści się bardzo wiele. Jest w nim cała atmosfera wokół mnie i moich kolegów,
wokół naszych pomysłów, wokół tego, co robimy. Oprócz tego jest dosadna, jest do rzeczy. Jest zarazem znakiem,
hasłem i deklaracją. Zawiera w sobie cały ten stygmat wyobcowania. Jest napiętnowaniem. Dla mnie to bardzo ważne.
W tym kraju ma negatywne znaczenie, jest rodzajem jakiegoś przekleństwa, więc jest to wzięcie na siebie takiego odium.
Nie boje się tego.
|
|
Czy mieliście jakieś problemy w związku z tą nazwą?
|
|
Nie było jakiś cenzuralnych problemów, nie było też nacisków abyśmy ją zmienili. Mieliśmy za to duże kłopoty z organizatorami koncertów,
którzy mówili, że zespół z taką nazwą bardzo trudno reklamować. Ludzie w mediach próbowali inaczej ją wymawiać.
Gdy graliśmy w Warszawie w Centrum Sztuki Współczesnej i materiał o nas ukazał się w południowym wydaniu Wiadomości TVP 1,
podobno także w Teleexpresie, wymawiali tam naszą nazwę “dżudi” - jak "Hey Jude" The Beatles.
Śmieszne. Ludzie się obawiali się tego hasła. Nie było cenzury jakichś wyższych instancji.
Ludzie sami stosowali wobec siebie jakąś auto cenzurę. Bali się publicznie wymawiać tą nazwę,
mówić publicznie że istnieje taki zespół. Obawiali się pisać, że zespół o takiej nazwie wystąpi tu, czy tam. Wiesz,
cały tan zestaw zachowań, który można by nazwać jako strach a priori. Strach o istnienie programu, strach o dobro audycji,
aby lepiej nie prowokować itd. Znasz dobrze ten stary greps: “ja nie mam nic przeciwko, wcale. Ale wiesz, szef i w ogóle...”
|
|
Czy zmienilibyście nazwę dla dobrego kontraktu?
|
|
Nie sądzę. Tym bardziej, że nie otrzymujemy takich propozycji. Trudno mi powiedzieć, nie jestem kimś takim jak wielu ludzi,
którzy mówią od samego początku, że nikomu się sprzedadzą. Życie, sytuacje, nowe wyzwania nie pozwalają mi powiedzieć jak się zachowam,
lub jak zareaguję. I tak nie słychać o żadnych ofertach. Nasza nazwa jest w porządku. Myślę, że nie zmienimy tej nazwy. To pewne.
|
|
Co to znaczy sprzedać się?
|
|
Nie tak łatwo odpowiedzieć w jednym zdaniu. Jest to działanie pod czyjeś dyktando, za pieniądze, na które byśmy się połasili...
|
|
Za ile byłbyś skłonny oddać się pod dyktando.
|
|
Pod dyktando- wcale nie mam ochoty...Za ile? Tego nie wiem i nie powiem.
Są różne rodzaje sprzedania się. Niektórzy robią to tak, że to oni wychodzą na tym z największą korzyścią.
Nie tracą wiele ze swojej niezależności, jednak to bardzo rzadki przypadek. Zazwyczaj jakiekolwiek układy
z dużymi wytwórniami odcinają artystę od jego publiczności. Tworzą między nimi jakieś granice.
Zaczynasz tracić kontrolę nad swoją twórczością, jej promocją. W sumie są to ważne sprawy. Jest trochę ludzi,
którzy dają sobie z tym radę. Nie mniej jednak te mechanizmy działają w ten sposób, że im więcej masz pieniędzy,
tym mniejszy masz kontakt z tymi, którzy tych pieniędzy nie mają. To jest dość proste. Jedyna rzeczą jaką kiedykolwiek podpisywałem
w imieniu mojego zespołu, był kontrakt z amerykańskim producentem i dotyczył dwóch utworów na kompilację, która w ukazała się w USA.
Mówiłeś o dobrym kontrakcie. Chętnie przeczytałbym coś takiego, wokół słychać tylko o oszustwach.
Wygląda to tak, że nikt nam nic dotąd nie proponował. Ta kwestia jest trochę wyimaginowana.
|
|
Mówiłeś wcześniej, że jednym z powodów, dla których powstał Jude była działalność twoja i twoich znajomych.
W Łodzi jesteś znany z aktywności na tym terenie. Opisz jak zaczęła się u Ciebie cała zajawka na te klimaty?
|
|
Jeśli chodzi o punk to znalazłem to kiedy miałem koło dziesięciu lat. To było na samym początku lat osiemdziesiątych,
kiedy usłyszałem słowo punk. Teraz mam dwadzieścia dziewięć lat. To był osiemdziesiąty pierwszy, czy drugi rok.
Samo słowo punk wystarczyło, żeby prowokować i wzburzać. Nie tylko ludzi starszych, czy rodziców.
Nienawidzili cię również twoi rówieśnicy. Zresztą dla mnie to nigdy nie był bunt pokoleniowy.
To w ogóle nie był bunt. Dla mnie to było odnalezienie sobie miejsca w tym całym szajsie wokół
i przede wszystkim wywalczenie sobie tego miejsca. Bo bez walki nie było mowy o życiu tutaj.
Od tego czasu zaczęła się moja fascynacja tym wszystkim. Na początku to było tylko kolekcjonowanie nowych nazw zespołów,
żadnego punktu oparcia w tej rzeczywistości wokół, negacja. Trzeba więc było ją sobie kreować, wynajdywać i niejako importować z zachodu.
Znacznie później poznałem innych załogantów z miasta.. Pod koniec osiemdziesiątych zaczęliśmy robić koncerty WUNDER WAVE,
były to pierwsze łódzkie koncerty niezależne. Ich organizatorzy i publiczność były z jednego klimatu. Z jednej załogi.
Wcześniej było to po prostu niemożliwe. Nie mieliśmy żadnych szans na działalność kulturalną.
Oczywiście jakoś to wszystko pielęgnowaliśmy.Kontakty, wymiana, komunikacja, oczywiście setki innych incydentów na granicy komedii,
groteski ale także kryminału. Trudno opisywać mi te wszystkie sytuacje.
Kiedy w osiemdziesiątym dziewiątym zacząłem wydawać swoje pismo ZYGOMA -to był dopiero moment,
w którym można było odbić się od dna inercji tamtych czasów. W punkcie ksero już nie kontrolowano tego,
co sobie odbijasz. Nikt cię nie prześladował, za to co robiłeś. Można się było postarać, o to, aby nie było z tym problemów.
Zaczęło się to rozwijać. Organizowałem koncerty WUNDER WAVE z moim kumplem Lolitą i z innymi osobami z Łodzi.
Staraliśmy się integrować tę scenę. Ona się rozwinęła do niebotycznych rozmiarów tak, że w Łodzi w pewnym momencie było kilkuset punx,
którzy byli bardzo silną załogą i potrafili razem zdziałać bardzo wiele. Trzymali się razem i byli bardzo zintegrowaną załogą.
Przyjeżdzały do nas kapele z całego świata. Robiliśmy im koncerty, wspólnie wyjeżdżaliśmy do na koncerty gdzie indziej.
Zaczęliśmy podróźować do Berlina. Pewne punkty w tym mieście stały się wkrótce koloniami łódzkich punx, wyjeżdżali tam jak na wczasy.
|
|
Czy sądzisz, że wpłynąłeś na ten ruch?
|
|
Być może. Nie byłem jednak sam. Myślę, że ja i wiele jeszcze innych osób wpłynęło na tę rzeczywistość.
Był to okres, w którym jednostki, a było ich oprócz mnie jeszcze parę, mogły wpłynąć na innych.
Młodzi w zespół ze starszymi integrowali się i tworzyli naprawdę dużą siłę. Nie tylko jeśli chodzi o rozgrywki fizyczne na mieście,
chociaż to także miało duże znaczenie. Bycie punk miało wiele z walki, trzeba było bronić tego swojego status quo. Gdybyśmy się nie bronili,
zmiażdżyliby nas wąsaci.
|
|
Czy w takim razie w obecnym stanie, w którym młodzież nastawiona jest bardzo konformistycznie do życia,
gdzie kasa rządzi wszystkim nadal jesteś w stanie coś zdziałać?
|
|
Tak, myślę, że jest jeszcze miejsce dla tych, którzy coś robią i próbują jakoś wpływać na tę rzeczywistość, bo jednak jest wciąż wielu ludzi,
którzy w swojej codziennej konsumpcji- każdy z nas w jakiś sposób jest konsumentem- potrafią jakoś znależć tę lukę,
niszę w której można się rozwijać. To się objawia w bardzo różny sposób i trudno jest mi to klasyfikować ale myślę,
że ma to nadal sens. Mam trzy numery mojego pisma, które nadal działa, ale nazywa się teraz PLUS ULTRA.
Oprócz tego współpracuję z ludźmi, którzy organizują punk koncerty w Łodzi. Moi koledzy prowadzą niezależne dystrybucje,
importują tutaj i rozpowszechniają dobrą muzykę. Nadal istnieje WUNDER WAVE. Teraz jako agencja koncertowa,
która organizuje trasy koncertowe po całej Polsce i są to trasy naprawdę dobrych actów z Ameryki i Europy.
Dobre zespoły hardcore, punk, nawet industrial. Przyjazdy do Polski artystów jak Diamanda Galas,
czy Lydia Lunch były organizowane przez WUNDER WAVE. Myślę, że ma to sens. Jest ciągle grupa ludzi,
dla których na to znaczenie, mimo że wokół zmieniło że się bardzo wiele. Jest teraz w Łodzi klub taki jak C4,
o którym kiedyś mogliśmy tylko pomarzyć. C4 jest całkowicie niezależny, bez chorych układów z jakimś kierownikiem,
chamów na bramce itd. Wszystkie wcześniejsze imprezy w gruncie rzeczy były gościnne. Wynajmowaliśmy salę w jakichś klubach,
domach kultury. Zdarzały się koncerty w sali kinowej, w teatrze przykościelnym.
|
|
Co ksiądz na to?
|
|
Nie było go. Nie było nikogo w tej plebani. W pewnym momencie do pakamery zespołu wkroczyła jakaś babcia z rodziny różańcowej,
zabrała piwa i wylała je, powiedziała, że nie będą robić burdelu z kościoła. Inny gość był w takiej nieważkości,
że zdjął nachy i odlał się pod ścianą. Wesoło.
|
|
Jak sądzisz, stonowałeś trochę z wiekiem?
|
|
Nie za bardzo. Myślę, że dziś objawia się to trochę inaczej. Upływ czasu bardziej mnie utwierdza
w moim przekonaniu absolutnej negatywizacji rzeczywistości. Nie ma się co oszukiwać,
czasy wymagają naprawdę bardzo mocnej odpowiedzi, bardzo radykalnej. W sumie kontynuuję wiele z tej działalności,
o której mówiłem wcześniej. Robię to trochę w inny sposób. Mam swój zespół, mam swoją gazetę.
Moje działania nakierowane są teraz na ekspozycję, ekspresję. Razem z moimi kolegami z grupy tworzymy bardzo zwarty trzon,
który eksponuje się poprzez bardzo głośną, bardzo ciężką muzykę. Treści, które są z nią związane odbiegają niejednokrotnie
od idei prezentowanych na scenie hardcore-punk i nie jesteśmy tu za bardzo lubiani. Jesteśmy out of step.
Jesteśmy czarną owcą w tym wszystkim. Mimo tego, jesteśmy częścią tej sceny.
|
|
Jak określiłbys to co gracie?
|
|
Nie zastanawiam się nad tym, w sumie w muzyce większość określeń jak punk czy techno nie ma już prawie zadnego znaczącego znaczenia.
To samo można powiedzieć o słowie industrial. Gramy mechaniznie, twardo, betonowo i głośno. Praktycznie jest to heavy metal.
Ale tak jak rozumiał to autor tego określenia William S. Burroughs, nic z ych rzeczy które nasuwją się na myśl na słowo metal.
|
|
Jak określiłbyś miejsce Jude?
|
|
Jest to miejsce, do którego trafiaja wszyscy, gotowi na naszą muzykę, skłonni by ją odbierać i nie bać się jej.
My nie ograniczamy się tylko do zamkniętego kręgu publiczności punx, czy fanów ciężkiej industrialnej muzyki.
Myślę, że wszelkie tego typu ograniczenia nie miały by jakiegokolwiek sensu. Wychodzimy z założenia,
że w muzyce nie może być żadnego tabu. Dlatego w naszym graniu, naszej estetyce nie ma granic.
Jedyną granicę trzeba określić i systematycznie niszczyć. Być może jest to granica wyporności ludzkiego słuchu.
Dalej podążać do przodu w poszukiwaniu jeszcze bardziej maksymalnego wyrazu dla tego co chcemy wyrażać dźwiękiem.
|
|
Jak opiszesz show, który stanowi ważny element wizerunku Jude?
|
|
Nie wiem, czy nasz performance jest najważniejszy. Mamy jeszcze dużo do powiedzenia w drukach i wywiadach, video.
Jeśli chodzi o opisanie show, to myślę, że należy to do ciebie. Ja jestem jednym z jego uczestników.
Koncert tworzy i zespół i publiczność. Czasem wygląda to jak banda freaków na scenie wrzeszcząca do drugiej bandy freaków przed sceną.
Oczywiście mamy też projekcje cały ten przekaz emitowany z ekranów. Do każdego kawałka jest inny spot video, który koresponduje z tym,
co jest w tekście, z tym, co ma wyrazić kawałek. Pojawiają się tam bardzo różne rzeczy.
Dosyć dużą popularność zyskały nasze obrazy obozów koncentracyjnych. Nie jest to jedyny wyraz tego przekazu,
pokazujemy mnóstwo innych reczy. My staramy się pokazywać rzeczywistość, rzeczy, które mają miejsce naprawdę.
Nie ma tam jakiejś kreacji. Nie ma tam wirtualnych obrazków. Staramy się być wierni formule, że pokazujemy tę rzeczywistość,
komplikujemy ją. To jest nasz udział w rzeczywistości. My eksponujemy obrazy i pokazujemy też, kim my jesteśmy
w tej rzeczywistości i w tym kontekście.
|
|
Co z muzycznymi inspiracjami?
|
|
To jest cała masa różnych rzeczy, całe spektrum ekstremalnej i gwałtownej muzyki. Od RORSCHACH do KILLING JOKE przez GODFLESH
i BIG BLACK itd. Słuchamy dużo bruitystycznych rzeczy typu VIVENZA, ESPLENDOR GEOMETRICO czy muzyki DEATH IN JUNE albo NON,
wciąż wracamy do SWANS, niemożliwe aby zawrzeć to w kilku zdaniach.
|
|
Inspiracje?
|
|
Inspiracje są zewsząd, nie tylko nie tylko z tego, co obejrzę, czy przeczytam.
Inspiracje są przede wszystkim z namacalnej rzeczywistości, która jest wokół.
Inspiracje są z ulicy, tramwaju, z tego co odbieramy dzień w dzień. Istnieją współzależności między stopniem zbrutalizowania,
znegatywizowania tego wszystkiego, i tym co my przedstawiamy. To jest odpowiedzią, radykalną formą odbicia, retorsji, splunięcia.
|
|
Co w takim razie z ucieczką od rzeczywistości?
|
|
Nie ma czegoś takiego. Gardzę taka odpowiedzią. W tym co robimy nie ma miejsca, na coś takiego jak ucieczka od rzeczywistości.
|
|
I nigdy nie inspirowaliście się narkotykami, czy alkoholem w tym, co robicie?
|
|
Narkotyki nie mają wpływu na to, co robimy. Wręcz zamazywałyby i osłabiałyby naszą rzecz. Z narkotykami w JUDE jest negatywnie.
|
|
Mówiłeś wcześniej o punkowym życiu, które wiąże się z narkotykami.
|
|
Dla mnie ono nigdy nie wiązało się z narkotykami. Nie byłem nigdy straight edge, ale zawsze bardzo sympatyzowałem z tymi ludżmi,
znałem te wszystkie załogi se w Polsce. Byli to moi kumple. Mimo że nigdy nie byłem spod znaku XXX,
mam jednak bardzo negatywny stosunek do narkotyków. Przede wszystkim do miękkich narkotyków.
Uważam, że marihuana, haszysz i różne psychodeliki robią z ludzi gówno. Robią z nich plastelinę,
która jest uległa i obojętna na wszystkiego wokół. Generalnie są przeszkodą i ostatecznym grobem dla wszelkiego ekstremizmu
i radykalizmu. Jest to taka auto anestezja w stosunku do tego, co się dzieje wokół. To bardzo tanie rozwiązanie.
Nigdy nie byłem użytkownikiem. Nigdy nie miałem problemu z uzależnieniami. Znam większość z nich ale nigdy nie stanowiły treści mojego życia.
Jeśli działo się tak z ludźmi wokół, zawsze przeciwstawiałem się temu. Uważam,
że narkotyki zawsze były wielkim gównem a aktualnie robią naprawdę wiele szkody,
zwłaszcza te miękkie. Aktualnie w Polsce pieprzona drug culture triumfuje.
Jest to omamianie i ogłupianie i wykorzystywanie ludzi, którzy sami robią z siebie szajs.
|
|
Jeden z moich znajomych powiedział kiedyś, że gdyby spotkać was w ciemnej ulicy można się nieżle przestraszyć.
Czarne mundury, ciężkie buty, dziary, kolce. O co chodzi z tym image?
|
|
To jest dla mnie punkowy image. Może dla tych którzy myślą że punks to tylko jakieś kolorowe pacynki z irokami,
wyglądamy za totalitarnie, mam to gdzieś. Nie nosimy mundurów. Nosimy militarne stroje polowe, robocze.
Ubieramy się w wygodne i wytrzymałe ubrania. Na te wszystkie miejsca, w które chodzimy i które zasiedlamy,
ten strój jest najlepszy. Trwały, wygodny, wytrzymały i mocny. Jeśli chodzi o tatuaże i kolczyki, one po prostu są.
|
|
Masz dziarę JUDE?
|
|
Nie. Nie mam tatuażu JUDE. Może sobie wytatuuje. Jeśli to zrobię, to w bardzo wyraźnym miejscu.
Nie wiem, czy na czole, ale... Kiedyś mazaliśmy się flamastrami. Był taki szyk, żeby pomazać pijanego punkowca,
który leżał gdzieś w kącie. Trzy szóstki, czy też odwrócony krzyż między oczami. Napis AIDS, tego typu rzeczy.
Ja zawsze wolałem mieć kontrolę nad tym, co mam na sobie i wszystkie te rzeczy mają jakiś sens.
|
|
Z którego tatuażu jesteś najbardziej dumny?
|
|
Cieszę się ze wszystkiego, co mam na sobie.
|
|
Kto gra aktualnie w JUDE?
|
|
Od kilku lat mamy niezmieniony skład, który tworzą: Jacek (gitara), Łukasz (bass),
Konrad (perkusja metalowa), Szymon (perkusja) i Anna (sampler). Ja robię wokal.
|
|
Czy uważasz, że przeciętnego Polaka-Katolika jesteście w stanie zaszokować?
|
|
To nie jest nasz problem.
|
|
Jaki masz stosunek do przeciętnego Polaka-Katolika?
|
|
Ponoć stanowią oni absolutną większość. Nas, być może też można by tak nazwać. Statystyki- każdego,
kto został ochrzczony wpisują w ten krajowy inwentarz. To jakieś trzeciorzędne sprawy,
dla mnie ważniejsze wydaje się to, że właśnie katolicyzm ma bardzo wielki udział w tym,
że życie w Polsce jest gówniane. To miejsce jest zmutowane, jest chore. Jesteśmy w kraju,
który przechodzi bardzo poważne transformacje, jeśli chodzi o obyczajowość, religijność, kulturę.
Zauważalne jest że stereotyp Polaka- Katolika jest kolosem na glinianych nogach.
Tak jak niegdysiejszy system Związku Radzieckiego. Widać jak płytka i powierzchowna jest duchowość przeciętnego Polaka.
System rodziny polskiej, katolicyzmu sprzężonego z narodowością puchnie na naszych oczach, kruszy się.
Przetrwa w pewnych formach jeszcze bardzo długo. Może jest to wartościowy model, jednak mnie jako człowiekowi,
który mieszkał całe życie w wielkomiejskim ośrodku ten stereotyp eksponował same negatywne strony, próbował godzić we mnie.
Tak więc trudno mi jest nie patrzeć z satysfakcją na tę destrukcję.
|
|
Czy również walczycie z religią?
|
|
Nie walczymy z religią. Mogę otwarcie powiedzieć, że żaden z nas nie jest pozytywnie nastawiony do chrześcijańskich ideałów.
Raczej odrzucamy je z punktu, który jest pokrewny dziewiętnastowiecznym nihilistom, lub filozofom,
którzy głosili śmierć Boga jak na przykład Nietzsche. Oni także są inspiracją, ale nie pierwszorzędną.
|
|
Jak w takim razie zapatrujesz na media, które w jakiś sposób kształtują naszą rzeczywistość? Czy próbujecie je prostować?
|
|
Nie powiedziałbym, że próbujemy cokolwiek prostować, że dajemy jakieś świadectwo prawdzie.
Jak wiadomo odnalezienie się w dzisiejszej rzeczywistości, w świecie, który atakuje nas bilionami komunikatów,
gdzie każdy walczy, aby dostać się do umysłów innych ze swoją kwestią, ze swoją ideologią, jest niemal niemożliwe.
Szczególnie w przypadku medialnych komunikatów. Nie chcę powiedzieć przez to że prawdy nie ma.
W dzisiejszym post modernistycznym świecie (piękne określenie ha) mówi się, że prawda jest nie do uchwycenia,
że istnieją pewne mechanizmy, które różnicują jej interpretacje etc etc. Dla mnie to jest bullshit. Istnieje prawda,
chociażby ta którą widzimy w najbliższym otoczeniu. Na ulicy i w domu, w środku głowy wreszcie. Myślę, że jest to oparcie.
Są ludzie, którym się zdaje, że świat jest w absolutnym mętliku i nie ma już w niczym żadnego pewności.
Kontrola, którą bardzo łatwo zagubić przez użycie różnych substancji jest bardzo ważna. Trzeba opanowywać własną świadomość
i rzeczywistość, w której się żyje. To jest nieodzowne, by podążać do przodu w tym całym gównie.
|
|
Sam jednak korzystasz z mediów. Wydajesz PLUS ULTRA.
|
|
Nie korzystam z mediów. Kreuję własne media. To jest lepsze niż bycie gąbką, którą miałyby nasączać różne media.
Raczej być, wtrącać się w ten cały obieg ze swoim własnym przekazem. To jest najlepsza odpowiedź. Dzisiejsze media
i technologia pozwalają każdemu człowiekowi, który ma coś do powiedzenia trafić do innych.
|
|
Czy PLUS ULTRA jest magazynem komercyjnym?
|
|
Nie sądzę. Ani z powodu odbioru, ani z powodu założeń. Nie jestem specjalistą w tego typu interesach. Nie ma w tym żadnej kalkulacji.
Nie dostaję płyt promocyjnych z firm płytowych nie piszę skorumpowanuch recenzji, nie promuję szajsu za który mi płacą. Nie pompuję
w ludzi jakichś jednosezonowych miernot. Piszę o tym co uwielbiam i nie patrzę zbytnio na to czy może to chwycić i czy zwrócą się poniesione koszty.
Oczywiście staram się trafić do jak największej ilości osób. Ale to raczej sprawa organizacji a nie poetyki.
Jest to produkt, który musi być sprzedany. Tak jak proszek do prania, czy mydło. W pewien sposób mechanizmy komercyjne są mu nieobce.
Jeśli chodzi o treść staram się, żeby wartościowa i niosła coś do ludzi, którzy na to trafią.
|
|
Jesteś mocno zaangażowany w to, co robisz. Czy myślisz, że jeszcze długo będziesz ciągnął to, co robisz?
|
|
Myślę, że jestem takim white trash, któremu nie pozostało nic więcej.
|
|
Czy widzisz siebie w roli ojca, męża, który rano idzie do pracy?
|
|
Nie widzę siebie w takim kontekście. Nie mam nic przeciw wstawaniu rano, ale nie po to aby iść do pracy.
Patrzę na swoja przyszłość i staram się wpływać na to, jak to będzie wyglądało.
Jestem przeciwny prokreacji, pomnażaniu nowych jednostek ludzkich, aby w tym globalnym tyglu zderzały się ze sobą.
Wytwarzały nowe jednostki energie, współzależności, kontynuowały ten absurd. Nie odpowiada mi to.
|
|
Co z Wiktorem juniorem, któremu przekazałbyś swoją wiedzę i poglądy?
|
|
Jeśli mówisz o rozpowszechnianiu mojego materiału genetycznego. Odrzucam to.
Nie mogę podjąć takiej odpowiedzialności. Nie widzę się w tej roli.
|
|
Jak to jest? Nie boisz się oddziaływać na masy, a boisz się zająć jednostką?
|
|
Tu nie chodzi o obawy. Chodzi o mój wybór. Mam inne po prostu inne cele.
|
|
Wróćmy do punkowego życia. Opowiedz jak broniliście swojego status quo? Łódż jest znana z tego, że łysym nie przepuszcza.
|
|
Było tych akcji z łysymi bardzo wiele. Nie chcę o tym jakoś dokładnie opowiadać. Mógłby to być dowód na piśmie.
Najczęściej przybierało to formę akcji bezpośredniej typu rozjebanie lokalu NOP na przykład.
Punkowy terror był skierowany przeciw naziolom. Bez półśrodków. Nie mogliśmy sobie pozwolić na sytuację,
żeby jacyś ludzie tego typu mogli sobie “rządzić”, nadawać ton temu miastu. Mój stosunek jest radykalnie negatywny.
Nie wdając się w konflikty ideologiczne (bo myślę, że rasizm, faszyzm i nazizm są pod koniec dwudziestego wieku żałosnym pomysłem,
te teorie są ślepe na całą rzeczywistość tego świata) osobisty stosunek brzmi: search and destroy. Znaleźć i zniszczyć.
To walka o byt. Dla zewnętrznego i wewnętrznego spokoju.
|
|
Czy zdarzyła ci się dla wyższych celów kolaboracja z nimi?
|
|
Nie. Jaka kolaboracja ? No way. W Łodzi tego typu kompromisów nigdy nie było.
|
|
Kto w takim razie wygrał?
|
|
W pewnym momencie, w środku lat dziewięćdziesiątych oni mieli chęć “oczyszczenia miasta” Skończyło się to dla nich bardzo smutno.
Tak więc wydaje mi się absolutnym naszym zwycięstwem, że do niczego takiego nie doszło.
Powinny im wystarczyć śmieszne partyjki i kanapowe ugrupowania. To oni muszą gnieżdzić się na swoich gównianych osiedlach.
Nie stanowią tutaj żadnej siły, tak jak bywa to gdzieś w małych miejscowościach. Tam potrafią przyjść i pobić ludzi,
którzy organizują jakiś koncert, czy niezależną pikietę. Tutaj nie mają szans.
|
|
Co w takim razie sądzisz o przemocy?
|
|
Wiele ludzi pielęgnuje swoje wyobrażenie o JUDE, jako o zespole, który eksponuje przemoc. Głównie przez to, co pokazujemy.
Jednak chciałbym, aby zachowane były odpowiednie proporcje. Nie jest to jedyna oś naszej prezentacji.
Nie jest to jedyny temat, który analizujemy i prezentujemy. Były głosy, że gloryfikujemy przemoc. Tak nie jest.
Jeśli chodzi o mój stosunek do przemocy- to smutne, ale nasza rzeczywistość zmusza cię aby ją stosować.
Nie wybierasz tych sytuacji. Albo my, albo oni. Nie można sobie pozwolić na sytuację, w której oni mieliby stanowić o nas.
Gardzę jednak przemocą. Deprawuje ludzi, którzy ją stosują. Tak jak deprawuje władza.
|
|
Władza to polityka jak oceniasz politykę i ruchy na tym tle?
|
|
Polityka jest aktualnie martwa. Jest kolejną formą ludzkiej działalności, które można zupełnie pominąć.
W Polsce jeszcze dużo czasu upłynie aż dojdzie się do sytuacji, że polityka nie będzie miała wpływ na rzeczywistość.
Obecnie wszędzie największy wpływ ma ekonomia, mechanizmy rynkowe jak kumulacja i przepływ kapitału.
Polityka stała się sztuką dla sztuki i nikt się nie łudzi że określenia jak prawica czy lewica cokolwiek jeszcze znaczą.
Politycy są klasą, która działa sama dla siebie.
|
|
Pieniądze?
|
|
Pieniądz jest dobry, o ile trafia do mojej kieszeni.
|
|
Jak to połączyć z ideałami życia punkowego?
|
|
W sumie wszyscy posługujemy się tymi samymi jednostkami płatniczymi. Dlatego hipokryzją byłoby mówienie,
że ktoś nie ma nic wspólnego z pieniędzmi, jest czystym punkiem, wolnym czowiekiem itd.
|
|
Jak określiłbyś dokonania Jude?
|
|
Zupełnie niewystarczające. Nie oddające całego naszego potencjału. Powód jest bardzo prozaiczny, brak pieniędzy.
Nie możemy zrobić nagrań -nie możemy wydać płyt. Jesteśmy dość biednym zespołem.
Byliśmy dotychczas dwa razy w studiu i zawsze było to efektem pewnych układów.
Nie tracimy jednak energii i posuwamy się do przodu. Jest w nas totalne przekonanie i dedykacja.
Każdy inny zespół przy takich osiągach dawno rozpadłby się. My nie.
|
|
Co z polski rynkiem niezależnym?
|
|
Nie nazwałbym tego rynkiem. Scena hardcore-punk istnieje, działają manufaktury i dystrybucje punkowe.
Są koncerty i trasy. Scena funkcjonuje, mimo że dotykają ją różne bolączki normalnego rynku muzycznego,
który osiągnął prawie samo dno. Ludzie głupieją z dnia na dzień, nie czytają nic. Nie kupują płyt,
nie interesują się jakąkolwiek kulturą. Poziom rozrywki i kultury w PL jest obecnie denny.
|
|
Czy sądzisz, że młodzież zapatrzona w Vivę jest w stanie zainteresować się waszą twórczością?
|
|
Tego nie wiem i w żaden sposób nie próbuję przewidywać. Staram się, aby nasz przekaz trafiał do różnych ludzi.
My nie targetujemy swojej publiczności. Robimy to i nie kalkulujemy. Nie przeliczamy, co ma trafić do kogo.
JUDE trafia do różnych ludzi.
|
|
Plany?
|
|
Robić to samo, co robimy. Mocniej i bardziej efektywnie. Projektować i realizować nowe rzeczy. Grać koncerty.
Rozwijać się. Osiągać maksymalny wymiar ekspresji, tego konglomeratu słów, dżwięków, obrazów, hałasu i krzyku.
Osiągnąć jak najbardziej mocny efekt.
|
|
Ostatnie słowa.
|
|
W tym momencie nic wiecej. Kontakt z nami jest pod moim adresem: WIKTOR SKOK. OBORNICKA 15/4, 91-039 ŁÓDŹ.
Tel. 042 640 76 96 albo 606 67 66 68. Reklamuję i polecam nasze strony: www.geocities.com/plusultra1999
i www.republika.pl/judemusic. Dzięki za interview Maciek
|
BACK TO TOP
|
DIE LEERE 2001. INTERVIEW BY MAJZNER, TOM, ROB
|
|
Jak funkcjonuje się kapeli o dość kontrowersyjnej nazwie w rasistowsko skibolowanej Łodzi?
A tak w ogóle czy spotkaliście się kiedykolwiek z jakimiś przejawami antysemityzmu odnośnie swojej nazwy?
|
|
Łódź to duże miasto i znajdujemy tu miejsce dla siebie. Bez wielkich problemów,
jeśli je mamy to z pewnością nie maja one charakteru jaki sugerujesz.
Nikt dotąd nie próbował w żaden poważny sposób zagrozić naszej działalności.
Nie spotykamy się z jakimś otwartym rasizmem ale niejednokrotnie,
w najróżniejszy sposób odczułem niechęć do naszej nazwy i do nas samych.
Słowo JUDE wywołuje wciąż konsternację i całą masę idiotycznych komentarzy.
Spotykamy się z tym nawet na scenie, gdzie mogłoby się zdawać dominuje wolność
i otwartość myślenia (sorry, kiedyś chyba zdarzało mi się tak myśleć, ha ha).
…Ale skąd takie przekonanie o „rasistowsko skibolowanej Łodzi”? nie sądzę aby było tego tu więcej niż gdzie indziej.
Przejedź się po Polsce, tak jest praktycznie w każdym mieście, w całym tym coraz mocniej zdegenerowanym kraju.
|
|
Na jakim podłożu wyrosło JUDE, jakie emocje kształtują oblicze zespołu (czy wciąż są te same co na początku)?
|
|
Chyba tak, nie odstają bardzo od tych które powodowały nami wtedy. Kiedy zaczynaliśmy, od początku staraliśmy
się świadomie podchodzić do pewnych spraw… myślę tu między innymi o naszym miejscu na scenie punk,
o naszym najbliższym otoczeniu – mieście Łodzi, jako miejscu, które niejako nas „wyprodukowało”.
Start zespołu mógł być reakcją. Mógł być też próbą pewnej indywidualistycznej ekspresji każdego z nas na tle coraz bardziej rozmytej,
bezsilnej i pozbawionej głębszej refleksji sceny… Mimo to czujemy się z nią cały czas związani.
Zachodzę w głowę dlaczego, widząc to wszystko wokół… scena punk w Polsce jest teraz wyjątkowo kiepskim stanie.
Jeśli chodzi o emocje… nie będę ukrywał że uczucie nienawiści i oporu było bardzo istotne u zarania JUDE.
nadal jest dla nas elementarne, bez dwóch zdań. Totalna rewizja. Oprócz tego jak najbardziej radykalnego wybuchu odczuwaliśmy
dużo analitycznej chęci reinterpretacji rzeczywistości, ideologii, estetyki; tej najbliższej,
a także tej odbieranej każdego dnia w mediach, w innych dziełach sztuki, u innych artystów.
Każdy kolejny dzień każe spoglądać na to jeszcze inaczej. Ale jak widzę to teraz, jest to absolutna determinacja,
wcale nie zamierzamy się poddawać.
|
|
O czym mówią teksty JUDE i czy są dla Ciebie równie ważne jak muzyka?
|
|
Nie mam zbytniej chęci wyrażać tak expresis verbis moich myśli i czucia jakie towarzyszy ich pisaniu. Na pewno nie powiem o czym mówią.
Ich fragmenty i niektóre można znaleźć na okładkach albo na naszej net stronie. Słowa są dla mnie bardzo istotne,
próbuję cały czas uczynić by były jeszcze bardziej mocne i wyraziste. Głos czasem tylko zapełnia przestrzeń,
pewne pasmo dźwiękowe ale nie jest przez to mniej ważny. Muzyka i teksty w JUDE odgrywają równą rolę – są nierozerwalne.
|
|
Jaki jest cel wizualnych prezentacji, które są obecne podczas waszych koncertów?
|
|
Tutaj musiałbym określić wyraźnie jaki jest sam cel istnienia JUDE. Nie da się tego tak zwyczajnie wytłumaczyć,
nieraz próbowałem to przybliżać różnym pytającym. Czy musimy wciąż mówić to samo?
Czy jest potrzebne wyznaczać takie jednoznaczne drogowskazy dla recepcji naszej rzeczy?
Te rzeczy mówią same za siebie. Jeżeli byłeś na naszym koncercie wiesz już dobrze.
|
|
Czy ma to na celu wzmóc intensywność przekazu i jego zrozumienie? Swoją drogą czy uważasz że jesteście rozumiani?
|
|
Oczywiście, jedno z wytłumaczeń może być również takie. Nasze video spoty same w sobie są również pełnowartościowym przekazem.
Ważniejsza jest chyba druga część twojego pytania. To zastanawiające. Wiem że jakaś część naszych odbiorców,
którzy orientują się lub próbują dowiadywać się czego chcemy i kim jesteśmy. Większa część poprzestaje na tym,
że miażdżymy dźwięk, dajemy slajdy z trupami, Auschwitz, tego typu „mocne rzeczy”. Takie powierzchowne postrzeganie JUDE dominuje.
Duża część krajowej sceny nie zadaje sobnie trudu by nawet poznać to, co robimy i poprzestaje na stwierdzeniu że jesteśmy ważniakami
– bo nie uczestniczymy w towarzyskim grajdole, chujami – bo cenimy się dość wysoko, a w ogóle to jesteśmy jacyś „dziwni”.
Nie lubią nas jako grupy a mnie uważają za szaleńca. Być może tak już musi być. Zdarzają się jednak świadomi i otwarci odbiorcy,
mający chęć dealowania z nami i takimi formami wyrazu. Super, że są też komunikujący się ludzie. Jest, na szczęście, trochę sygnałów,
że istnieje wiele osób które śledzą nasze poczynania, są zainteresowane i wspierają to co próbujemy robić.
|
|
W zinie Flauta #2 znalazłem Twoją wypowiedź iż przerywano wam koncerty. Gdzie do tego doszło i czy możesz przybliżyć nam te zdarzenia?
|
|
Po co? To do niczego nie potrzebne, ale jeśli chcesz… Na koncercie w Grodzisku Mazowieckim,
dyrekcja Ośrodka Kultury uznała nasz pokaz wideo za „antychrześcijański” i próbowała przerwać nam granie. W Gdańsku szefowa klubu,
w którym mieliśmy występować, zaalarmowana przez obsługę zażądała przed koncertem prezentacji naszych slajdów.
Na gotyckim festiwalu na zamku w Bolkowie, „sprytny” organizator wyłączył nam prąd. Skończyło się małym dymem.
Atak lakonicznie mogę wspomnieć kilka incydentów, było ich trochę. Nie warto nawet wnikać w szczegóły.
Często napotykaliśmy różne przeszkody, zawsze dawaliśmy im odpór.
|
|
Macie na swoim koncie dokumenty filmowe. Czy możesz opowiedzieć o nich oraz czy przypisaliście im jakąś rolę w funkcjonowaniu JUDE?
|
|
W tym momencie mogę powiedzieć jedynie, że były one zawsze zapisem jakiegos stadium w rozwoju naszej grupy.
Poza tym nie były to nasze własne produkcje. Wzbudzaliśmy zainteresowanie ludzi z kamerami, tak więc pojawialiśmy się tu i ówdzie.
Rzeczy o nas pojawiały się w mediach, lub były rejestrowane przez niezależnych twórców. Spełniły się dobrze,
mają dla nas teraz wartość historyczną. W tej chwili myślimy o czymś nowym.
|
|
Gracie utwór zespołu SWANS. Dlaczego właśnie wybraliście utwór tej grupy?
Jak wiemy Łabędzie już są martwe lecz pozostało po nich kilka wspaniałych albumów,
które według Ciebie płyty są najciekawsze oraz co sądzisz o obecnych projektach ludzi ze SWANS?
|
|
Graliśmy kilka kawałków SWANS, tak jak zresztą wiele coverów innych zespołów. Prawie wszystkie albumy SWANS są wspaniałe,
wyraziłem się o tym dokładnie w swoim artykule w PLUS ULTRA. Nie zmieniam zdania.
W historii każdej grupy sa słabsze momenty. Można znaleźć parę takich punktów na Burning World czy White Light From The Mouth Of Infinity
lub na ostatnich ale i tak nie ma to większego znaczenia, ten zespół jest ponad wszystkim.
Dzisiaj zwracam baczną uwage na Jarboe, bo według mnie, robi super rzeczy. BLACKMOUTH albo Disburden Disciple,
w ogóle większość jej rzeczy solo jest niesamowita. Są wciąż wyzywające, agresywne i bogate.
Mniej cierpliwości mam do ostatnich projektów Michaela Giry, aktualnie chyba nie wszystkie jego nagrania są do końca dobre.
Może kiedyś zmienię tę opinię…
|
|
Współpracowaliście z Markiem Smithem z grupy P.Vampire, czego dotyczyła wasza kooperacja...
słyszałem też iż współpracowaliście z Maćkiem Ożógiem z grupy Spear?
|
|
Mark Smith był realizatorem naszych nagrań, które później znalazły się na Sickness Bag.
Celem spotkania było nagranie dwóch kawałków na gotycka kompilację, która ukazała się w USA.
Dzieki Tommy’emu z GHOST MANIAC, który zaprosił nas na tę sesję, w trzy godziny kilka utworów,
które po małej obróbce i remasteringu znalazły się później na tej kasecie. Maciek Ożóg – SPEAR
organizował nasz koncert w swoim cyklu Muzyka Końca Wieku w łódzkim Teatrze Studyjnym.
Pomagaliśmy sobie wielokrotnie. Jesteśmy znajomymi od wielu lat.
|
|
Wcześniej wydawałeś zina Zygoma, obecnie tworzysz Plus Ultra, opowiedz coś o tych inicjatywach.
W ogóle co sądzisz o kondycji polskich zinów?
|
|
Bardzo lubię ziny, lubię je czytać i oglądać. Na świecie ukazuje się cały czas pełno wyśmienitych wydawnictw.
Dobrze że docierają czasem także tutaj. Jeżeli chodzi o PL, moja odpowiedź może być jedynie pełna goryczy i niechęci.
Generalnie pokrywa się to z moim aktualnym spojrzeniem na scenę. To smutne,
ale większość tego co nazywa się tutaj i teraz punk czy hardcore jest mi zwyczajnie obce. Nadal afirmuję całą zjadliwość gwałtowność
i negatywność punk, więc żałosne wydają mi się te nędzne hippie rege folk pseudopunkowe zrywy i zalew jakichś uładzonych softów,
których pełna jest aktualnie scena w PL. Z drugiej strony buractwo i mentalna zaściankowość wielu „ostrych” załóg. Prowincjonalizm
i kołtuństwo gustów „scensterów” i beznadziejne wieśniactwo wielu uznanych osobowości. Dla mnie zero w tym punkrocka.
Nigdy nie zgodzę się na sugestie „oblatanych” dziennikarzy z wysoko nakładowej prasy, że punk umarł ale to co widzę
na tutejszej scenie nie napawa mnie zbytnim optymizmem. Kiedy w zaczynałem wydawać zine’a ZYGOMA (w 88 roku),
pisaniem w punk gazetach zajmowali się przeważnie pasjonaci, w ogóle byli to normalni punks, dziś zastąpili ich przemądrzali
i nadęci misjonarze lub marni plotkarze. Czasopisma często służą sprzedawaniu większych ilości płyt lub t-shirtów,
które produkują lub dystrybuują ich redaktorzy naczelni. Poza tym większość ludzi związanych z punk, jak społeczeństwo wokół jest ciemna,
wcale nie czyta ani nie próbuję się rozwijać, tak więc nawet i ta praca idzie na marne. Kondycja? Nędza. Bieda. Mizeria.
|
|
W jednym z wywiadów mówisz: "Nie jestem duchowym człowiekiem, jestem antyduchowym człowiekiem.
Duchowość jest dana każdemu tylko w różnych proporcjach". Czy zatem profanum dominuje w Twoim życiu nad sacrum?
|
|
Chyba kolejne twoje pytanie muszę zbyć rodzajem wyminięcia… Nie wejdziemy w tej rozmowie na takie tereny.
Ja sam jestem niechętny odpowiadaniu na takie pytania, a kontekst internetowego wywiadu nie wydaje mi się odpowiedni.
Nie powiem ci co dominuje, bo nie traktuję mojego jednostkowego doświadczenia w kategoriach sacrum/profanum.
Identyczny stosunek miałem do tamtego pytania. Nie mam wcale chęci wpisywać się w tak sformułowany kontekst.
|
|
Czy nie uważasz, że kryzys jednostki, cywilizacji polega na przechyleniu tej szali, w którąkolwiek ze stron?
|
|
Pewnie masz rację, ale nie sądzę aby można było to zamykać w kilku słowach. A ja nie czuje się tu człowiekiem od takich rozważań.
Rzecz w tym czy odgadywanie i badanie przyczyn jest jeszcze potrzebne. Ludzkość znajduje się w stanie permanentnej klęski.
Część ludzi (nikła rzesza) zadaje jakieś pytania, większość odrzuca wszelkie wątpliwości. Czasem poprzestajemy na obserwacji,
ale czasem wchodzimy w akcję. Działamy wbrew, lecz i tak uczestniczymy w tym wszystkim. Znasz zdanie „trapped in the shitstem”?
chociaż to widać wokół jest w wielkiej mierze oszustwem, tak jak wcześniej piekne portrety szczęśliwych kołchoźników
i radosnych robotnic, to i tak masz cały czas świadomość, ze praktycznie brak realnej alternatywy dla życia
w tym „postnowoczesnym” układzie. Jesteś w tym schwytany, chcesz tego czy nie. Oczywiście nie oznacza to ani zgody ani rezygnacji,
jestem tu po to by inni nie czuli się wygodnie i ciepło. Kilku ludziom przydałaby się wiedza,
że istnieją różne inne formy protestu… dość tych wyświechtanych sloganów.
|
|
Praca=zniewolenie? Jak to wygląda w Waszym życiu? Czy wierzysz w stany idealne?
|
|
W czym rzecz? Jakie stany idealne? Nie istniały nigdy stany idealne, nie było żadnego „złotego wieku”, nigdy nie było harmonii.
Widzę i wierzę w dynamikę i zmienność. Nie interesuje mnie kwietystyczna ułuda. Czy nasza praca w zespole także zostanie nazwana
„zniewoleniem”? Mało sensu w tym równaniu. Różne zespoły pierdolą tego typu bzdury i potem młodzi ludzie zostają z sianem w głowie.
Wiedza to siła! Tak, wszyscy wykonujemy inne prace, szczęśliwie są to zajęcia związane z naszymi zainteresowaniami i pasjami.
Chciałbym móc większość czasu poświęcać moim rzeczom, niestety sytuacja wymusza pewne kompromisy. Są one względnie nikłe.
W tej obecnej rzeczywistości niemożliwe jest funkcjonowanie inaczej.
|
|
Jak sądzisz gdzie leżą granice artystycznej prowokacji?
|
|
Nie ma kwestii. One dla mnie dla mnie nie istnieją, w ogóle brak ogólnej odpowiedzi na to pytanie.
To sprawa indywidualna. Każdy tworzący staje przed tym pytaniem, ale niektórzy w ogóle abstrahują od tak postawionych ograniczeń.
Ja nigdy nie chciałem o tym myśleć. Poza tym nigdy nie miałem JUDE za żadną prowokację.
|
|
Co znaczy dla Ciebie - Punk i estetyka D.I.Y.?
|
|
Wszystko. Prawie wszystkie moje aktywności są bezpośrednio związane z punk, nie wiem czy mógłbym mieć jeszcze jakikolwiek wybór,
jestem w tym zakorzeniony. Jestem punk od ponad 20 lat i nawet nie jestem w stanie powiedzieć jak mogłoby być inaczej.
Rozumiem to szeroko…Unikam jakichkolwiek definicji, maksymalną rzeczą w punk jest jego nieustanna fluktuacja i otwartość, brak reguł, zmienność.
Nie szukam określeń na to co robię, robię to.
|
|
Jakie są Twoje plany na przyszłość, gdzie podąża JUDE, kiedy nowe Plus Ultra?
|
|
Wkrótce. Kiedy tylko znajdę trochę forsy. Zamierzam wydać jeszcze sporo artykułów i innych tekstów.
Mimo że jak mówiłem wydawanie zineów wydaje się samobójczym przedsięwzięciem, PLUS ULTRA jest dla mnie doskonałym medium.
Zamierzam dalej pisać i dawać to do czytania innym. Zamierzamy nadal kontynuować nasz projekt JUDE – bez względu na opinie,
decyzje, odbiór ani czyjekolwiek zdanie. Przestaniemy kiedy sami zechcemy. Bez samozadowolenia – cieszę się że zrobiliśmy ten zespół.
Pytasz o nasze plany, mogę powiedzieć, że są duże. Wciąż rozwijamy JUDE, jednak – być może takie gadanie nie wygląda zbyt dobrze na papierze – brak nam na nie pieniędzy.
W ten sposób pewne rzeczy stoją w miejscu a inne ciągną się latami i powstają kosztem maksymalnych poświęceń. Ale i tak będziemy nadal to robili.
|
|
Słowo na koniec...
|
|
Amen
|
BACK TO TOP
|
JUDE Wiktor Skok
|
|
Jakie znaczenie ma dla ciebie Łódź i jak to się przejawia w twórczości twojego zespołu?
|
|
Tak, począwszy od nazwy, całej idącej za nazwą i za muzyką, estetyki i poetyki naszych koncertów,
naszych przedstawień, naszych przejawów jakiejkolwiek ekspresji itd. - miasto w którym mieszkam,
miało kolosalne znaczenie. Zawsze wprost to akcentowaliśmy, mówiąc, że w żadnym innym miejscu nie powstałoby coś takiego jak JUDE. Wydaje mi się,
że ta industrialna estetyka mojego zespołu, wypływa wprost z tego otoczenia, z całego charakteru miasta,
z jego specyficznego klimatu. Łódź zawsze postrzegana była jako ośrodek wielkiego przemysłu. Wielkie tkalnie, przędzalnie.
Fabryki z czerwonej cegły, pracujące na trzy zmiany, 24 godziny. Aktualnie miasto do końca nie jest już takim czysto przemysłowym tworem.
Ten jego wielkoprzemysłowy charakter zanika stopniowo na rzecz jakiegoś rozdrobnienia, zaniku wielkiego przemysłu.
To proces trwa już praktycznie od 10 lat. Jednak pozostałości, echa jego potęgi są wciąż obecne wokół. Dzisiejsze ruiny były kiedyś czynne całą dobę.
Był to przede wszystkim przemysł lekki, zakłady tekstylne, różne szwalnie, różne zakłady włókien przemysłowych,
włókien chemicznych, jakieś zakłady ubraniowe… Te fabryki otaczały nas w samym centrum, praktycznie z każdego miejsca blisko było do jakiegoś zakładu.
Ale na obrzeżach miasta, przede wszystkim na Teofilowie i na Dąbrowie przemysłowej, za Zarzewiem,
znajdują się także inne miejsca. Duże strefy przemysłowe zakładów innego przeznaczenia, nie tylko tekstylnych. Na Dąbrowie, oprócz zakładów Polanil,
były tam także zakłady budowlane, metalowe. Bardzo polubiliśmy właśnie tego typu miejsca, tzw. fabryki domów, na przykład fabrykę Exbud na Teofilowie,
magazyny sprzętu budowlanego, magazyny materiałów budowlanych w rejonach ulicy Lodowej. Wiadukty i bocznice kolejowe w tych okolicach.
To były nasze miejsca, obiekty częstych wędrówek i penetracji. Właśnie tam ja i moi koledzy znajdowaliśmy swoje miejsca inspiracji,
właśnie w tych miejscach... znajdowaliśmy tam takie miejsca, w których o wiele lepiej się czuliśmy.
Były nam o wiele bliższe niż te zapełnione ludźmi miejsca w centrum. To bardzo wpływało na naszą muzykę,
chodziliśmy do różnych miejsc, korzystaliśmy z jakichś materiałów gotowych, złomu, odgłosów, gotowych dźwięków,
nagrywaliśmy w tych halach, nagrywaliśmy dźwięki w jakichś zakładach, szum na ulicach miasta,
potem próbowaliśmy łączyć je z naszą muzyką. Mieliśmy takie dźwiękowe laboratorium, którego pewne echa znajduje się w naszej muzyce,
niemniej jednak część tych eksperymentów w ogóle jeszcze nie ujrzała światła dziennego.
To były całe serie eksperymentów z tą stricte przemysłową muzyką. Bez jakiejś specjalnej organizacji materiału dźwiękowego,
czysty hałas. Oprócz tej estetyki, tego hałasu, tych przemysłowych materiałów dźwiękowych, których używamy w naszej muzyce,
łódzkość jest tutaj obecna w ogóle na każdej płaszczyźnie nawet na płaszczyźnie jakiegoś wyrazu. W sumie chodzi o to,
że tak jak mówiłem, w innym mieście taki zespół miałby zupełnie inny wymiar. To się wiąże od samego początku z radykalizmem,
szczególną formą, z jakąś pewną formą takiej bardzo energetycznej, niepohamowanej ekspresji. Czegoś takiego jak specjalna ekspresja,
która w ogóle cechuje zespoły grające twardą muzykę w Łodzi. Tak było przynajmniej w przeszłości,
zespoły które wywodziły się stąd były bardzo ekspresyjne, bardzo negatywnie nastawione do otaczającej rzeczywistości,
generalnie grały bardzo twardą muzykę, nie bawiącą się w jakieś kompromisy itd. Z drugiej strony mój zespół,
odmiennie może od tych wszystkich o których tutaj mówię, postawił od samego początku nacisk na maksymalny związek
z charakterem tego miasta. Postawił nacisk na jakąś próbę samoświadomości otoczenia, z którego się wywodzi.
To wszystko przekłada się na samą nazwę, na wybór inspiracji, wybór tytułów, wybór tematyki poruszanej w naszym przekazie.
Ona nie ma chyba jakiegoś narracyjnego charakteru, jakiegoś opowiadania historii, jakiejś fikcji, fabuły.
Nie próbujemy tutaj opowiadać o historii miasta lecz po prostu być jej mocno świadomi, świadomi tego miejsca.
Powracając do naszych relacji z naszym miastem, one są bardzo bliskie, wręcz nierozerwalnie sprzężone.
To się wiąże z naszym pochodzeniem. Wszyscy urodziliśmy się w Łodzi, wychowywaliśmy się tutaj w różnych miejscach.
Ja wychowywałem się na Stokach i na Bałutach w rejonie Lutomierska - Limanowskiego, w rejonie tych ulic.
Konrad wychowywał się na Teofilowie między tzw. Teofilowem Mieszkaniowym a Teofilowem Przemysłowym,
bracia Walczax wychowywali się też na Bałutach w rejonach Julianowa a Ania wychowywała się na Dąbrowie.
Generalnie pochodzimy z różnych dzielnic, z różnych okolic, stąd. W pewnym momencie (to było na początku lat 90.),
wszyscy poznawaliśmy się poprzez punkową załogę, w której wszyscy aktywnie uczestniczyliśmy. Stamtąd wywodzą się nasze znajomości,
nasze pierwsze kontakty. To jak wyrażamy się w moim zespole, to co robimy to z tego co jest bardzo związane z naszym miastem wyraża się
na jeszcze innych płaszczyznach. Wychowywaliśmy się w blokowiskach, w małych mieszkaniach, ale wokół nas było też dużo starych domów, ludzi
z tzw. starego budownictwa. Najróżniejsza tkanka społeczna Łodzi, która jest cały czas, w pewien swoisty sposób, obiektem naszej obserwacji.
Stykamy się z ludźmi w tym mieście, rozpoznajemy ich, widzimy. Również nieobojętna tutaj, jest historia, przeszłość tego miasta.
W sumie bardzo krótkie losy Łodzi są literalnie stosunkowo łatwe do ogarnięcia, przy próbie jakiegoś świadomego oglądu.
Nie jest to tak skomplikowana, tak wielotorowa historia, jak w innych ośrodkach miejskich. W ogóle wydaje mi się,
że historia Polski jest skromniejsza od historii innych państw, innych krajów. Nie jest to kraj z wielką historią,
nie jest to kraj z którym historia obeszła się dobrze i generalnie historia Polski jest raczej dosyć negatywną narracją.
Dla Polaków, bardzo okrutną historią klęsk, zawodów, zdrad, oszustw, generalnie poniżenia i upokorzenia. Natomiast jeśli chodzi o tę małą, osobną historię tego miasta, która jest mi najbliższa, która w sumie najbardziej do mnie trafia, - osobliwie, jest to dynamiczna historia postępu i rozwoju, zakłóconego dopiero w pewnym momencie. Do tego jest to historia miasta od samego początku całkowicie zmutowanego. Zawsze stawiałem nacisk na to, że to miasto jest bardzo zmutowane. Ten organizm z którego się wywodzimy, te miejsca w których bywamy, ludzie którzy nas otaczają, my chyba również, to wypaczona i chora tkanka. Tygiel wielu wpływów i interesów, melanż wielu kultur i religii, mieszanie się kilku narodowości nadawało Łodzi charakter przez lata. II Wojna Światowa radykalnie to zerwała. Cała najnowsza historia, migracje, przymusowe emigracje miały bezpośredni wpływ na dzisiejszy stan rzeczy. To po prostu widać i my to zauważamy. Łódź jest inna, wciąż czeka na opisanie. Niewielu widzi w tym kwestię, temat. Ale dla mnie jest jasne. Ten organizm miejski, z którym mamy tutaj do czynienia jest odmienny od innych miast w Polsce.
Aktualnie Łodzianie, w większości, to ludność napływowa. To efekt różnych powikłań i mechanizmów najnowszej historii.
Miasto to w dużej mierze tworzyli ludzie innych narodowości Żydzi, Niemcy oni przez dziesięciolecia tworzyli w Łodzi całą infrastrukturę materialną,
wybudowali fabryki, wybudowali te kamienice w centrum miasta (przynajmniej ich dużą część), generalnie byli posiadaczami większości dóbr materialnych,
nieruchomości w centrum i na obrzeżach, tych małych oraz wielkich fabryk, nawet tych małych zakładów których szczątki znajdują się jeszcze
w różnych punktach miasta. Małe zakłady i wielkie fabryki, prawie wszystkie co do jednej, należały do ludzi „obcej” narodowości,
czy to Żydów czy Niemców, nie były one w polskich rękach. Generalnie mit popularyzowany w Ziemi Obiecanej,
to znaczy ten o trzecim z przyjaciół, Polaku, szlachcicu - kapitaliście, jest próbą nadania powieści wymiaru bardziej bliskiego Polakom.
Czegoś co bardziej mogłoby się spodobać potencjalnym czytelnikom powieści, ale także próbą stworzenia pewnego wzorca,
takiego Lodzermenscha - Polaka. Niemniej jednak rzeczywistość była inna, w czasach rosyjskiego zaboru,
lodzermenschami byli ludzie pochodzenia żydowskiego i niemieckiego przede wszystkim. Tak jak zresztą język tych ludzi.
Posługiwali się niemieckim lub jidysz, generalnie nawet nie czystym hebrajskim lecz po prostu taką niemiecko-żydowską gwarą.
Jeśli chodzi o tych ludzi, którzy stworzyli to miasto, byli to ludzie specyficznego rodzaju, oni byli wyrzutkami w swoich własnych krajach,
przyjechali tutaj w poszukiwaniu pewnego raju na ziemi. Niektórzy z nich osiągnęli to, ale za cenę tego,
że sami musieli tutaj wręcz rodzić tę ziemię obiecaną, przeciwstawiając się swojej tradycji, przeciwstawiając się ortodoksji jeśli chodzi o Żydów,
odwiecznym zwyczajom, jeśli chodzi o Niemców. Byli to ludzie zupełnie nowego rodzaju, ludzie rewolucji przemysłowej, wyrwani z pewnego środowiska,
w którym dojrzewali. Niektórzy przyjechali tu jako zupełnie młodzi ludzie, tworzyli pewien precedens.
Ten precedens wyrażał się w ich jakby zupełnie nowym stosunku do sfery materialnej. Te fortuny,
jakie tu powstawały, ci ludzie przyjeżdżali tu jako zupełnie biedni… Były to losy wręcz takie,
jak opisują historycy kultury materialnej w Ameryce, streszczające się w zdaniach typu 'od pucybuta do milionera',
Historia Rockefellerów czy innych rodów niedaleka jest losom rodom łódzkich fabrykantów. To nie wiąże się jedynie
z tak postrzeganą historią, tą lokalną wersją rewolucji przemysłowej.
Mój zespół wychodził w tę całą estetykę nie tylko z taką świadomością, wiemy o tym ale bardziej istotne dla nas są nowsze losy miasta.
Ten nasz wyraz, ten który tworzymy z całym zespołem jest zdecydowanie skierowany ku najnowszej historii.
Wiąże się także z najnowszymi dziejami tego miasta. Z okresem II wojny światowej, łódzka okupacją, gettem, które było bardzo blisko tutaj.
Mieszkamy niedaleko. Dwaj bracia Walczax mieszkają na terenie dawnego getta, w blokach wybudowanych prawdopodobnie
na miejscu jakichś wyburzonych kamienic. Ja mieszkam niedaleko od murów getta, które znajdowały się parę przecznic stąd.
Mury były w Warszawie, tutaj w Łodzi getto nie było nawet otoczone ze wszystkich stron murami, było otoczone jakimiś drewnianymi parkanami
z drutem kolczastym. Wyglądało to trochę inaczej niż w innych miastach. Tam były murowane mury.
W większości miast zachodniej Europy unikano jakiejś literalnej, widocznej gołym okiem izolacji Żydów.
Ale getta w Polsce były otoczone murami.
Łódź, pomimo swojego wielkoprzemysłowego charakteru na przełomie XIX i XX wieku, później przez cały wiek XX,
miała z również taki trochę wiejski charakter, taki prowincjonalny. Mimo tej zwartej struktury miasta,
która jest widoczna w centrum, kratownicy tych ulic, które wyglądają na planie jak taka właśnie siatka równoległych
do siebie przecznic poprzecinanych głównymi szlakami, traktami. Mimo nowoczesnych wydawałoby się elementów jest to miasto jednocześnie,
w pewnych miejscach, bardzo bliskie wsi. Posiada miejsca w których ludzie do niedawna jeszcze mieli ptactwo domowe, paśli zwierzęta np. owce,
z dzieciństwa pamiętam jeszcze konie i furmanki na ulicach, z drugiej strony istnieją targowiska na które przyjeżdżają cały czas ludzie
ze wsi sprzedawać swoje towary. Dosyć trudno powiedzieć o jakimś jednoznacznym wymiarze tego miasta,
właśnie w słowie mutacja mieści się właśnie również to, że jest to bardzo zróżnicowany tygiel. Populacja tego miasta jest takim dosyć dziwnym tworem.
Jest to mieszanka tych ludzi którzy się tutaj urodzili, którzy mieli tutaj swoich dziadków i jeszcze jakichś dawniejszych przodków,
z tymi którzy przyjechali tutaj po wojnie, przyjeżdżali tutaj przez cały okres PRL, osiedlali się tutaj,
korzystając z dobrodziejstw awansu społecznego. W sumie do dzisiaj napływają do Łodzi ludzie, mimo,
że miasto w statystykach ma coraz mniej mieszkańców. Jest to także taki organizm miejski, który w pewien sposób łatwy do ogarnięcia.
Nawiązując już do tej łatwości mówienia o łódzkiej historii - co jest oczywiście bardzo względne, można też powiedzieć
o specyfice tego miasta, która pozwala na ogarnięcie go uwagą, świadomością. Ono nie jest wcale wielkie a wielkomiejskość miesza się tu nagminnie
z prowincjonalnością. Chodzi mi o to, że większość losów Łodzian koncentruje się w centrum tego miasta i w sumie wszyscy z nich mają interesy
w środku miasta, mają sprawy do załatwiania tutaj w centrum, generalnie krzyżują się tutaj dzień w dzień. Nie jest tak jak w innych miastach,
które posiadają jakieś mniejsze podcentra, jakieś subrejony, które są satelitami tego centrum lub nie mają w ogóle tego ściśle skoncentrowanego centrum.
Warszawa zdawałoby się, że ma swój Trakt Królewski, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście i potem Starówkę niemniej jednak ma też mnóstwo innych miejsc,
które tworzą jakieś takie substytuty centrum w innych dzielnicach i nie jest takim jednolitym organizmem,
zresztą jest już zbyt rozległa żeby tworzyć coś takiego. Łódź też jest dużym miastem, ale takim które zachowało taki właśnie specyficzny charakter,
to powoduje również, że ludzie w Łodzi tworzą różnego rodzaju środowiska które bardzo się zazębiają. Ludzie tutaj znają się nawzajem,
nie wiem czy jest to tak bardzo obecne w innych, większych i nawet mniejszych miastach. Łódź ma kilkusettysięczną populację,
a w tak wielkim mieście dosyć trudno jest osiągnąć taką sytuację, że wielu ludzi naprawdę się zna nawzajem.
Jest to pewna specyfika tutaj tego miasta. To trudne do wytłumaczenia ale dla bywalców centrum, miejsc rozrywki, kultury to widoczne.
Wróćmy do tego jaki wpływ Łódź miała na estetykę mojego zespołu, na mój zespół. Jest to immanentnie sprzężone,
to jest tak, że trudno mi wyobrazić sobie mój zespół poza tym układem. Oczywiście występowaliśmy poza Łodzią,
występowaliśmy w bardzo różnych miejscach. Jednak kiedy występowaliśmy tutaj zawsze stawialiśmy nacisk na wybór miejsca jego charakter, klimat.
Oprócz tego, że bardzo eksponowaliśmy naszą samoświadomość estetyczną, taką bardzo mocną estetykę, bardzo silną,
używającą dosyć takich radykalnych środków, często kontrowersyjnych z ideologicznego punktu widzenia.
Zarzucano nam przez to nazizm czy faszyzm czy jakieś tendencje prototalitarne. Największy wpływ miała na mnie właśnie ta przeszłość tego miasta
i ta dzisiejszość, terażniejszość która jest konsekwencją tej przeszłości.
Mówiąc o tej mutacji myślę, że jest to mieszanka. Nie tylko chodzi o stronę etniczną tego miasta.
To miasto jest mieszanką kultur, obyczajów, wszystkich przeobrażeń doby najnowszej. Chodzi o jego pomieszany charakter,
jego kontrasty, sprzeczności także w warstwie wyglądów, klimatów miejsc. Odmienności urbanistycznej, zderzeń różnych estetyk.
Generalnie różnych punktów, które nie wydają się obojętne dla mnie. Zawsze eksponowałem i starałem się o to żeby to co robimy nie było neutralne,
nie miało charakteru jakiegoś indyferentnego tworu, jakiegoś wyidealizowanego, czysto estetycznego przedsięwzięcia.
Zawsze istnieliśmy w tej strukturze, byliśmy bardzo z tym związani, konfrontowaliśmy z tą rzeczywistością wokół i nawet
w najróżniejszy sposób próbując na nią wpływać. W pewnym momencie próbowaliśmy nawet czynnie działać dla kultury tego miasta organizując koncerty,
organizując cała załogę punkową. Razem z różnymi jednostkami, próbowaliśmy tworzyć alternatywną, niezależną,
wręcz radykalną kulturę. Udawało nam się to, tworzyliśmy własne miejsca, terytoria.
Ludzie mieszkali w jakichś zajętych domach, mieszkaniach w centrum miasta.
Organizowaliśmy koncerty, wynajmowaliśmy różne sale, gdzie sprowadzaliśmy punkowe zespoły z całego świata.
Tworzyliśmy taką zwartą, skonsolidowaną grupę ludzi którzy byli w stanie skrzyknąć się, zebrać, bawić, ale także bronić się przed innymi,
co miało bardzo duże znaczenie kiedyś, kiedy nie wszystko wyglądało tak ładnie jak teraz jeśli chodzi o bezpieczeństwo, na przykład.
Robiliśmy imprezy, jakieś wieczorki punkowe w bunkrach pod Parkiem Poniatowskiego. Niemniej jednak wszyscy wiedzieliśmy,
że kiedyś ten park nazywał się HitlerJugend Park a obok znajdowała się szkoła,
w której w czasie wojny odbywały się Parteitagi młodzieży hitlerowskiej, volksdeutschów i dziewcząt z BDM.
Również jako grupa aktywnych jednostek moi znajomi zajęli kilka mieszkań w pewnej kamienicy na ulicy Kilińskiego obok Wytwórni Filmów Oświatowych,
w rejonie skrzyżowania ulic Kilińskiego i Przybyszewskiego. Mieściła się tam fabryka, w której podczas II wojny światowej moja matka pracowała przymusowo,
szyjąc mundury dla Niemców. Te wszystkie miejsca miały i wciąż mają bardzo duże znaczenie dla mnie.
Łódź przez wiele lat nie miała żadnych dotacji [finansowe nakłady płynące z tzw. rozdzielnika z centrum,
ze stolicy] z zewnątrz. Ludność w Łodzi uważano za bardzo bezpieczną. Tutejszy wielkoprzemysłowy proletariat został uznany za bezpieczny,
ponieważ były to przede wszystkim kobiety - włókniarki nie mogące się zjednoczyć. Nie byli to robotnicy przemysłu ciężkiego czy górnicy,
silni w masie, którzy potrafili zastrajkować, wyjść na ulice. Dlatego nie łożono na rozwój tego miasta przez całe czasy tej socrealnej rzeczywistości.
Łódź była miastem które podupadało i nie rozwijało się zbytnio. Dzisiejsza ruina jest spadkiem po tamtych czasach.
Ten rozwój przemysłu który tu nastąpił był przede wszystkim dziełem tych ludzi innego pochodzenia,
Niemców i Żydów i miało to miejsce na przełomie XIX i XX wieku, wtedy nastąpił przemysłowy rozkwit.
W okresie międzywojennym część tych zakładów przechodziła w ręce polskie lub stawała się spółkami z udziałem polskich udziałowców.
To miasto cały czas rozkwitało do momentu załamania w czasie kryzysu w 1929 roku. Rewolucja w 1905 również była momentem pewnych zawirowań,
odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 też miało wpływ na pewne zmiany tutaj i oczywiście II wojna światowa,
kiedy to miasto zmieniło się radykalnie. Część miasta była gettem, Żydzi którzy mieszkali w centrum miasta,
ci właściciele kamienic zostali stamtąd wygonieni, byli prześladowani lub zostali zamordowani, potem przeszli Niemcy.
Na koniec kiedy Łódź została przejęta przez Rosjan te najlepsze miejsca w kamienicach zajęli ludzie związani z aparatem bezpieczeństwa i władzami.
Aktualnie mieszkają tam ich potomkowie, nie zmieniło się to zbytnio.
|
|
Wróćmy do genezy twojego zespołu.
|
|
To ma źródła w czasie przełomu lat 80. i 90. Wypłynęło to wszystko załogi punkowej, która swojego czasu była tutaj bardzo silną grupą
i próbowała tworzyć tutaj jakąś własną rzeczywistość. Była to też odmienna punkowa estetyka,
inna od tej w innych miastach. Bardziej radykalna, czarna, mroczna, nihilistyczna, bardziej negatywna,
mniej nastawiona na działania proekologiczne czy działania typu animal liberation front, bardziej nastawiona na estetykę,
tworzenie własnej sceny. Nie próbowaliśmy zmieniać świata, próbowaliśmy zmieniać najbliższe otoczenie.
Kiedy ludzie zajęli dom na ulicy Kilińskiego musieli znaleźć konsensus z ludźmi którzy mieszkali wokół,
ale nie próbowaliśmy zmieniać tamtych ludzi, bynajmniej. Wychodzić z inicjatywami do sąsiadów.
Niejednokrotnie musieliśmy się przed nim bronić. Byliśmy zmuszeni do izolacji. Mocno dostrzegaliśmy tę wszechobecną głupotę i nietolerancję.
Doświadczaliśmy jej niejednokrotnie. Ja tam nie mieszkałem, ale bywałem tam prawie co dzień.
Widziałem, że ludzie z kamienic obok gdyby mogli bardzo chętnie podpaliliby ten dom.
Dosyć powikłane były te rzeczy. Korzystaliśmy przez te ostatnie dziesięć lat z tych marginesów pewnej wolności,
sytuacji którą tworzyły zmiany. Ten okres przejściowy. Tam, gdzie tzw. władza miała za krótkie ręce,
albo miała też inne rzeczy do zrobienia, zajmowała się czymś innym, dawała taki margines. Na wiele rzeczy przymykano oko.
Dzisiaj jest o wiele trudniej zorganizować coś takiego. Z drugiej strony, pod pewnymi względami trudniej a pod pewnymi względami łatwiej.
Można robić to legalnie, teraz jest trochę inne przyzwolenie społeczne. Inny niż wtedy stosunek do pewnych form ekspresji.
Wtedy trzeba było się borykać z bardzo dużą nietolerancją, bardzo dużą agresją ze strony ludzi wokół. Dzisiaj bywa trochę inaczej,
niemniej aktualnie wszystko jest bardziej przeliczane na pieniądze, nie jest tak łatwo zająć jakieś miejsce za darmo.
|
|
Gdzie graliście koncerty i czy były to miejsca specjalnie przez was wybrane, szczególne?
|
|
Pierwszy koncert graliśmy w Pałacu Grohmana zrujnowanym pałacu fabrykanta, który posiadał i firmował szwalnie niedaleko zakładów Scheiblera,
tych kolosalnych zakładów przy ulicy Targowej. Dla mnie osobiście było to bardzo ważne dlatego, że chodziłem do przedszkola na ulicy Tylnej,
które również znajdowało się w domu Grohmana. Chodziłem do przedszkola przyzakładowego, zakładów im. Obrońców Pokoju Uniontex.
W tymże przedszkolu mieściło się w latach 90. Muzeum Artystów, które współorganizowało artystyczny festiwal, w którym braliśmy wtedy udział.
W dzieciństwie codziennie rano idąc z matką do przedszkola mijałem ten zrujnowany pałac. Chodziłem na skróty przez park przy ulicy 8-go marca,
teraz ta ulica nazywa się prawdopodobnie jakoś inaczej. W dzisiejszym Muzeum Książki Artystycznej było podprzedszkole tych zakładów i pamiętam,
że kiedyś w budynku mojego przedszkola była jakaś dezynfekcja, czy deratyzacja, to chodziłem przez dwa tygodnie do innego przedszkola,
które znajdowało się nieopodal. Miejsca typu Muzeum Artystów czy Muzeum Książki Artystycznej kojarzą mi się więc
z czymś innym niż większości artystycznej publiczności. Tak jak mówiłem, pierwszy koncert graliśmy w zrujnowanym Pałacu Grohmana,
w dużej sali, która kiedyś prawdopodobnie była jakąś salą balową lub jakimś wystawnym salonem. Było to bardzo dobre miejsce,
nie zmieniliśmy zupełnie jego charakteru, nie próbowaliśmy z tego miejsca zrobić czegoś innego. Wyglądało to bardzo surowo, było bardzo zniszczone,
nie próbowaliśmy tego ukryć. To wszystko miało być takie surowe, wprowadziliśmy tam swoje instrumenty. Wszystko bardzo dobrze się zgadzało.
Inny koncert zagraliśmy w Teatrze Studyjnym, aktualnie Teatrze Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej. Tam grając mieliśmy bardzo duże problemy.
Na początku chciano odwołać nasz koncert. Dyrektor teatru dowiedział się od kogoś, że jesteśmy ponoć hitlerowcami.
Ten koncert miał nie dojść do skutku między innymi dlatego, że miejsce w którym mieliśmy grać było dawnym żydowskim domem modlitwy,
więc byłaby to po stokroć wielka profanacja. Udało mi się jednak przekonać tego człowieka, że bynajmniej nie mamy nic wspólnego z tym o czym on myśli.
Zagraliśmy tam, co było też dużym wydarzeniem dla nas, bo mieliśmy świadomość zarówno tego, że gramy w teatrze, a zarazem w dawnym miejscu kultu.
Budynku innego przeznaczenia, w miejscu z długą historią.
Graliśmy również w tunelu po jedną z szos. Tam podłączyliśmy swój własny generator prądu, zrobiliśmy to wszystko zupełnie niezależnie,
we współpracy z naszymi znajomymi, stuprocentowo do it yourself. Nagłośniliśmy się, przywieźliśmy nasze oświetlenie
i zrobiliśmy zupełnie podziemny koncert. Sprowadziliśmy tam naszych znajomych, zaprosiliśmy także ludzi których bezpośrednio nie znaliśmy.
Nie byliśmy od nikogo uzależnieni, żadnymi godzinami, terminami. Bez jakichkolwiek sponsorów. Dzieją się tam imprezy regularnie. Co roku,
kiedy jest ciepło odbywają się tam imprezy Hospital Unit. Techno-imprezy organizowane przez naszych znajomych, na tych samych zasadach,
całkowicie nielegalnie. Robiliśmy koncerty w różnych miejscach, czasami mając wpływ na to jak one wyglądały i gdzie graliśmy.
Próbowaliśmy zawsze grać w takich miejscach, które odpowiadały naszemu zespołowi charakterem, wyglądem.
Gdybyśmy mieli większe możliwości materialne oczywiście rozszerzalibyśmy to, gralibyśmy na pewno w miejscach w których często bywaliśmy.
Oprócz tej działalności, twórczości, muzyki, naszą aktywnością było również chodzenie po tych miejscach,
penetracje różnych terenów przemysłowych w mieście. Mieliśmy swoje ulubione miejsca na przykład ruiny Zakładów 1-go Maja na Widzewie,
Zakłady Marko i bocznice kolejowe za dworcem Łódź Kaliska, bocznice kolejowe na Olechowie, zakłady na Teofilowie lub te za dzielnicą Dąbrowa.
W tych miejscach czasami spędzaliśmy całe dnie. Wchodziliśmy na przykład na kominy, wieże ciśnień, oglądaliśmy miasto z góry.
Obserwowaliśmy elektrownie, EC II, EC III i największą EC IV, kiedyś w nocy dostaliśmy się na jej teren, niestety szybko nas wykryli.
Spędzaliśmy dużo czasu w takich terenach i bardzo nam to odpowiadało. Były to tereny bardzo odludne, bardzo zdewastowane, zniszczone,
już wtedy pozbawione ludzkiej ingerencji, one zarastały roślinnością, dopiero ostatnio zaczyna się tam coś robić.
Jednak nadal jest jeszcze wiele takich „naszych” stref. To wszystko co robię z moim zespołem,
to wszystko co trafia do ludzi jest jakąś wypadkową tego wszystkiego, tych naszych pozamuzycznych fascynacji, naszych peregrynacji
do zruinowanych fabryk, opuszczonych magazynów, ramp, bocznic, całego otoczenia. Przekłada się to oczywiście potem na taką formę,
którą można nazwać artystyczną, ale w dużej mierze jednak wynika i wypływa bardzo z tego najbardziej namacalnego otoczenia, tego łódzkiego otoczenia.
Przez całe ostatnie dziesięciolecie obserwowaliśmy zmiany w tym mieście. Ono przestaje być przemysłowe,
ono staje się miastem w sensie ultrakonsumpcyjnym, nie ma już tu wielkich zakładów, są tu raczej wielkie supermarkety, wielkie centra handlowe.
Wielkie fabryki zostały rozparcelowane, podzielone na mniejsze zakłady, tkalnie, farbiarnie; małe zakładziki, często nielegalne,
zatrudniające przyjezdnych robotników, tanią siłę roboczą ze wschodu. Tak jest w wielu miejscowościach pod Łodzią.
Kolejną rzeczą odróżniającą Łódź od innych miast jest sieć linii tramwajów, ponoć najdłuższa na świecie.
Aktualnie nie jeżdżą już tramwaje do Lutomierska, ani do Rzgowa, ale jeżdżą do Ozorkowa i Pabianic, ich tory momentami biegną prawie w polu.
Istniały jeszcze linie tramwajowe na Rudzie Pabianickiej, których już nie ma. Tam tramwaj wjeżdżał w las, tak miał ułożoną trasę.
Poza tym taka Ruda Pabianicka, Chojny, Dąbrowa, te południowe dzielnice Łodzi są odmienne i także mają swoja specyfikę, różnią się swoim charakterem.
Mają zupełnie inny charakter. Mówimy ze znajomymi, że to nie jest już Łódź. To się tam czuje. Wiejskość i blokowiska, zupełnie wypaczone.
Z kolei, Ruda Pabianicka jest zupełnie małomiasteczkowa. To się już czuje od dawnego Ronda Titowa, obecnie Ronda Lotników Lwowskich.
Kiedy się to tak wnikliwie obserwuje to widać tam dalej inne miasto. Tamten rejon jest jednak o wiele bardziej jednorodny w tym klimacie.
Praktycznie cały czas przemieszczając się, podróżując do moich znajomych w innych częściach miasta oglądam za każdym razem nowe miasto.
Oglądam napisy na murach, przyglądam się niszczejącym kamienicom, tej ruinie. Wszędzie gdzie znajduję się w tym mieście,
nie potrafię pozbyć tego żeby obserwować je i widzieć pewne różnice w charakterze ludzi w innych dzielnicach, w budownictwie,
układach ulic, pewne niuanse, które dla przybysza być może nie byłyby zupełnie zauważalne. Jako że żyję tu już dosyć długo jest mi to po prostu
bardzo bliskie i widzę to.
|
|
Czy wyjeżdżając z koncertem poza miasto jesteście rozpoznawani jako zespół z Łodzi?
|
|
Tak, jesteśmy rozpoznawani jako zespół z Łodzi. Wiąże się to oczywiście z naszym wyglądem, charakterem, pewnym rodzajem przekazu, radykalizmem.
Istnieje obiegowa fama krążącą o Łodzi, która jest w gruncie rzeczy zbieżna z rzeczywistością,
że zespoły stąd były bardzo radykalne, bardzo negatywne, nieprzyjazne i z drugiej strony wygląd tych ludzi,
punków z Łodzi, którzy posiadali dużo biżuterii w ciele, dużo metalowych ozdób, nosili łańcuchy, oćwiekowane pasy, ubierali się na czarno.
Łódzkie środowisko na tym krajowym tle wyglądało bardzo efektownie, mieliśmy bardzo duży wpływ na ten styl.
Jesteśmy postrzegani jako zespół łódzki, jako zespół z industrialnej Łodzi. Te wszystkie stereotypy mają pewien punkt wspólny,
pewną zbieżność z rzeczywistością, bo mimo wszystko jest to bardzo powiązane z Łodzią, z tym miastem. Sama nazwa pochodzi z murów miasta.
Oczywiście to jest jedna płaszczyzna, ale za nią idą jeszcze inne znaczenia. Myślę, że gdzie indziej taki zespół nie mógłby powstać.
|
BACK TO TOP
|